środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 13

Wiem że tu też jest nudno ale potrzebuje takiej chwili żeby później mogło się dziać.

Miłego czytania!

Rozdział 13
[ Isabelle [

   Siedziałam z Markusem w salonie czekając na Aline i Helen. Powinny już być a ty… Nic! Zaraz mieliśmy zasiadać do obiadu…
   Nagle usłyszałam jakieś kroki w korytarzu, poprosiłam Markusa żeby poszedł sprawdzić.
- Jak Obrze że już jesteście! – usłyszałam głos mojej mamy – Zaraz będzie obiad. – poinformowała.
- Dziękujemy ale najpierw chciałyśmy zobaczyć się z Isabelle. – to był na pewno głos Aline.
- Ja was zaprowadzę, a tak w ogóle to jestem Markus. – przedstawił się mój narzeczony.
- Alin.
- Helen.
- Chodźcie już bo zaraz będziemy nakrywać a znając was, dziewczyny, to chcecie poplotkować. – zaśmiał się Markus.
- Adam! Zabierz ich bagaże! – krzyknęła Maryse.
- Dobrze, kochanie! – odkrzyknął.
   Parę minut później w rogu salonu stanęła Aline, Helen i Markus.
- Izzy! – pisnęły obydwie i rzuciły mi się na szyje, później usiadły po obydwóch mich stronach na kanapie.
- Co tam u was? – zapytałam.
- Po staremu. – odparła Helen.
- A, jak twoja rodzina?
- Emma i Julian mieli już ceremonie, na zdjęciach wyglądają ślicznie. – zachwycała się – Zresztą mam jedno… - podała mi kartkę.
   Na zdjęciu Julian obejmował Emmę i z uśmiechem wskazywali na swoje nowe runy.
- Naprawdę tworzyliby piękną parę… - westchnęła Aline – Ale teraz już nie mogą.
- Zobaczysz jak będą starsi i będą chcieli być razem to wymyślą sposób. – pocieszyła ją Helen.
- Będą mogli nawet szybciej niż przypuszczacie. – mruknęłam.
- Co? – zapytały zdziwione, jak często mówią w tym samym czasie?
- Clary ostała zlecenie od twojej matki… - zwróciłam się do Aline – Ma napisać nowy kodeks.
- To przecież super! – pisnęły – Możemy pomóc.
- Jak chcecie. – wzruszyłam ramionami.
- A gdzie ona jest? – zapytała blondynka.
- W Hiszpanii. – wtrącił Markus.
- Naprawdę? Nie powiedziała mi gdzie jednie. – mówiłam tonem obrażonego dziecka.
- Sama nie wiedziała, Jace ją spakował, załatwił czarownika i załatwił inne rzeczy z tym związane. – wytłumaczył – Dowiedziała się dopiero na miejscu.
- Acha… Jace wykorzystał to że Jocelyn zabrała Ami. – pokiwałam głową z aprobatą.
- Kto to Ami? – zdziwiła się czarnowłosa.
- Ach, przecież wy nic nie wiecie! Zaraz wam wszystko opowiem! – opowiedziałam im wszystko, o tym Jak Clary zaszła w ciążę, jak przyjechał Markus, jak Jace został wilkołakiem i Clary go odmieniła, o Adamie, o tym jak Alec i Magnus wyjechali do Włoch, o córce i ślubie Herondala, o tym jak Markus mi się oświadczył i o mojej ciąży – A teraz Amandę zabrała Jocelyn z Luckiem na farmę a Jace postanowił to wykorzystać. – zaśmiałam się.
- Dzieci, obiad!

[ Clary [

   Zanim weszliśmy na molo Jace porozmawiał z jakimś mężczyznom który dał mu kluczę. Gdy szliśmy między łódkami obserwowałam lekkie falę i światło odbijające się w tafli. Woda była dla mnie z jednej strony piękna i fascynująca, a z drugiej… zawsze się jej bałam. Nie to ze bałam się jakieś durnej kałuży albo wody w wannie, ale gdy widziałam otwarte morze od razu tchórzyłam.
   Jace przystanął przed pięknym jachtem i powiedział że to nasz. Byłam trochę zaskoczona bo spodziewałam się czegoś skromniejszego a tu… proszę! Jace wytłumaczył mi że jacht należał kiedyś do jego ojca i był przycumowany we Włoszech ale mój mą uznał ze Hiszpania będzie lepszym wyborem.
- Możemy wypłynąć na pełne morze i zacumować, co ty na to? – zapytał kiedy byliśmy już na pokładzie, pokiwałam tylko głową – Podoba ci się?
- Tak. – szepnęłam złączając nasze usta w namiętnym pocałunku.
- Czyli koniec mojej kary za wrzucenie cię do wody? – zapytał gdy trochę się od siebie odsunęliśmy.
- Dzięki za przypomnienie… na dzisiaj koniec ale jutro znowu będę zła. – obiecałam – A teraz pocałuj mnie. – spełnił mój rozkaz aż za dobrze…

