sobota, 25 kwietnia 2015

Liebster Award Blog !!


Z całego serca dziękuje Hopeless Winter (jej blog) i Angel Dark (jej blog) za nominacje!
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Pytania od Hopeless:

1. Jaką magiczną moc chciałabyś posiadać?
- Jeśli zmienianie się w wilka to jakaś moc to chciałabym być wilkołakiem, jeśli nie to władza nad ogniem. ☺

2. Jakie trzy rzeczy zabrałabyś na bezludną wyspę?
- Statek żeby się z tam tond wydostać, dobrą książkę i kołonotatnik.

3.Jak chciałabyś spędzić ostatni dzień życia?
- Zaszyć się głęboko w lesie i wyciszyć.
Wiem że mam dziwne myśli!

4.Chciałabyś coś w sobie zmienić? Jak tak to co?
- Już się do siebie przyzwyczaiłam.

5.Ulubiona bajka dzieciństwa?
- Czerwony Kapturek!

6. Co najbardziej cenisz u przyjaciół?
- To że potrafią mnie wysłuchać.

7.Do której klasy chodzisz?
- 2 gim.

8.Co najbardziej podoba ci się w czytaniu książki?
- To że mogę sobie wszystko wyobrazić.

9.Ulubiony cytat?
- W zależności od samopoczucia, dzisiaj jest "Nieważne, że właśnie się podpaliłem - powiedział. - Żadnych przytulanek." . Jest to kwestia Jace'a z Miasta Niebiańskiego Ognia.

10. Ulubiony aktor/ aktorka?
- Aktorka to Lili Colins a aktora nie mam.

11. Ulubiony piosenkarz/ piosenkarka/ zespół?
- Nie mam, słucham to co mi się spodoba.

----------------------------------------------
Nie będę nikogo nominować bo już w poprzednim nominowałam sporo osób.
Wika

piątek, 24 kwietnia 2015

Liebster Award Blog !!!!!!

Zacznę od tego że ostatnio nie rozwiązywałam żadnych LBA i teraz postanawiam nadrobić te wszystkie!


Od 17 kwietnia dostałam aż sześć nominacji!
Bardzo dziękuje Clary Herondale (jej blog), paulina patrycja (jej blog), Ashlie Steen (jej blog), Shadow Hunter (jej blog), Veronica Hunter (jej blog) i Tess Brandien (jej blog).
Naprawdę z całego serca wam dziewczyny dziękuje!
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Postanowiłam od każdej wybrać po dwa pytania.
Wyjdzie 12 pytań ale co...

Pytania od Clary:

1. Ulubiony kwiat.
- Jeśli można z książki to Kwiat Północy a w rzeczywistości to tulipan.

2. Idris, Narnia czy Hogwart?
- Oczywiście że Idris!

Pytania od Pauliny:

1. Twoja pierwsza myśl po spojrzeniu rano w lustro to…?
- Chce jeszcze spać!

2. Z domu nie wyjdę bez... 
- Kołonotatnika (telefon bym z chęcią zostawiła ale tata...).

Pytania od Ashlie:

1. Ile masz blogów?
- Trzy, w tym jeden zawieszony.

2. Ile masz lat?
- 14 ale w maju skończę 15 (nareszcie)
Chociaż nie wiem z czego się cieszyć.

Pytania od Shadow:

1. Masz rodzeństwo?
- Nie mam i nigdy nie chciałam. ☺

2. Łatwo cię wnerwić?
- Zazwyczaj jestem spokojna ale jedna moja koleżanka jest specjalistką od denerwowania mnie (potrafi to zrobić w minutę).

Pytania od Veronica:

1. Ulubiony gatunek literacki ?
- Fantastyka z domieszką romansu.

2. Ulubiony przedmiot szkolny ?
- Biologia, chemia, matematyka i fizyka. - nie umiem się zdecydować!

Pytania od Tess:

1. Jesteś umysłem matematycznym czy humanistycznym?
- Matematycznym! Dlatego wahałam się przed założeniem bloga. ☺

2. Wolisz nowe książki czy takie naznaczone już śladami użytkowania?
- Jeśli książka jest fajna to nie przeszkadza mi to ale najbardziej lubię e-booki.
Książki kupuje tylko wtedy kiedy coś mi się baaardzo podoba i wiem że będę do tego wracać, tak jak DA.

------------------------------------------------------
Moje pytania:

1. Czy inspiracją w pisaniu bloga są też dla ciebie ludzie, których spotykasz na co dzień?
2. Jak najbardziej chciałabyś, żeby twój chłopak się do Ciebie zwracał?
3. Przy jakiej książce najbardziej się wzruszyłaś?
4. Najbardziej znienawidzona lektura.
5. Ulubione miejsce do wyciszenia się to...
6. Cola czy Pepsi?
7. Ulubiony gatunek literacki?
8. Najdłuższa książka jaką czytałąś/eś? 
9. Ile blogów czytasz?
10. Masz inne pasje lub hobby ?
11. Jakie jest twoje marzenie ?

----------------------------------------------------------
Nominuje:



Ps. Dodałam rozdział na drugim blogu o DA!
Wika

Rozdział 42

Rozdział jest krótki ale już wcześniej pisałam że rozdziały będą się różnić długością.
Miłego czytania!

Rozdział 42
[ Clary [

   Od „śmierci” Kamili minęły dwa miesiące, wszyscy bardzo się cieszyliśmy. Nawet Marys postanowiła wydać uroczystą kolacje dla mieszkańców Instytutu, dlatego że ostatecznie rozwiodła się z Robertem i z powodu Kamili. Cieszyłam się razem z nimi, mieliśmy jeszcze jeden powód, Jace przestał być wilkołakiem. Z tego ostatniego byłam najbardziej zadowolona. Bardzo długo rozmawialiśmy i bawiliśmy się.