[ Helen [

   Obudziłam się wtulona w moją ukochaną. Spała tak słodko że postanowiłam jej nie budzić i cicho wstałam. Wzięłam ubrania, weszłam do łazienki i pierwsze o czym pomyślałam to „prysznic”. Zdjęłam koszulę nocną i zamknęłam się za przeźroczystymi ściankami kabiny, zimna woda rozbudziła mnie do tego stopnia że poczułam głód.
Helen   Westchnęłam wycierając ciało.  Ubrałam dżinsowe rurki, luźną bluzkę z nadrukowanymi ustami i czarne trampki. Rozczesałam i  włosy, zostawiłam je rozpuszczone. Wyszłam z łazienki i zauważyłam że Aline jeszcze śpi, założyłam jej bluzę. Przez chwilę upajałam się jej morelowym zapachem a później postanowiłam iść do kuchni.
   Wyjęłam z lodówki serek z leśnymi owocami, otworzyłam go i zatopiłam w nim łyżeczkę.
- Dzień dobry. – usłyszałam głos za sobą – Adam. – przedstawił się mężczyzna podając mi rękę, uścisnęłam ją wcześniej odkładając jedzenie.
- Helen. – uśmiechnęłam się – Pan jest…
- Narzeczonym Maryse. – powiedział z uśmiechem.
- A co z panem Robertem? – zapytałam nieco zdziwiona.
- Były mąż mojej narzeczonej. – westchnął a ja wzięłam kolejną łyżeczkę do ust – To długa historia ale przynajmniej cieszę się że mam kontakt a Alekiem, moim synem. – zakrztusiłam się.
- C… co?

---------------------------------------------------
Tak, tak... wiem że jest nudno ale tak jak pisałam wyżej potrzebuje paru rozdziałów spokojnych żeby później mogło się dziać.
Wika

Jestem i LBA !!

Nareszcie wszystko jest naprawione!
Wróciłam i od razu dostałam dwie nominacje!


Bardzo dziękuje MartynaR (jej blog) i Veronica Hunter (jej blog) za nominacje.
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Pytania od Martyny:

1. Pierwsza przeczytana książka?
- Jeśli taka która rzeczywiście mi się podobała to... DA.

2. Gdybyś mogła wybrać jeden świat z książki, to który?
- Niektóre światy w książkach są super ale wydaje mi się że gdyby coś takiego istniało na prawdę to trochę by mnie to przerosło.

3. Zgubiłaś się w ciemnym lesie. Nagle zauważasz światło, więc biegniesz w jego kierunku. Kiedy już tam docierasz, widzisz swojego książkowego męża. Jak reagujesz?
- Uszczypnęłabym się i obudziła. ☺

4. Ulubiony cytat/motto z książki?
- Mam jeden cytat i jest o dla mnie szczególny ale gdy moja koleżanka go usłyszała stwierdziła że jestem walnięta, brzmi on:
"A ty patrzysz na mnie tymi zielonymi oczami, podczas gdy życie wycieka między moimi palami."

5. Zemdlałaś. Budzisz się w białym pomieszczeniu. Na przeciwko ciebie stoi wysoki mężczyzna w poplamionym krwią fartuchu. Rozmawiacie. Jako, że rozmowa była nieprzyjemna odchodzisz, nic nie mówiąc mężczyźnie. Wychodzisz z pokoju, a gdy wracasz, tajemniczej osoby nie ma. Znajdujesz tylko kilka martwych ciał, które tworzą koło. W jego środku stoi jeden z twoich książkowych mężów. Cieszysz się, że go widzisz, czy może boisz się go, bo myślisz, że jest mordercą i może zrobić ci krzywdę?
- Stwierdzam że to nie dzieje się na prawdę i wychodzę z pokoju. ☺

6. Masz świadomy sen, którego jesteś główną bohaterką. Towarzyszy ci <imię twojego ulubionego fikcyjnego męża>. Nagle się budzisz, a dookoła ciebie jest ta sama okolica, co we śnie, a obok ciebie leży twój mąż. Jak reagujesz?
- Zaczynam wrzeszczeć na niego i pytać co on sobie wyobraża. ☺☺☺☺

7. Wymyśl nazwę dla swojego klubu książek.
- Zwariowany klub wariatki!

8. Twoje największe marzenie (możliwe do spełnienia).
- Zostać weterynarzem i umieć świetnie jeździć konno.

9. Właśnie napisałaś książkę. Jaki ona ma tytuł? O czym jest? Do jakiego rodzaju należy (fantastyka, romantyka, akcja, kryminał...)?
- Fantastyka, może trochę romans. Na pewno będzie o jakimś świecie w którym występują wilkołaki. A tytuł bym musiała wymyślić już jak bym ją napisała. ☺

10. Jak byś zareagowała, gdybyś nagle spotkała na ulicy chłopaka podobnego wyglądem do twojego fikcyjnego męża, lecz różniącego się od niego cechami charakteru?
- W zależności, jeśli jego charakter byłby lepszy to skakałabym z radości (☺♥☺) a jeśli byłby gorszy to zostawiłaby go w spokoju i dalej żyła swoim życiem. Dla mnie nie jest najważniejszy wygląd, nawet bohatera w książce.

Pytania od Veroniki:

1. Którą książkową postać chciałabyś ożywić i poznać? Dlaczego?
- Imogen (babcia Jace'a) Herondale, chciałabym ją zapytać jak to jest oddać za kogoś życie bo wątpię żebym kiedyś się dowiedziała.

2. Zgubiłaś szklany pantofelek, kto jest twoim księciem (postać książkowa)?
- Nie mam, już tak dużo ich poznałam że wole wymyślić sobie swojego własnego.

3. Owoce czy warzywa?
- Z owoców tylko jabłka a warzywa wszystkie.

4. Wysoki czy płaski obcas?
- Średni, najlepiej koturny.

5. Filmy czy seriale?
- Filmy.

6. Gdzie najczęściej kupujesz książki?
- Empik.

7. Ile czasu już prowadzisz bloga?
- Ok. 3,5 miesiąca.

8. Ile czasu (mniej więcej) zajmuje ci pisanie rozdziału z przerwami?
- Raczej przerw nie robię... Jak porządnie się skupię i w moim pobliżu nie będzie mojego tatusia to jakieś... półgodziny? Może, do końca nie wiem. To też zależy od tego jaki jest ten rozdział i ile mam weny.