   Na drugi dzień pani Konsul przysłała ognistą wiadomość, napisane było że demony oszalały i atakują Instytuty. Na razie zaatakowały pięć, wszyscy Nefilim z tych Instytutów zostali przeniesieni do Idrisu. Na szczęście niebyło ofiar śmiertelnych, tylko rany. Konsul przekazała nam, że jeśli ataki będą się powtarzać to wszyscy zostają przeniesieni, nawet stado Lucka, które teraz współpracuje z Nefilim.

   Alec i Magnus wyjechali do innego Instytutu, piszą i dzwonią co jakiś czas. Wiemy że u nich wszystko w porządku. W ostatnim liście napisali że myślą o adoptowaniu dziecka, odpisaliśmy że to świetny pomysł.

   Byłam szczęśliwa bo za parę dni moja córeczka ma pojawić się na świecie. Wszyscy bardzo o mnie dbają, czuję się coraz gorzej ale nikomu o tym nie wspominam, gdybym powiedziała to zaraz zaczęliby traktować mnie jak…

- Clary? – moje rozmyślenia przerwała Isabell, siedziała koło mnie na kanapie i przeglądała gazetkę sklepu z ubrankami dla dzieci. Popatrzyła na mnie – Musisz się skupić! Wybieramy ubranka dla Amandy a ty nie umiesz się skoncentrować! Za niedługo będziesz rodzić! – wróciła do czytania.
- Pójdę się położyć. – powiedziałam wstając. Wyszłam z biblioteki i poszłam do pokoju, Isabell go trochę przerobiła. Teraz pod oknem stała dziecięca kołyska i wszędzie były różne zabawki, moim zdaniem jeszcze były niepotrzebne.
   Położyłam się i po chwili wpadłam w objęcie Morfeusza…

[

   Byłam na placu w Szklanym Mieście, naprzeciwko mnie była studnia. Podeszłam bliżej i usłyszałam dziwny głos:
- Choć do mnie. Choć, Clarisso. – głos był przyciągający i zarazem straszny, wiedziałam że jak za nim pójdę to stanie się coś złego. Podeszłam jeszcze bliżej – Choć. Choć bliżej, chce cię widzieć. – stanęłam tuż przy murku, zajrzałam do studni ale nic nie zobaczyłam. Nagle jakaś ręka złapała mnie za szyję i wciągnęła do studni.

[

   Obudziłam się siadając, koszulka lepiła mi się do pleców. Wstałam i poszłam pod prysznic, ubrałam się. Usiadłam na brzegu łóżka, zaczęłam głaskać brzuch i szeptać:
- Nie mogę się doczekać aż przyjdziesz na świat, choć wiem że będziesz w dużym niebezpieczeństwie. Zdołamy cię ochronić… - przerwało mi pukanie do drzwi – Proszę!
- Musimy przenieść się do Idrisu. – powiedział Jace wchodząc do pokoju.
- Co? – zapytałam zszokowana – Kiedy? Jak? Po co? Dlaczego? – zasypałam go gradem pytań.
- Spokojnie. – usiadł koło mnie i objął ramieniem – Już piętnaście Instytutów zostało doszczętnie zniszczonych, wszyscy Nocni Łowcy przeżyli ale niektórzy są ranni. Wszyscy mamy przenieść się do domów w Idrisie.
- Gdzie zamieszkamy? – zapytałam.
- W posiadłości Herondal’ów. – odpowiedział spokojnie Jace.
- Kiedy wyjeżdżamy?
- Jutro rano, dzisiaj musimy się spakować.
- Dobrze. – powiedziałam wstając – Przyniesiesz mi walizki?
- Zaraz wracam. – powiedział wychodząc. Po dwóch godzinach wszystko było już spakowane, usiadłam przy biurku i zaczęłam rysować – Choć spać. – jęknął Jace.
- Dobra. – zamknęłam szkicownik i wstałam – Od kiedy nie możesz beze mnie zasnąć? – zapytałam kładąc się.
- Od kiedy cię poznałem. – wyszeptał w moje włosy – Dobranoc. – pocałował mnie w czubek głowy.
- Dobranoc. – odszepnęłam i po chwili zasnęłam…

[

   Byłam na polanie razem z Jace’em i naszą córeczką. Siedzieliśmy na kocu i przyglądaliśmy się motylom dookoła. Nagle koło mnie pojawił się Jonathan, przestraszona wstałam i przycisnęłam Ami mocniej do siebie.
- Siostro, chce przeprosić. – powiedział wyciągając ręce. Gdzie się podział Jace?
- To nie wystarczy. – powiedziałam patrząc mu w oczy. Powinny byś czarne ale… niały kolor soczystej zieleni!
- Uważaj na siebie. – wyszeptał i zniknął. Zaczął wiać porywisty wiatr i po chwili wszystko wróciło do normy. Jace siedział na kocu i coś opowiadał a ja kurczowo trzymałam Ami na rękach.
--------------------------------------------
Niestety nie będzie jutro rozdziału! Mam nadzieje że ten się spodobał!
Jeśli macie do polecenia jakieś blogi o Akademii Wampirów to napiszcie w komentarzach, proszę!
Ps. Możliwe że już w niedziele będzie nowy rozdział na drugim blogu!
Wika

czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 41 i prośba!

Mam do was prośbę! Zrobiłam zdjęcie rysunku koleżanki i proszę was o ocenę tego rysunku!
Oceńcie rysunek sprawiedliwie!