9. Dlaczego ta tematyka bloga?
- Bo kocham DA!

10. Pisianie to twoja pasja czy bardziej hobby?
- Bardziej Hobby.

----------------------------------------------------
Wiem że dawno nikoo nie nominowałam ale dzisiaj też nie będę nominować bo wolę się skupić na pisaniu rozdziału i wstawić go jak najszybciej skoro już mogę.
-----------------------------------------------------
Wika

czwartek, 11 czerwca 2015

Przepraszam!!!!!!

Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! 

Przepraszam że nie było rozdziału ale coś stało się z moim internetem, niestety nie wiem kiedy wróci do normy ale mam nadzieje że jak najszybciej.

Jak tylko będę mogła to nadrobię zaległe rozdziały (teraz piszę je na kompie a później wstawię na bloga).
Mam nadzieje że ten post będzie widoczny bo wstawiam go już ok 7 raz.

Mam nadzieje że poczekacie.

Wika


poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 12

Dedykuje ten rozdział Danucie Piłce za uświadomienie mnie o pewnym mieście w Hiszpanii, przydała mi się ta informacja w tym rozdziale. ☺

Miłego czytania!

Rozdział 12
[ Aline [

- Helen!!
- Tak?! – odezwała się moje ukochana zza drzwi łazienki.
- Gdzie moja kosmetyczka?!
- Jest w tej bordowej walizce! – zaczęłam grzebać między ubraniami, nic.
- Nie ma! – krzyknęłam lekko zdenerwowana. Za dwadzieścia minut ma być gotowy portal a my jeszcze niegotowe.
- Zobacz w tej z niebieskimi kwiatkami! – zaczęłam szukać i jest.
- Dobra, już mam! – krzyknęłam szczęśliwa.
   Heli właśnie wyszła z łazienki w stroju bojowym, też byłam w nim ale ja upięłam włosy a ona zostawiła rozpuszczone.
- Musimy już iść. – stwierdziła chowając do walizki szczoteczkę do zębów – Je wezmę te dwie a ty tamtą. – powiedziała wskazując na walizki.
- Dobra. – po chwili byłyśmy już z całym bagażem na dole. Podeszła do nas Nina. Była kobietą w podeszłym wieku, opiekowała się nami i innymi którzy przyjechali się „uczyć”.
- Będzie mi was brakować. – powiedziała ze łzami w oczach, przytuliła nas.
- Nam ciebie też. – odpowiedziałyśmy chórem, zachichotałyśmy.
- Byłyście najfajniejszymi dziewczynami jakie tu gościłam. – powiedziała z uśmiechem – Odwiedzicie mnie kiedyś?
- Oczywiście! – krzyknęłam i jeszcze raz przytuliłyśmy się – Musimy już iść, zaraz będzie portal. – Heli pokiwała głową na zgodę.
   Po chwili na ścianie otworzył się niebieski portal przez który przeszłyśmy myśląc o Nowym Jorku…

[ Clary [

   Znaleźliśmy się na dachu jakieś wierzy, widok był oszałamiający. Na dole było pięknie oświetlone miasto… po prostu cudowne!
- Jace! Tu jest pięknie! – krzyknęłam rzucając się na niego – Ale, gdzie my w ogóle jesteśmy?
- W Alicante. – odpowiedział z uśmiechem przyciągając mnie jeszcze mocniej.
- Ale przecież… - zaczęłam ale przerwał mi pocałunkiem.
- W Hiszpanii. – dodał.
- Tu jest naprawdę pięknie! – westchnęłam podchodząc do murku – Kocham cię. – przytulił się do moich pleców obejmując mnie w pasie.
- Ja ciebie też.

[

   Po jakimś czasie zeszliśmy z wierzy i udaliśmy się do miasta. Wszędzie były klampy i wszystko było w takich żywych barwach, nie mogłam się nacieszyć. Spacerowaliśmy tak jakąś godzinę aż w końcu Jace zaproponował:
- Może chodźmy już bo jestem zmęczony. – powiedział, zgodziłam się kiwnięciem głową i ruszyłam na nim w stronę plaży.
- Jace? – zapytałam wtulając się w jego ramie.
- Hmm? – spojrzał na mnie tymi swoimi złotymi oczami w których od razu chciałam się zatopić.
- Dlaczego idziemy w stronę plaży? – zaśmiał się lekko.
- Zobaczysz. – mruknął.
- Ale chyba nie będziemy spać na piasku, prawda? – teraz już śmiał się otwarcie.
- Nie… nie będziemy. – wydukał między śmiechem.
- To dobrze. – mruknęłam.
   Doszliśmy na plażę, o dziwo była ona prawie pusta. Tylko  jedna kobieta siedziała na murku i wpatrywała się w morze. Zdjęłam buty i ruszyłam dalej za Jace’em. Przeszłam kawałek po wodzie wpływającej na plażę i uśmiechnęłam się czując ulgę od gorącego piasku. Gdy mój mąż zauważył co robię podszedł do mnie z łobuzerskim uśmiechem, wiedziałam co to oznacza.
- Nie, nie, nie, nie. – mówiłam kręcąc głową, mimo moich słów wziął mnie na ręce – Jace! Puść! Nie chcesz tego zrobić!! Wyciągnę konsekwencje!
- Jakie konsekwencje, kochanie? – uśmiechnął się całując mnie – Myślę że przeżyje. – mruknął i wypuścił mnie ze swoich ramion.
- Jace! – pisnęłam – Masz przechlapane!
   Naburmuszona wstałam i wyszłam z wody, ruszyłam brzegiem z założonymi rękami.
- Claaary! – usłyszałam jak przeciąga słodko moje imię i już miałam się odwrócić ale przypomniałam sobie że muszę być na niego zła – No chodź, jacht czeka. – tym zdaniem nakłonił mnie do powrotu.
   Podbiegłam do niego i ucałowałam w policzek.
- Wspaniale! Chce mi się już spać, więc chodź! – zrobił trochę niezadowoloną minę ale pociągnął mnie w stronę molo.

---------------------------------------------------
Rozdział znowu o niczym... Ale przynajmniej Helen i Aline się wprowadzają.
Hmm...
Co mam jeszcze powiedzieć?
Aaa, już znalazłam odpowiednią nazwę dla tego czegoś (w ostatnim poście zadałam pytanie). Bardzo dziękuje wszystkim którzy chcieli pomóc!
To chyba wszystko...
Tak! Pozdrawiam!
Wika

sobota, 6 czerwca 2015

Pytanie!


Mam do was takie małe pytanie.
W sumie sama powinnam to wymyślić ale jakoś nie umiem na nic wpaść.

Jak nazwać tego stwora?
Tzn. to coś co zaatakowało Clary i tą kobietę.
Wymyśliłam już wszystko związane z tym oprócz nazwy... wszystkie które wymyślam jakoś mi się nie podobają.
POMOCY!!

Piszcie w komentarzach, jak to coś można nazwać?
Imogen Herondale

Rozdział 11

Na Anioła! Nareszcie! Mam nowy rozdzialik! Mam nadzieje że się spodoba!

Miłego czytania!

Rozdział 11
[ Clary [

   W salonie przywitała mnie Marys, uśmiechała się od ucha do ucha.
- Coś się stało? – zapytała gdy mnie zauważyła.
- Nie znalazłam brata i coś mnie zaatakowało. – odpowiedziałam sięgając po jabłko.
- Na Anioła! Dziecko, co cię zaatakowało? Jak je pokonałaś? Miałaś ze sobą broń? – zasypała mnie gradem pytań.
- Spokojnie… - opowiedziałam jej o pierwszym spotkaniu, tym z rana i tym z przed chwili.
- Dlaczego wcześniej nie powiedziałaś? Nie powinnaś iść sama. – stwierdziła.
- Musiałam znaleźć brata! – krzyknęłam oburzona, dopiero po chwili zdałam sobie sprawę że podniosłam głos – Przepraszam, nie powinnam się unosić.
- Rozumiem, jesteś zdenerwowana. – powiedziała a po chwili dodała – Markus jest u Isabelle.
- Co? Jest w Instytucie? – zapytałam zszokowana.
- Tak… - przerwał jej Markus wchodzący do salonu.
- Markus! – krzyknęłam szczęśliwa, podbiegłam do niego i przytuliłam. Na początku zszokowany nie poruszył się ale po chwili oddał uścisk – Tak się cieszę że nic ci nie jest. – wyszeptałam.
- Coś się stało? – zapytał gdy odsunęliśmy się od siebie.
- Clarissę zaatakowano dzisiaj już drugi raz. – powiedziała mama Iz.
- Co? – zapytał Markus, widziałam jak jego oczy zmieniają wyraz na troskę – Co się stało?
- Maryse, możesz mu opowiedzieć? – kiwnęła głową – Idę spakować się na wyjazd. – powiedziałam wychodząc.
- Jaki wyjazd?! – krzyknął Markus.
- Maryse ci wszystko wytłumaczy! – krzyknęłam wchodząc po schodach.