Lili Colins

A teraz rozdział!
Miłego czytania!
Rozdział 41
[ Kamila [

   Szłam do biblioteki gdy usłyszałam potworny krzyk… mojego brata! Co tam się stało?!
   Szybko pobiegłam do pokoju w którym leżał ale za zakrętem stanęłam. Clary klęczała przed zamkniętymi drzwiami do pokoju, twarz miała ukrytą w dłoniach i szlochała. Podeszłam bliżej i usłyszałam jej cichy szept:
- Co ja zrobiłam? Co ja zrobiłam? Co ja zrobiłam? – wydawało się że jest obłąkana ale ja widziałam że to ma związek z Jace’em.
   Weszłam do pokoju i zobaczyłam mojego brata rzucającego się po łóżku i krzyczącego. Zabolało mnie serce gdy uzmysłowiłam sobie jak cierpi, złapałam jego rękę i poczułam jak zalewa mnie fala jego bólu. Wiedziałam że jeśli przejmę cały jego ból i zasklepie wszystkie jego rany to umrę ale nie przejmowałam się tym. Bardziej bałam się o Lesli, kto się nią zajmie kiedy mnie zabraknie? Clary się nią zaopiekuje, na pewno.
   Wzięłam jeszcze większą dawkę bólu i krzyknęłam, osunęłam się na kolana ale dalej trzymałam rękę Jace’a. Powoli ogarniała mnie ciemność, Jace już nie krzyczał tylko spał spokojnie. Zamknęłam oczy i szepnęłam:
- Zaopiekujcie się Lesli. – następna fala bólu strąciła mnie w przepaść nieświadomości…

[ Lesli [

   Siedziałam na dachu Instytutu kiedy przyszła do mnie ciocia Isabell, powiedziała że mogę ją tak nazywać. Usiadła koło mnie i przytuliła.
- Chcemy żebyś pożegnała się z siostrą. – powiedziała, popatrzyłam na nią osłupiała.
- Wyjeżdża? – zapytałam.
- Nie, ona… ona… - jąkała się.
- Co się z nią stało? – zapytałam przestraszona.
- Nie żyje. – wyszeptała. Poderwałam się z ziemi i pobiegłam do drabiny, zeszłam po niej. W minutę znalazłam się w naszym pokoju.
- Kamila! Kamila! – krzyczałam, wbiegłam do pomieszczenia i stanęłam jak wmurowana. Moja siostra, jedyna rodzina, leżała w białej sukience na łóżku. Do moich oczu napłynęły łzy, później spłynęły po policzkach.
- Lesli? Les? – zaniepokoiła się Clary.
- Ona… obiecała… obiecała że mnie nie opuści… Że pomoże mi… - wydukałam, podeszłam do jej ciała – Złamałaś obietnice! Jak mogłaś?! – uderzyłam ją w ramie – Jak mogłaś? – wyszeptałam osuwając się na kolana.
- Lesli? Mała? – powiedział ktoś za mną, nie odwróciłam się.
- Less? – zapytała druga osoba, dalej byłam odwrócona tyłem. Ktoś położył mi rękę na ramieniu – Lesli?
- Zostaw ją. – powiedział pierwszy głos, teraz poznałam że to Clary.
- Kamila jest teraz w lepszym świecie, jest szczęśliwsza. – wyszeptał drugi głos, Jace.
- Daj jej spokój. – nakazała Clary, podeszła i uklękła, przytuliła mnie – Wszystko będzie dobrze. Koniec do dopiero początek. Horondal’owie to silny ród, ty też do niego należysz. – popatrzyła na narzeczonego, skinął potwierdzająco głową.
- Dziękuje. – szepnęłam i wtuliłam się w nią. Poczułam jak dziecko w brzuchu cioci się poruszyło, przytuliłam się do niego i uśmiechnęłam.
- Chodź, nauczyć cię rysować? – zapytała Clary kiedy wychodziłyśmy z pokoju – Wiem że lubisz sztukę, mogę nauczyć cię nią tworzyć. – powiedziała z uśmiechem. Niebyło mi do śmiechu ale odwzajemniłam gest i energicznie pokiwałam głową.
   Następne dwie godziny spędziłam na szkicowaniu z ciocią.

[ Kamila [

   Spodziewałam się ciemnego tunelu z światełkiem na końcu, zastałam coś zupełnie innego. Trafiłam do jasnego pokoju bez okien i mebli. Stałam na środku i czekałam. Po pewnym czasie do przez drzwi weszła jakaś kobieta, popatrzyła na mnie i upuściła jakieś papiery.
- Coś się stało? – zapytałam ze zmarszczonymi brwiami.
- Nie powinno cię tu być! – wykrzyknęła – Wracaj!
- Ale ja nie wiem… - nie dokończyłam bo coś zakłuło mnie w głowie i zobaczyłam ciemność. Próbowałam otworzyć oczy ale światło mnie oślepiło, za drugim razem udało się. Usiadłam, rozejrzałam się i zauważyłam że leże na łóżku w moim pokoju, byłam w białej sukience do kolan. Ostrożnie wstałam i poszłam do Clary, ona będzie wiedzieć co się stało.
   Zapukałam do jej pokoju i usłyszałam cichą odpowiedź, weszłam.
- Kamila? – zapytała z niedowierzaniem Clary.
- Kamila! – pisnęła moja siostra i uwiesiła mi się na szyi. Przygarnęłam ją do siebie i pocałowałam w czoło – Wiedziałam że mnie nie zostawisz. – wyszeptała.
- Nigdy. – szepnęłam.
------------------------------------------
 Mam nadzieje że rozdział się spodobał!
Proszę żebyście oceniali rysunek! Jest on wprawdzie robiony w zeszycie  i na lekcji ale ja uważam że dziewczyna ma talent.
Ps. LBA będą dzisiaj!
Wika

Jak wam się podoba?


Tło które ustawiłam wczoraj trochę nie przypadło mi do gustu więc "pobawiłam" się z moim blogiem i oto efekt!
Jak wam się podoba?


Kojarzycie wszystkich?

Ps. Rozdział będzie dzisiaj ale dość późno!
Pss. Liebstery postaram się zrobić jeszcze dziś ale nie wiem czy mi się uda!
Wika

środa, 22 kwietnia 2015

Rozdział 40

Nie wierzę! To już czterdziesty rozdział! Nie mogę uwierzyć że ze mną wytrzymujecie i czytacie tego okropnego bloga!

Dedykuje ten rozdział wszystkim którzy mnie wspierali i wspierają do tej pory! ☺
Miłego czytania!