   Weszłam do pokoju, zdziwiły mnie dwie walizki stojące tuż koło drzwi.
- Jace? – zawołałam w głąb pokoju – Jesteś tu?!
- Zaraz wyjdę! – odkrzyknął zza drzwi łazienki.
   Westchnęłam i podeszłam do szafy, przecież muszę się przebrać.
- Jace?!
- Tak?! – znów odezwał się zza drzwi – O co chodzi?
- Gdzie my jedziemy?
- Niespodzianka!
- Ale muszę wiedzieć jak się ubrać. – jęknęła zrezygnowana.
- Mogę powiedzieć ci tyko tyle że tam jest bardzo ciepło. – powiedział zjawiając się w drzwiach łazienki – Może założyłabyś jakąś sukienkę? – zapytał z łobuzerskim uśmiechem.
- A to niby czemu?
- Wiesz… - mrugnął – Łatwiej mi będzie zdjąć ją z ciebie. – wyszeptał na co się zarumieniłam – Za półgodziny czarownik otworzy portal, ok.?
- Dobrze, teraz idę wziąć prysznic i przebrać się. – powiedziałam przechodząc koło niego.
   Chciałam już zamknąć drzwi kiedy złapał mój nadgarstek i pociągnął. Wpadłam w jego ramiona, nasze usta się zderzyły tak jak przy pierwszym pocałunku. Ale teraz każde z nas zareagowało szybciej, pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny gdy postanowiłam go przerwać.
Clary- Idę się przebrać bo nie zdążymy. – powiedziałam unikając jego ręki, chciałam się z nim trochę podroczyć. Zrobił niezadowoloną minę ale kiwnął głową na zgodę.
   Wzięłam szybki prysznic i ubrałam miętową, zwiewną sukienkę, koturny w kwiaty i, mimo zapewnień Jace’a, czarne bolerko. Usta pomalowałam bladoróżową szminką, pomalowałam rzęsy a powieki musnęłam cieniem. Jeszcze założyłam kolczyki, spryskałam się słodkimi perfumami i spakowałam torebkę.
   Wyszłam uśmiechnięta z łazienki, rozglądnęłam się po całym pokoju ale mojego męża nigdzie nie było. Zeszłam na duł słysząc z salonu głośny śmiech.
- Mówię ci, będzie zachwycona! – pisnął głos, to na pewno Isabelle.
- Myślisz że Hiszpania to dobry pomysł? – zapytał Jace.
   Hiszpania? Zabiera mnie do Hiszpanii?! Chciałam skakać z radości i piszczeć ale musiałam się powstrzymać, udawać że nic nie słyszałam. Uchyliłam drzwi i weszłam do środka.
- Jak pięknie wyglądasz. – pisnęła Izzy, siedziała na kanapie wtulona w Markusa.
- Dale nie powiesz mi, gdzie jedziemy? – zapytałam pełna nadziei.
- Nie. – odparł krótko z uśmiechem – Mam nadzieje że, nie masz choroby morskiej?
- Nie, gdybym miała to przegralibyśmy z… - zatrzymałam się nie chcąc przypominać wszystkim o moim ojcu.
- Jest już portal! – dobiegł nas krzyk Kamili z dworu.
- Już idziemy! – odkrzyknął Jace.
   Pożegnaliśmy się z Izzy i Markusem, zeszliśmy na dół i zrobiliśmy to samo z Maryse, Adamem, Lesli i Kami. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, chyba wiedzieli, w przeciwieństwie o mnie, gdzie się wybieramy. Stanęliśmy przed portalem, popatrzyliśmy sobie w oczy i spletliśmy palce rąk. Następnie razem weszliśmy w niebieskie „światło”, nieznane otworzyło dla nas bramę…

---------------------------------------
I znowu krótki... Nie wiem ile jeszcze tak będzie ale teraz rozdziały będą częściej (jest w gadżecie wypisane w które dni). Mi osobiście nie podoba się zresztą tak jak większość ostatnio...
Co jeszcze?
Następny rozdział będzie w poniedziałek bo jutro wyjeżdżam nad jezioro i nie będę miała neta.
Pozdrawiam i mam nadzieje że już niedługo będę miała więcej czasu na pisanie!
Wika

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 10

Hej, ho, hej, ho, do pracy by się szło! ☺ Mam nowy rozdzialik i jestem w super humorze (po za tym że jestem chora) bo mam dostać nową książkę na którą czekam już prawie miesiąc (dopiero od dzisiaj jest możliwy jej zakup w empiku).

Miłego czytania!

Rozdział 10
[ Clary [

  Następne pół dnia minęło w miarę normalnie. Isabelle obudziła się ale posłusznie leżała w łóżku, ciągle pytała o Markusa, nikt nie odważył się powiedzieć jej co się stało. Mary przesiadywała w swoim pokoju a Lesli i Kami wyszły potrenować w parku pomimo deszczu. Marys i Adam wrócili i opowiedzieli nam rozmowę z Jią, nie byłam z niej zadowolona.
   Właśnie siedziałam przy biurku w swoim pokoju i wymyślałam nowe prawo. Amanda bawiła się motylkami i anielskim runami przywieszonymi nad jej kołyską, podeszłam do niej i już wyciągałam rękę żeby pobawić się z nią kiedy zadzwoniły dzwony Instytutu. Zostawiłam Ami samą i pobiegłam otworzyć drzwi. Za nimi stała mama i Luke który trzymał nad nią parasol.
- Mama? – zdziwiłam się.
- Przyjechaliśmy po moją wnuczkę. – powiedziała cała rozradowana.
- Jesteście pewni? Wydaje mi się że pogoda nie dopasuje. – stwierdziłam patrząc na chmury.
- Na farmie jest teraz cudowne słońce. – zapewnił Luke.
- No dobrze… - zgodziłam się z ociąganiem – A, kiedy mi ją oddacie?
- W sobotę, równo za tydzień.
- Nie martw się, będzie w dobrych rękach. – dodał wilkołak widząc że się waham.
- Man nadzieje. – mruknęłam.
- Jocelyn, idź po małą a ja przypilnuje Marcela. – powiedział Luke odchodząc.
- Dobrze! – uśmiechnęła się mama.
   Wpuściłam ją do Instytutu i zaprowadziłam do sypialni, otworzyłam drzwi. Od razu podeszłam do łóżeczka małej i wyjęłam ją.
- Masz wszystkie rzeczy potrzebne do opiekowania się nią? – zapytałam oddając córkę mamie.
- Tak, kochanie. Wiem jak opiekować się dziećmi, też taka kiedyś byłaś. – stwierdziła.
- Ma po mnie oczy i włosy, ale po Jace’ie rysy twarzy.
   Nagle drzwi łazienki otworzyły się i wyszedł Jace, w samym ręczniku. Mama odchrząknęła.
- Przepraszam. – powiedział mój mąż speszony – Tylko wezmę ubranie. – chwycił z szafy dżinsy i czarną koszulkę, wszedł z powrotem do łazienki. Czy mi się wydawało czy ON się zaczerwienił?
- Czasami jest słodki. – stwierdziła Jocelyn, zachichotałyśmy.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. – szepnęłam.
   Wyszłyśmy z pokoju i jeszcze pożegnałam się z nimi, wyjechali a ja długo im machałam. Nagle poczułam jak czyjeś ramiona obejmują mnie w talii, oznakowane i tak dobrze mi znane, Jace.
- Kochanie… - zamruczał, odwróciłam się w jego ramionach i dałam mu krótkiego całusa.
- Tak?
- Myślałem o małej wycieczce. – powiedział tajemniczo – Nic więcej nie powiem. – dodał gdy popatrzyłam na niego robiąc słodkie oczka.
- Na pewno? Nie dasz się przekonać? – pokręcił głową, westchnęłam zrezygnowana – Zgadzam się ale… - droczyłam się z nim.
- Ale?
- Pocałuj mnie. – nakazałam a on bardzo sumiennie spełnił polecenie.

[ Markus [

   Tułałem się po mieście, nie wiedziałem ile czasu już minęło ale nie miałem ochoty wracać. Oczywiście chciałem przytulić Izzy i sprawdzić czy wszystko dobrze ale bałem się że mnie odrzuci. Minąłem właśnie kolejny sklep kiedy coś sobie uświadomiłem, muszę przepraszać do skutku!

[

   Po godzinie byłem pod Instytutem. Otworzyłem drzwi i poszedłem do kuchni, była tam Maryse, Adam, Kamila i Lesli.
- Gdzie reszta? – zapytałem.
- Jace pakuje się, Clary chyba wyszła pobiegać, Isabelle dalej leży w swoim pokoju a Mary wyszła gdzieś i powiedziała że wróci późno. – wyjaśniła mama Iz.
- Dziękuje. – gdy wychodziłem coś przykuło moją uwagę – Jak to Jace się pakuje?
- Tak, Jocelyn zabrała Ami na farmę więc młodzi postanowili wykorzystać ten czas wspólnie i wyjeżdżają na tydzień. – poinformował Adam.
- Dobrze. – mruknąłem wychodząc.
   Poszedłem do pokoju i grzecznie zapukałem. Nic nie usłyszałem więc lekko uchyliłem drzwi, moja narzeczona spała zwinięta w kłębek na środku łóżka. Po cichutku wszedłem do środka i zamknąłem drzwi, przykryłem ukochaną kołdrą i usiadłem na krześle. Nawet nie zauważyłem kiedy zasnąłem…

[ Clary [

   Jace powiedział że nas spakuje a ja musiałam dowiedzieć się gdzie jest mój brat. Przebrałam się i wyszłam z Instytutu. Szukałam wszędzie, od parku aż do mostu. Dalej raczej nie poszedł bo nie zna Nowego Jorku. Gdzie on się podział?
   Wróciłam do parku i usiadłam na ławce, nie mogłam odpocząć bo usłyszałam krzyk. Zerwałam się z miejsca i pobiegłam w tamtą stronę. Na ziemi leżała jakaś kobieta, stała nad nią zakapturzona postać i wpatrywała się w jej twarz. Wiał bardzo mocny wiatr, przypomniał mi o moim ostatnim spotkaniu z tym „czymś”. Wyjęłam sztylet zza paska i rzuciłam nim w stwora, odskoczył od kobiety z krzykiem, nie, to nie był krzyk, to był ryk czegoś nienaturalnego. Pomogłam kobiecie wstać i przyjrzałam się czy nie ma żadnego uszczerbku na zdrowiu, nic. W tym czasie czarna postać uciekła.
   Co to jest? Dlaczego atakuje tylko w tym parku? Co chce zrobić? Przecież żaden podziemny by nie zaatakował w ten sposób! – myślałam wracając do domu. Byłam zmartwiona bo nie znalazłam brata a ta poczwara grasuje po mieście.

----------------------------------------
I jak się podoba? Znowu krótki ale przynajmniej jest.
Zgadujcie, kto zaatakował najpierw Clary a później tą kobietę?
Może zgadniecie ale wątpię...
Niestety następny rozdział będzie dopiero w sobotę, też mi przykro ale jakoś tak mi się wszystko zagmatwało.
Kocham was, Nefilim!
Wika

wtorek, 2 czerwca 2015

Rozdział 9

Tak jak pisałam (w gadżecie po lewej na blogu) jest nowy rozdział! Mam nadzieje że się spodoba pomimo długości.

Miłego czytania

Rozdział 9
[ Clary [

   Na kanapie siedzieli moi rodzice! Podbiegłam do mamy i ją uściskałam ale odsunęłam się zaraz po tym jak przypomniałam sobie o Mary.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?! – wrzasnęłam.
- O co ci chodzi? – zapytała spokojnie – Nie rozumiem.
- Wytłumaczyć ci?! Chodzi o Mary! Mary Marynson!! Dziewczynę ze wzrokiem! – wrzeszczałam, mama podniosła ręce w geście poddania i usiadła – Teraz też mi nie powiesz?!
- Już!! Przestań! – krzyknął Luck wstając – Nie możesz odzywać się tak do matki!
- Ja… Wytłumacz mi to. – szepnęłam – Rozumiem że nie powiedziałaś mi o tym zanim dowiedziałam się o Świecie Cieni ale, dlaczego później o tym nie wspomniałaś?
- Bałam się że nie uwierzysz mi. – powiedziała patrząc na mnie ze łzami w oczach – Myślałam że powiesz mi że to niemożliwe, przepraszam.
- Och, mamo. – wpadłam w jej wyciągnięte ramiona i obydwie zaczęłyśmy szlochać – Kocham cię. – szepnęłam.
- Jocelyn, powinniśmy już iść. – powiedział Luck wstając – Wpadliśmy tylko żeby powiedzieć wam o tym że wróciliśmy i pojutrze zabieramy Ami na farmę.
- Co? – zapytałam zdziwiona.
- Chcemy zabrać małą na tydzień na farmę, żebyście wy mieli czas dla siebie i żeby ona trochę odpoczęła od miasta. – wytłumaczyła mama.
- Ale przecież niedawno wróciliśmy… (jakiś miesiąc temu – od aut.)
- Dobrze, mamy już plany. – powiedział Jace obejmując mnie w pasie, oparł brodę na czubku mojej głowy – Ale mam nadzieje że zwrócicie mojego małego szkraba. – zachichotaliśmy.
   Rozmawialiśmy jeszcze chwilkę a później odprowadziliśmy rodziców do windy i pożegnaliśmy się.