Rozdział 40
[ Clary [

   Jace, wilk leżał na podłodze w kałuży krwi i miał związane łapy i pysk.
- Jace! – krzyknęłam i podbiegłam do niego, zabrałam się za rozwiązywanie lin – Pomóżcie mi! – wrzasnęłam do innych. Gdy wiedziałam że nie rozwiąże lin sięgnęłam po sztylet, Jace zaczął się szarpać – Spokojnie, nic ci nie zrobię. – przecięłam wszystkie liny i popatrzyłam mu w oczy. Próbował wstać ale upadł bo miał przeciętą łapę – Co wy mu zrobiliście?!!! – wrzasnęłam. Zerwał się straszny wiatr, słyszałam jak ktoś coś krzyczy ale byłam skupiona wyłącznie na wilku. Zamknęłam oczy żeby się lepiej skupić.

[ Maia [

   Clary na nas nawrzeszczała i zerwał się porywisty wiatr.
- Uciekajcie! – krzyknął Luck wyprowadzając nas z pomieszczenia. Złapałam Neila za rękę i wyciągnęła z Sali. Zanim Luck zamknął drzwi zauważyłam jakieś niebieskie światło koło Jace’a. Podbiegła do nas Isabell.
- Co się stało? – zapytała.
- Gdzie Clary? – zapytał przerażony Markus, który biegł zaraz za nią.
- W Sali. – powiedziałam. Chciał otworzyć drzwi ale Luck i Neil odciągnęli go od nich.
- Clary!! – zaczął się wydzierać. Izzy wyjęła potajemnie Stelle i nakreśliła mu na ramieniu jakiś znak.
- Przepraszam. – szepnęła gdy chłopak zemdlał. Wiatr ustał, więc otworzyłam drzwi. Clary klęczała nad nieprzytomnym Jace’em, był w ludzkiej postaci! Podbiegliśmy do nich i zauważyłam że skóra Clary lekko świeci na niebiesko, zdziwiłam się ale nic nie powiedziałam.
- Co mu jest? – zapytała wystraszona Clary.
- Nic, tylko śpi. – wytłumaczył Luck narzucając na chłopaka koc. Swoją drogą chłopak miał się czym pochwalić, miał bardzo dobrze zbudowane ciało… Maia! Ogarnij się! Przecież to narzeczony twojej przyjaciółki!
- Odpocznij. – powiedziałam do Clary. Pokiwała głową, wstała, szepnęła coś do Lucka i wyszła – Musimy gdzieś go położyć. – dodałam.
- Chodźcie do jego starego pokoju! – krzyknęła Isabell, która obserwowała całe zajście spod drzwi. Neil i Luck wzięli Jace’a na ręce i położyli w jego dawnym pokoju.
- Neli, Maia możecie już iść. Ja jeszcze poczeka aż się obudzi. – powiedział Luck.
- Dobrze. – powiedział mój kolega i wyszliśmy z Instytutu.

[ Clary [

   Weszłam do pokoju, złapałam szkicownik i koc. Udałam się do oranżerii. Dawno tam nie byłam, otworzyłam drzwi i wzięłam głęboki oddech. Czując taki cudowny zapach od razu się rozpromieniłam, usiadłam na kamiennej ławeczce. Zaczęłam szkicować kwiaty gdy zobaczyłam runę, była narysowana na posadzce i srebrna, nie czarna tylko srebrna. Zafascynowana uklękłam przy niej i dotknęłam palcem, runa zafalowała pod moim dotykiem jak woda. Zaczęłam ją szybko szkicować, była podobna do irtaze ale jakby ulepszona. Skończyłam i wiedziałam już jak ma mi pomóc. Wstałam i chciałam jeszcze raz popatrzeć na dziwną runę ale posadzka była taka jak zwykle, runa zniknęła bez śladu.
   Szybko zbiegłam na dół i udałam się do pokoju Isabell. Otworzyłam drzwi bez pukania i osłupiałam.
   Markus spał na łóżku a Izzy siedziała koło niego i gładziła włosy chłopaka. Gdy zauważyła że weszłam do jej pokoju odskoczyła od mojego brata i popatrzyła na mnie spłoszona.
- C… Clary? – zająknęła się a ja wybuchłam śmiechem – Co cię tak śmieszy?! – krzyknęła oburzona.
- Nic, nic. – odpowiedziałam gdy trochę się uspokoiłam.
- Po co przyszłaś? – rzuciła jakby ją to nie interesowało.
- Wiem jak uratować Jace’a. – powiedziałam spokojnie.
- Co?! – pisnęła – Mów, jak?
- Mam runę dzięki której mogę zmienić go z powrotem w Nocnego Łowce.
- Choć, narysujesz mu ją. – powiedziała i złapała mnie za rękę, prawie biegłyśmy do dawnego pokoju mojego narzeczonego. Na ostatnim zakręcie się zatrzymałam i wyszarpnęłam.
- Izzy, nie mogę. – wyszeptałam, odwróciła się do mnie zdziwiona.
- Jak to? – zapytała ze zmarszczonymi brwiami.
- To będzie go boleć dziesięć razy bardziej niż przemiana w wilka. – powiedziałam a w moich oczach pojawiły się łzy. Łzy bezsilności i smutku – Muszę go najpierw zapytać.
- Dobrze, sprawdzimy czy się obudził. – powiedziała Izzy. Otarłam łzę która spłynęła po moim policzku i poszłam dalej. Przystanęłyśmy przed drzwiami i zapukałam.
- Proszę. – powiedział mój Anioł. Odważnie weszłam do środka i zobaczyłam Jace’a przywiązanego do łóżka, miał minę cierpiętnika – Clary? – zdziwił się.
- Przyszłam cię o coś zapytać. – powiedziałam cicho. Starałam się nie zwracać uwagi na jego więzy.
- Pytaj. – widząc że się waham dodał: - Śmiało.
- Wiem jak zrobić żebyś stał się z powrotem Nefilim, żebyś mógł walczyć i nosić runy. Ale… - głos mi się załamał gdy pomyślałam o tych wszystkich cierpieniach do jakich go doprowadzę.
- Ale? – dopytywał się Jace.
- To będzie strasznie bolało. – wyszeptałam – Dziesięć razy bardziej niż przemiana w wilka, nie wiem czy będę w stanie zadać ci takie cierpienie. – po moich policzkach spłynęły dwie samotne łzy.
- Ciii…, Clary, ciii… - uspokajał mnie, nie mógł mnie dotknąć bo był przywiązany ale wyobrażałam sobie jak otula mnie ramionami i czuję się bezpieczna – Jeśli jest gwarancja że przeżyje, to zaryzykuję. – poderwałam głowę i popatrzyłam mu w oczy.
- Jesteś pewien? – zapytałam po chwili – Na pewno przeżyjesz. – dodałam.
- Chcę spróbować. – powiedział. Sięgnęłam po Stelle i zawahałam się przy jego skórze.
- Na pewno? – spytałam
- Tak. – wyszeptał i narysowałam na jego ręce znak.
-------------------------------------------------
Mam nadzieje że rozdział się spodobał!
Tak jak prosiliście, Jace przestanie być wilkołakiem!
Ps. Mam nadzieje że zakładki się spodobały!
Wika