[

Clary    Obudziłam się cała zlana potem. Znów ten sen, czy on już do końca życia będzie mnie dręczył? Z westchnieniem wstałam i podeszłam do łóżeczka mojej córeczki, pięknie spała. Byłam zmęczona ale wiedziałam że nie zasnę, podeszłam do szafy. Wybrałam czarne legginsy, miętową bluzę i buty. Związałam włosy a na rękę włożyłam zegarek ze stoperem i cichutko wyszłam z pokoju.
   Jak najciszej zeszłam po schodach i wyszłam z Instytutu. Pobiegłam w stronę parku, wbiegłam na polane Łowców i zaczęłam robić ćwiczenia rozciągające.

   Ćwiczyłabym dłużej ale nagle zerwał się bardzo silny wiatr i przewróciłam się na trawę. Nade mną stanęła jakaś zakapturzona postać i wymamrotała coś po czym odeszła. To było dziwne.
   Szybko pozbierałam się i zaczęłam biec w stronę wyjścia z parku. Obróciłam się dopiero przy bramie. Nie było nikogo, nawet ducha. Obejrzałam się dokładnie dookoła ale nic dziwnego nie zauważyłam. Naciągnęłam kaptur na głowę i pobiegłam do „domu”.

[ Markus [

   Powoli budziłem się, głowę miałem położoną na kolanach. Siedziałem pod ścianą koło pokoju Izzy, tymczasowo także mojego. Gdy wyprostowałem głowę poczułem że czyjeś ramiona zaciskają się na mojej tali. Natychmiast odskoczyłem od Mary, obudziła się i popatrzyła na mnie zdziwiona.
- Coś się stało, kochanie? – zapytała słodko.
- C… co? Nie mów tak! – krzyknąłem przerażony. Co tu się stało?
- Wczoraj byłeś milszy. – oblizała znacząco usta.
- Co tu się stało? – zapytałem – Masz mi to zaraz wytłumaczyć! – wrzasnąłem.
   Z pokoju kawałek dalej usłyszałem płacz dziecka, obudziłem moją siostrzenice. Drzwi otworzyły się i wyszedł Jace, miał na sobie tylko spodnie od dresu i było mocno zdenerwowany.
- Co ty się dzieje? – zapytał starając się być opanowany, nie wychodziło mu to.
- Markus chce żebym mu wytłumaczyła jak nam było wczoraj dobrze. – powiedziała słodko. Ona jest taka przesłodzona… Ugh! Jace popatrzył na mnie zszokowany.
- Ja… - przerwała mi Mary wpijając się w moje usta. Zaskoczony wrosłem w podłogę, nie mogłem jej odepchnąć pomimo tego że każda moja cząsteczka o to wołała.
- Markus!! – usłyszałem krzyk mojej siostry i coś oderwało ode mnie blondynkę. Clary przewróciła ją na podłogę i stanęła nad nią we władczej pozie. W ręce trzymała sztylet, wpatrywała się z odrazą w oczy Mary. Schyliła się i, gdy myślałem że coś jej zroby, wysyczała jej do ucha – Myślałam że jesteś lepsza. – poderwała się i wbiegła do swojej sypialni.
- Kochanie… - zaczęła Mary kiedy pomogłem podnieść jej się podnieść.
- Zostaw mnie. – warknąłem, odwróciłem się na pięcie i odszedłem.

---------------------------------------
Jak podoba wam się akcja z Mary? Co tak naprawdę stało się w nocy między Markusem i Mary? Co to za "zjawa" którą spotkała Clary?
Przepraszam was za długość tego rozdziału ale tak jakoś wyszło...
Mam nadzieje że się zbytnio nie gniewacie! Postaram się to zrekompensować jutro rozdziałem!
Zapraszam na mojego drugiego bloga!
Wika

Ps. Dziękuje wszystkim za komentarze pod ostatnim postem i przypominam że:

Czytasz + komentujesz = mnie motywujesz!

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział 8

Tak jak napisałam jest nowy rozdział! Przypominam o zakładce "Kodeks!".

Miłego czytani!