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Rozdział 39

Jest nowy rozdział! Niestety jutro nie będzie rozdziału bo muszę popracować nad nowym blogiem.
Miłego czytania!

Rozdział 39
[ Jace [

   Gdy Isabell powtórzyła że Clary zniknęła moje serce się zatrzymało. Wiem, że nie powinienem na nią krzyczeć ale… Wyrwałem jej z ręki Stelle Clary i narysowałem run tropiący, zamknąłem oczy. Zobaczyłem jakiś mały lasek, skąd ja go znam? Później zobaczyłem coś czego się nie spodziewałem… siebie! Klęczałem koło płaczącej Clary i przytulałem ją, cicho szeptałem do jej ucha.
   Otworzyłem oczy. Co jest grane?! Znowu mam sobowtóra?
   Nikomu nic nie mówiąc wyszedłem, poszedłem do laski z wizji. Szedłem między drzewami kiedy usłyszałem szloch, zauważyłem Clary, moją Clary. Klęczała pod drzewem i płakała, dosłyszałem jej cichy szept:
- Simon, dlaczego cię tu niema? Potrzebuję cię. – zaszlochała – Przepraszam Jace.
   Nawet nie wiem kiedy znalazłem się przy moim Aniołku, przytuliłem ją i szepnąłem:
- To ja powinienem przepraszać. – popatrzyła na mnie załzawionymi oczami – To ja powinienem przepraszać ciebie. – powiedziałam zachrypniętym głosem – Wybaczysz mi? – zapytałem z nadzieją.

[ Clary [

- Wybaczysz mi? – zapytał z nadzieją w oczach.
- Jace… - zaczęłam i poczułam jak się napręża – Wybaczyłam ci już dawno. – szepnęłam i wtuliłam się w niego.
- Kocham cię. – szepnął muskając zębami moje ucho, zadrżałam – Zimno ci? – zapytał z troską. No tak, mamy luty a ja jestem tylko w swetrze
- Trochę. – przyznałam. Zdjął kurtkę i opatulił mnie nią, była ciepła i pachniała Jace’em – Wiesz że właśnie na tym drzewie obiecałam Simonowi przyjaźni do śmierci? – zastanowiłam się – Ale teraz wiem że przyjaźń jest wieczna.
- Musimy wracać bo zamarzniemy. – powiedział Jace i wstał, pociągnął mnie do góry.
- Dobrze. – zgodziłam się – Instytut jest bliżej, może pójdziemy do niego? – zapytałam.
- Masz racje, idziemy. Zadzwonię tylko do Markusa. – wyjął z kieszeni telefon i wystukał numer – Znalazłem Clary… Jest cała i zdrowa… Wracamy do Instytutu… Tak… Do zobaczenia. – rozłączył się i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Co? – zapytałam z podniesioną brwią.
- Kocham cię. – objął mnie ramieniem i pocałował w skroń.
- Ja ciebie też ale chodźmy już. – powiedziałam wtulając się w niego.

[

   Gdy wróciliśmy postanowiłam się przebrać i porysować, Jace poszedł potrenować. Zabrałam szkicownik i poszłam do Sali treningowej, gdy doszłam pod drzwi usłyszałam że coś w nie drapie. Przestraszyłam się ale przyłożyłam do drzwi Stelle i zobaczyłam w środku wielkiego, złotego wilka. Kolana się pode mną ugięły.
- Jace? – szepnęłam, odpowiedziało mi skomlenie – Nie!! – wydarłam się. Wróciłam biegiem do pokoju i sięgnęłam po telefon, wykręciłam numer przybranego ojca.
- Coś się stało? – zapytał zmartwiony.
- Tak! Mój narzeczony zmienił się w wilka i usiłuje wywarzyć drzwi od Sali treningowej! – krzyknęłam zdenerwowana.
- Cholera! Markus i Isabell powinni zaraz u ciebie być, powiedz im co się stało i niech cię uspokoją.
- Uważasz że mnie ktokolwiek uspokoi?! – wrzasnęłam i rozłączyłam się. Zjechałam na dół windą i usiadłam na ławce. Po jakimś czasie usłyszałam otwieranie drzwi.
- Clary? Co się stało? – zapytał Markus podchodząc do mnie.
- Jace przemienił się w wilka a ja nie wiem co robić! – wybuchnęłam, Isabell mnie przytuliła.
   Gdy już się trochę uspokoiłam i opowiedziałam im wszystko wjechaliśmy na górę. Usłyszeliśmy krzyk i pobiegliśmy do Sali. Załwarzyłam złotego wilka, Jace’a przygniatającego Kamilę.
- Zabierz ją stąd! – krzyknął Markus do Isabell, złapała mnie za ramiona i pociągnęła w stronę drzwi.
- Nie!! – wrzasnęłam i wyrwałam się jej. Podeszłam powoli, wyciągając ręce do wilka. Musiało to wyglądać jakbym próbowała uspokoić rozjuszone zwierze, ale praktycznie tak było.
- Clary, proszę. – powiedziała Kami patrząc na mnie błagalnie. Nie posłuchałam tylko nadal wpatrywałam się w złote oczy wilka. Nagle zawarczał i rzucił się w moją stronę, pomyślałam, że to już mój koniec. Bardzo się zdziwiłam, kiedy wilk mnie przeskoczył i zaatakował osobę za mną.
- Markus! – wrzasnęłam kiedy się zorientowałam na kogo skoczył Jace – Jace, przestań! – krzyknęłam w panice. Gdy wilk usłyszał swoje prawdziwe imię zesztywniał i powoli odwrócił w moją stronę łeb. Zaskomlał i powoli podszedł do mnie, otarł się o moje nogi. Zaczęłam uspokajająco głaskać go po łopatkach, na początku jego włosy były szorstkie i nieprzyjemne, ale gdy głębiej zanurzyłam palce były takie… miękkie i puszyste.
- Clary? – zapytał zdezorientowany Markus podnosząc się z ziemi – Wszystko w porządku?
- Tak. – odpowiedziałam dalej patrząc na Jace’a.
- Kamila? Gdzie jesteś? – do Sali weszła Lesli. Gdy zobaczyła wilka otworzyła szeroko oczy. Podbiegła do siostry i pomogła jej się podnieść. Wszyscy wpatrywali się we mnie i złotego wilka – Clary, odsuń się od niego. – nakazała Lesli, popatrzyłam na nią jak na idiotkę – Wiem do czego on jest zdolny, ja mogę podobne rzeczy. Radze ci, odsuń się od niego. – wszyscy popatrzyli na mnie ze strachem i troską w oczach. Lesli zaczęła się powoli przysuwać do mnie, Jace zawarczał ostrzegawczo.
- Les, zostaw. Choć do mnie. – prosiła Kami. Ale Lesli była coraz bliżej, Jace obnażył kły i zasłonił mnie swoim ciałem.
- Jace, proszę. Zostaw. – w jednej chwili stało się kilka rzeczy: Lesli rzuciła się na złotego wilka, zmieniła się w locie. Jace zaczął z nią walczyć, ale przez cały czas zasłaniał mnie własnym ciałem. Drzwi się otworzyły i wbiegł Luck, Maia i jakiś nieznany mi wilkołak. Wszystkie wilkołaki się przeobraziły i zaczęły okrążać mnie i Jace’a.
- Stop!!! – wrzasnęłam, jak na komendę wilki się zatrzymały i spojrzały na mnie – Nie będziecie tu walczyć! Macie zmienić się w ludzi! – krzyknęłam, wszystkie wilki mnie posłuchały, oprócz Jace’a. Przez chwile patrzył na mnie niewidzącym wzrokiem a potem upadł na ziemię. Przerażona chciałam do niego podbiec ale Markus złapał mnie i wyciągnął z Sali, ostatnie co widziałam toto jak wilkołaki okrążają Jace’a.
- Coś ty sobie obrażała?!! – huknął mój brat kiedy znaleźliśmy się w salonie.
- Mark, nie krzycz na nią! – krzyknęła Izzy w mojej obronie – Ona chciała tylko pomóc. – dodała gdy Markus się trochę uspokoił. Do salonu wpadł zdyszany Luck.
- Clary, potrzebujemy twojej pomocy. – powiedział i pociągnął mnie z powrotem do Sali.
------------------------------------------------------
Mam nadzieje że się spodobał!
Założyłam nowego bloga o DA! Jest już dodany do innych moich blogów (ramka po lewej u góry), na razie jest tylko prolog wię niema czego czytać ale jak tylko wstawię 1 rozdział to dam wam znać. Niestety na tamtym blogu rozdziały będą raz w tygodniu!
Ps. Piszcie, czy podoba wam się Jace jako wilk?
Wika

sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 38

Mam nowy rozdział! Myślałam nad tym że dawno nikt się nie pokłócił i proszę! Mam nadzieje że wam się spodoba!
Niestety jutro nie będzie rozdziału!
Miłego czytania!

Rozdział 38
[ Jocelyn [

   Po tym jak wszyscy się uspokoili a Luck posprzątał rozlaną przez Markusa herbatę, Clary zaczęła się bawić z Marcelem a Jace bacznie im się przyglądał. Uśmiechnęłam się, kiedy zobaczyłam jak Isabell wtula się w Markusa, przyniosłam ciasto i kawę.
- Gratuluje zaręczyn! – powiedziałam siadając.
- Dziękujemy. – powiedziała Isabell.
- Wiecie kiedy ślub? – zapytał zaciekawiony Luck.
- Chcieliśmy się trochę wstrzymać. – wytłumaczył Markus.
- Ach, to dobrze że się nie spieszycie. – powiedziałam.
- Gdzie mogę położyć Marcelka? – zapytała Clary, rzeczywiście mój synek zaczął przysypiać.
- Ma kołyskę w sypialni. – powiedziałam z uśmiechem.
- Zaniosę go. – powiedział Jace i odebrał od Clary Marcela. Uśmiechnęła się i wyszła za nim.
- Oni zawsze będą w siebie ślepo zapatrzeni. – stwierdziłam z lekkim uśmiechem.