Rozdział 8
[ Clary [

   Otworzyłam drzwi a za nimi stała Mary. Szok. Szok. Szok. Szok. Szok. Szok.
- Wpuścisz mnie czy mam tak moknąć? – zapytała gdy wpatrywałam się w nią dłuższą chwile.
- Markus!! – wydarłam się, Mary weszła przez drzwi a ja cofnęłam się przed nią jak przed upiorem – Markus!! – krzyknęłam jeszcze raz, tym razem bardziej rozpaczliwie.
- Co się stało, Clary? – zapytał podchodząc do mnie – Kim jest ta dziewczyna?
- Mary, koleżanka ze szkoły. – przedstawiła się podając mu rękę.
- Markus Morgenstern, brat Clary. – powiedział gdy uścisnęli sobie dłonie – Co cię do nas sprowadza?
- Śledziłam Clary i tego przystojniaka, dotarłam tutaj. Najpierw nie chciałam wchodzić ale rozpadało się. – wzruszyła ramionami.
- Ale jak ty widzisz Instytut? – zapytałam.
- Mam oczy to chyba widzę. – mruknęła zirytowana – Co to jest? – wskazała na mój policzek, pewnie czar przestał działać – O Boże! Ty masz Blizne na twarzy!
- Jakbym nie zauważyła. – mruknęłam odchodząc – Markus, zrób coś z nią! – krzyknęłam przez ramie.
- Ale co ja mam…
- Jesteś najstarszy! To twoja robota! – krzyknęłam wbiegając po schodach.

[ Markus [

   Clary zostawiła mnie samego z tą Mary, co mogę jej powiedzieć? Nie wiedziałem.
- Zaprosisz mnie do środka czy będziemy tak stali? – zapytała wpychając się do środka – Tu wygląda jak w średniowieczu. – prychnęła.
- Gdybyś była choć trochę mądra to wiedziałabyś że to nie…
- Daruj sobie. – weszła na schody i ruszyła na górę. Stałem jak skamieniały, jeszcze żadna dziewczyna nie odezwała się do mnie w ten sposób – Idziesz? – zapytała wyrywając mnie z zamyślenia.
   Weszliśmy na górę, do kuchni. Jace siedział na krześle i całował Clary która siedziała na jego kolanach. Mary prychnęła, zmieszana Clary oderwała się od Jace’a i wstała, oczywiście zarumieniła się.
- Czemu ją tutaj przyprowadziłeś? – naskoczyła na mnie siostra – Przecież ona niema tu wstępu! – krzyknęła. Jace złapał ją za rękę i zmusił żeby na niego spojrzała, uspokoiła się.
   Czasami dziwie się jak on może ją tak szybko uspokoić. Ja zwykle potrzebuje na to trzech godzin!
- Oprowadzi mnie ktoś? – zapytała Mary robiąc błagające oczka w moją stronę.
- Nie. – warknęła groźnie moja siostra, cofnąłem się tak samo jak Mary – Nikt cię nie oprowadzi, nie powinno cię tu być! – krzyknęła.
- Przyszłam tutaj bo po raz pierwszy zobaczyłam ten budynek, pomimo tego że przechodzę tędy codziennie! – teraz Mary krzyczała – Chcę prosić o pomoc, wiem kim jesteście.
- Co? – zapytaliśmy zszokowani, Mary zaśmiała się.
- Myślisz że twoja matka nie powiedziała komuś kto ma wzrok i widział na jej ciele runy? Mylisz się. Powiedziała mi wszystko ale nie wspomniała o tym że w Nowym Jorku jest Instytut, pewnie nie chciała żebym ci powiedziała. – znowu się zaśmiała.
- Ale dlaczego dopiero teraz… - Clary krzyknęła i upadła na ziemie.
   Znów usłyszałem krzyk ale teraz nie mojej siostry tylko… Isabelle! Wybiegłem z kuchni i pobiegłem do naszego pokoju, wpadłem tam jak burza. Izzy stała oparta o ścianę a z jej nóg spływały strugi szmaragdowej krwi. Podbiegłem do niej.
- Izzy! Isabelle! – nie odpowiedziała, wpatrywała się jak zahipnotyzowana w coraz większą kałuże krwi. Wziąłem ją na ręce i już miałem wychodzić kiedy w drzwiach pojawiła się Clary i Jace, za nimi biegła Mary.
- Połóż ją na łóżku. – nakazała moja siostra – Wiem co jej jest, zawiadomcie Cichych Braci! – położyłem sens mojego życia na łóżku – Wyjdź, ja się nią zajmę. – szepnęła Clary popychając mnie w stronę drzwi.
   Drzwi zamknęły się za mną, usiadłem na podłodze i schowałem twarz w dłoniach.

[ Clary [

   Po krótkim czasie przyszli Cisi Bracia, pochwalili mnie za szybką reakcje i pomoc. Później wyprosili mnie z pokoju, pomimo tego że chciałam zostać z Izzy wyszłam.
- Co z nią? - naskoczył na mnie Markus – Co z dziećmi? Mogę do niej wejść?
-Nie, na razie żadnych wizyt. – powiedziałam – Teraz badają ją Bracia ale jest w porządku.
- To dobrze. – usiadł pod ścianą, już chciałam odchodzić kiedy jego głos mnie zatrzymał – Clary?
- Tak? – odwróciłam się.
- Dziękuje. – szepnął – A tak poza tym to Jace kazał ci przekazać żebyś zeszła do salonu. – dodał.
- Ok., nie siedź tu długo! – krzyknęłam jeszcze i pobiegłam do salonu – Po co miałam… - urwałam kiedy zobaczyłam kto siedzi na kanapie…

-------------------------------------

Wiem że znowu kończę w takim momencie ale jakoś lubię tak robić. Pewnie uważacie mnie za świnie. ☺
Rozdział jest znowu krótki ale postaram się to nadrobić, teraz rozdziały powinny być częściej.
Jak wam się podoba powrót Mery? Mam nadzieje że się z tego ucieszyliście bo jeszcze trochę namiesza w mojej historii.
Jeśli znacie jakieś blogi o temacie Fantazy (i podobają się wam) to napiszcie w komentarzu, proszę!
Przypominam że jest nowy gadżet w którym piszę o następnym rozdziale!
Wika