[ Clary [

   Wyszliśmy i poszliśmy do sypialni, Jace stanął z Marcelem nad kołyską i bawił się z nim. Uśmiechnęłam się na ten widok.
- Będziesz wspaniałym ojcem. – westchnęłam i podeszłam bliżej - Daj mi go na chwilę. – powiedziałam wyciągając ręce.
- Nie. – powiedział krótko i włożył małego do kołyski.
- Dlaczego? – spytałam zdziwiona.
- Nie powinnaś dźwigać, może ci się coś stać. – powiedział.
- Chyba sobie żarty robisz. – warknęłam wściekle.
- Wcale nie. – powiedział poważnie, co mnie jeszcze bardziej rozwścieczyło.
- Co ty sobie wyobrażasz?! – krzyknęłam na niego – Przestań mnie tak traktować!
- Jak? – on też się wściekł.
- Tak… Tak… Ugh! – byłam już bardzo wściekła. Odwróciłam się napięcie i wyszłam z pokoju, pobiegł za mną.
- Clary… - zaczął gdy weszliśmy do salonu.
- Przestań. Nie tylko ty się boisz, czasami jestem przerażona! Ale uspokajam się i idę dalej, ty nie. Czasami tak na mnie naskakujesz, że mam ochotę cię uderzyć, potem tłumaczysz, że to przez to, że się martwisz. Powiedz prawdę, powiedz, że mnie już nie kochasz. – ostatnie zdanie wyszeptałam a łzy pociekły po moich policzkach.
- Jak mogłaś coś takiego pomyśleć?! – krzyknął wściekły.
- Właśnie, dlatego. – mruknęłam i wyszłam trzaskając drzwiami.

[ Jocelyn [

   Wiedziałam o co chodzi mojej córce, jest traktowana jak porcelanowa lalka. Przez wszystkich a w szczególności Jace’a, szkoda mi jej.
- C… co? – zapytał Jace gdy drzwi się zatrzasnęły. Oparł się ścianę i ukrył twarz w dłoniach – Jak ona mogła tak pomyśleć? – wymamrotał przez palce.
- Nie miała tego na myśli. – powiedziała Isabell i podeszła do niego.
- Miała, doskonale wiesz że powiedziała to co chciała powiedzieć. – mruknął Jace – Musze ją znaleźć. – już chciał wyjść ale Luck znalazł się przy nim błyskawicznie i zagrodził mu drogę.
- Nie. Ona chce być sama. – powiedział groźnie na niego patrząc.
- Może jej się coś stać! – zaprotestował Jace – Musze za nią iść!
- Ja pójdę. – powiedziała Izzy i, zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować, wyszła.
- Dokładnie wiem, o co chodzi Clary. – podeszłam do chłopaka – Chce żebyście nie skakali koło niej jak koło jakieś drogocennej porcelanowej lalki, która może się zaraz rozbić i zrobić wam przykrość. – powiedziałam i uderzyłam go w twarz.
- Przepraszam. – mruknął – Nie wiedziałem.
- A najgorsze w tym wszystkim jest to, że mówisz ciągle tylko o tym że coś może stać się dziecku, nigdy nie mówisz że ona jest w niebezpieczeństwie. Dlatego ma wątpliwości czy nadal ją kochasz. – powiedziałam, nie mogłam dłużej znieść jego udręczonego wzroku więc wyszłam.

[ Isabell [

   Nie wiedziałam gdzie szukać Clary. W takich sytuacjach zazwyczaj chodziła do Simona ale teraz… Mogła wrócić do Instytutu, nie. Za daleko… Wiem! Park!
   Gdy doszłam pod bramę wejściową zauważyłam coś połyskującego koło drzewa, podniosłam to. Okazało się że to Stella Clary, przyjrzałam się jej uważnie i zauważyłam że jeszcze lekko świeci. Może otworzyła portal i zgubiła ją kiedy przez niego przechodziła? Albo… zaginęła!
   Zaczęłam biec w stronę domu Jocelyn ale nagle złamał mi się obcas i zaczęłam upadać, wyciągnęłam ręce żeby nie upaść na twarz. Szubko podniosłam się, zdjęłam buty i otrzepałam ubranie. Czułam że po moim policzku spływa cienka strużka krwi ale nie przejmowałam się tym i biegłam dalej. Wpadłam do salonu jak burza.
- Isabell! Co ci się stało?! – nawet nie wiem kiedy Markus znalazł się koło mnie. Jace wstał z kanapy i patrzył na mnie wyczekująco, wiedziałam że za tą maską zniecierpliwienia kryje się miłość i troska o Clary.
- Ona… Ona… Zniknęła! – wydyszałam między głębokimi oddechami.
- Nie żartuj sobie. – prychnął Jace – Gdzie jest Clary? – spytał poważnie.
- Zaczęłam szukać jej w parku i pod drzewem znalazłam jej Stelle. – patrzył na mnie zszokowany – Clary zaginęła. – powtóżyłam.
- Dlaczego nie powiedziałaś wcześniej! – wybuchnął – Gdzie jest ta Stella? – wyrwał mi ją z ręki.
- Pokaż ręce. – powiedział Markus. Podałam mu dłoń, delikatnie ją ujął i narysował na niej irtaze. Czułam jak zadrapania na policzku i dłoniach zaczynają się goić.
- Dziękuje. – szepnęłam i pocałowałam go w policzek. Zauważyłam że niema Jace’a - Gdzie Jace?
- Wyszedł. – wyjaśnił Luck. Pomyślałam że to podejrzane.
---------------------------------------------------------
Mam nadzieje że się spodobał!
W następnym rozdziale mam zaplanowany mały zwrot akcji! Ale nie mam kiedy go napisać.
Ps. Dopiero dzisiaj zauważyłam że jestem nominowana do LBA, postaram się go napisać wieczorem.
Wika

piątek, 17 kwietnia 2015

Rozdział 37

Teraz rozdziały będą bardzo różniły się długością bo czasami mam mniej czasu a czasami więcej. Mam nadzieje że to nie sprawi problemu!
Miłego czytana!

Rozdział 37
[ Marys [

   Nadal byłam w szoku po tym jak mój syn oświadczył że wyjeżdża do Paryża. Kiedy wróci? Czy w ogóle wróci?
   Siedziałam w gabinecie i wypełniałam papiery dotyczące Instytutu, na wszystkie pytania znałam odpowiedź ale nad jednym się zawahałam.
„Kto ma objąć władzę nad Instytutem po pani/pana śmierci?” – na to pytanie co roku odpowiadałam: Alexander Gideon Lightwood.
Nie może prowadzić Instytutu z Francji, musiałby wrócić. Nie, nie będę mu przerywać życia.
   Przywódca musi być honorowy, sprawiedliwy ale i wyrozumiały, musi umieć utrzymać tradycję, dyscyplinę i umieć poprawiać swoje błędy. Musi też być spokojny i umieć przemówić ludziom do rozsądku… Clary! Ale co powie na to Jace? Przecież ona jest w ciąży. No tak… Mi nie jest śpieszno do Miasta Kości, mogę ją wpisać.
Wpisałam: Clarissa Adele Morgenstern/Horondale.
Uśmiechnęłam się, włożyłam papiery do koperty i wysłałam ognistą wiadomość. Wstałam i poszłam do sypialni.

[ Clary [

   Szykowałam się żeby iść spać kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Pierwsza moja myśl, Jace. Ale on by nie pukał… Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Markusa.
- Co cię do mnie sprowadza? – spytałam z uśmiechem wpuszczając go do pokoju.
- Potrzebuje twojej pomocy. – powiedział, usiadł na łóżku i wyjął coś z kieszeni – Musisz powiedzieć, czy spodoba się Isabell?
- Ale co? – spytałam podejrzliwie.
- Pierścionek. Miałem go dzisiaj, ale bałem się, że nie spodoba jej się i w końcu… Tak wyszło że go nieostała. – otworzył pudełko a w nim był przepiękny pierścionek z szafirem i diamencikami, był przepiękny.


- Pierścionek zaręczynowy? – zapytałam uświadamiając sobie coś – Przecież my wymieniamy się sygnetami rodowymi.
- Ach, wiem. Chciałem żeby miała coś ode mnie, takiego… No wiesz.
- Chcesz żeby miała coś co będzie przypominało jej ciebie? – pokiwał głową – To ten pierścionek jest najlepszy. – uśmiechnęłam się i go przytuliłam – Powodzenia. – szepnęłam i zamknęłam za nim drzwi.
   Zauważyłam że mam nieodebrane połączenia w komórce więc sprawdziłam, wszystkie były od Lucka albo mamy. Chciałam odzwonić ale zobaczyłam że jest już puźno więc tylko odczytałam wiadomości.
„Przyjdź jutro na obiad z Jace’em, Markusem i Isabell. Słyszałam o zaręczynach, bardzo się cieszę. Do zobaczenia jutro o 15. Pa.” – napisałam mama. Uśmiechnęłam się i odpisałam:
„Przyjdziemy. Kocham cię.”
   Położyłam się na łóżku i zaczęłam zasypiać kiedy ciepłe ramiona objęły mnie w tali. Westchnęłam, wymamrotałam cicho „Jace” i zasnęłam.

[

   Przy śniadaniu poinformowałam Isabell i Markusa o obiedzie u mamy. Była 13 a ja już siedziałam u Izzy w pokoju i doradzałam jej w co się ubrać.
- Naprawdę wystarczy jak ubierzesz normalne ciuchy. – jęknęłam kiedy pokazała mi kolejny zestaw ubrań.
- No weź! Przecież to jest frajda! Dobra, mów, zielona czy czerwona? – przykładała do siebie na zmianę dwie sukienki – Albo nie… Może ta turkusowa… Albo czarna… Nie… Może… Ładna ale nie… - i tak dalej trwały moje katusze.
   O 14.30 byłyśmy gotowe, ja zdecydowałam się na szarą tunikę i czarne rurki. Isabell wybrała bardziej elegancki strój...
   Myślę, że Izzy ubrała się zupełnie nie w swoim stylu, tylko po to by moja mama ją zaakceptowała, jako synową.
   Czekałyśmy przy drzwiach na chłopaków. Jace podszedł do mnie od tyłu i objął, o mało nie dostałam zawału.
- Nie strasz mnie! – zbeształam narzeczonego.
- Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać. – zachichotał a ja udałam obrażoną – Nie dąsaj się!
- Dobrze, chodźmy już. – powiedziałam i otworzyłam drzwi.

[

   Po pół godzinie staliśmy pod domem, zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi Luck i spojrzał zdezorientowany na resztę.
- Jocelyn! Goście przyszli! – krzyknął, dalej wyglądał na zdezorientowanego – Wchodźcie. –zaprosił nas do środka.
- Mama powiedziała ci że przyjdziemy? – zapytałam wchodząc do salonu.
- Nie, zaraz z nią porozmawiam. – wyszedł.
- Siadajcie. – powiedziałam do Izzy i Markusa, zdałam sobie sprawę że są w tym domu po raz pierwszy i niewiedzą jak się zachować – Kto chce herbaty? – zapytałam podnosząc się z kanapy.
- Pomogę ci zrobić. – powiedziała Izzy. Weszłyśmy do kuchni i nastawiłam czajnik, Isabell przygotowała kubki.
- Moja mama jest fajna. – powiedziałam.
- Wiem, tylko zastanawiam się jak zareaguje na zaręczyny. – mruknęła Isabell.
- Ona już wie, była zachwycona. –uspokoiłam ją.
- Mam nadzieje. – powiedziała zanim zagwizdał czajnik, zalałam herbatę i Isabell zaniosła ją do salonu. Usiadłam koło mojego Anioła i wtuliłam się w jego ramie, podałam mu herbatę i sama zaczęłam powoli pić.
   Gdy do pokoju weszła moja matka z chłopcem na rękach, popatrzyłam na nią niezrozumiałym wzrokiem.
- Marcel Graimark, wasz brat. – oświadczyła mama patrząc na mnie i Markusa. Mój brat upuścił kubek a ja zaczęłam się niekontrolowanie śmiać i prawie rozlałam herbatę, Jace odebrał ode mnie kubek w samą porę.
-------------------------------------------------------
Mam nadzieje że wam się podoba!
Chce zamknąć I księgę, tzn. powoli się do tego zbieram. Chcę zakończyć jeszcze temat Lilith.
Jak myślicie? Mogę skończyć księgę pierwszą razem z unicestwieniem Lilith?
Nawet mam pomysł na następną księgę! Będzie się działo! Ale ciiii, to ściśle tajne. ☺
Ps. Ulepszyłam piosenki, piszcie czy wam się podobają!
Wika