niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 10

Jest trochę krótki ale mam nadzieje że się spodoba.

Rozdział 10
Clary

   Najpierw była ciemność. Potem pojawiło się małe światełko które z każdą sekundą rosło. W końcu ukazał mi się Anioł Razjel. Był piękny, jego skrzydła wręcz świeciły złotem.
- Clarisso, na twoją rodzinę czeka bardzo dużo niebezpieczeństw. Musisz chronić swoją córkę za wszelką cenę. Czy jesteś gotowa oddać za nią życie?
- Tak, ona jest moim skarbem który będę chronić. Ale nie wiem czy mi się uda. – dodałam i spuściłam wzrok.
- Pomogę ci w tym. Gdy się obudzisz będziesz miała nową runę Anielską, tuż koło serca. Dostaniesz nowe moce, będziesz mogła kontrolować żywioły. Ale musisz mi obiecać że będziesz trenować.
- Obiecuję. A czy możesz mi powiedzieć jak przywrócić wspomnienia Jace’ owi? I czy wszystko w porządku z moją córką?
- Pocałuj go i zobaczysz co się stanie. A z twoim dzieckiem wszystko dobrze.
- Dziękuje. – Anioł zniknął a ja znowu zobaczyłam ciemność. Po pewnym czasie zaczęły od mnie docierać odgłosy. Słyszałam szloch. Kto płakał? I dlaczego? Otworzyłam oczy i zobaczyłam że jestem w jakimś dziwnym białym pokoju, byłam ubrana w białą sukienkę. Siadłam na łóżku.
- Isabell, gdzie my jesteśmy? – zapytałam a przyjaciółka popatrzyła na mnie z niedowierzaniem.
- Clary, to ty? Czy zwariowałam? – zapytała i zmarszczyła brwi. Przytuliłam ją i wstałam.
- Jesteśmy w Instytucie?
- Jace!! – wydarła się. Drzwi do pokoju się otworzyły i stanął w nich mój ukochany. Natychmiast podbiegł do mnie, wziął w ramiona i pocałował w czoło.
- Clary, czy ja śnie? – zapytał i lekko się ode mnie odsunął.
- Nie, nie śnisz. Ja tu stoję naprawdę i pytam, gdzie jestem?
- W pokoju pogrzebowym.
- Gdzie?
- Przygotowaliśmy cię do twojego pogrzebu. – powiedziała Isabell
- Co? Mojego pogrzebu?
- Serce stanęło ci dwa tygodnie temu. – powiedział Jace przygnębionym tonem – Myślałem nawet czy nie odebrać sobie życia ale Izzy mnie powstrzymała. – uśmiechnął się lekko. Zaburczało mi w brzuchu a przecież skoro jestem w ciąży to muszę się dobrze odżywiać, nie?
- Możemy iść do kuchni bo przez te dwa tygodnie bardzo zgłodniałam. – powiedziałam i zrobiłam maślane oczka.
- Dobra, choć. – powiedział z uśmiechem i poszliśmy do kuchni.
   W środku byli wszyscy. Moja mama i Marys szlochały a Luc, Alec i Robert próbowali je uspokoić, Simon siedział w kącie z twarzą schowaną w rękach. Jace i Izzy weszli pierwsi żeby nikomu nic się nie stało na mój widok. Po pewnym czasie uchyliłam drzwi i weszłam do środka…
-------------------------------------------------------
Postaram się dodać jeszcze chociaż pół następnego rozdziału ale nie wiem czy mi się uda.:'-)
Wika

sobota, 7 marca 2015

Rozdział 9

Rozdział 9
Jace

   Zastanawiałem się czy wierzyć w tą historie. Moje serce podpowiadało że to prawda, ale umysł… moje rozmyślania przerwał wchodzący do pokoju czarnowłosy chłopak.
- Cześć, jak się nazywasz? – zapytałem i wstałem żeby zabrać od niego tace z jedzeniem.
- Ty naprawdę nic nie pamiętasz. Myślałem że choć Clary.
- Nie pamiętam żadnego z was. Ognik opowiedział mi o mojej rodzinie i o jej bracie i ojcu. Też o zaręczynach. Ale tylko tyle, obiecała że resztę opowie mi jutro.
- Ale nie powiedziała ci o… Zaraz. Zaraz. Ognik? – spytał marszcząc czoło.
- No takie ustaliłem jej przezwisko a ona się zgodziła. Ale czego mi nie powiedziała?
- Nie już nic… Jestem Alec, twój parabatai.
- Dobra. Ale czego mi nie powiedziała? – odstawił tace na stolik a ja zacząłem tracić cierpliwość.
- No… Nie wiem czy mogę ci powiedzieć. Skoro sama ci nie powiedziała to może…
- Czego mi nie powiedziała?!! – krzyknąłem tak że wszyscy pojawili się w drzwiach.
- Spokojnie. Uspokój się, jak ci nie powiedziała to ja nie mogę.
- MÓW. – wrzasnąłem i przycisnąłem go do ściany. Za sobą usłyszałem krzyki ale jeden przykuł moją uwagę.
- Jace, zostaw go, proszę. On nie jest niczemu winny. Alec powiedz mu to co chciałeś. - mówiła Clary
- Ona jest w ciąży. – wykrztusił a ja zesztywniałem – Z tobą. – dodał gdy go puściłem.
   Stałem jak wryty i patrzyłem jak Marys  obejmuje płaczącą Clary. Nie wierzyłem własnym uszom. Ja miałem być ojcem. Mam narzeczoną i jeszcze będę miał dziecko z taką cudowną kobietą. Po pewnym czasie Clary zaczęła iść w stronę drzwi ale na progu się zachwiała i musiała przytrzymać framugi, żeby nie upaść. Wystraszyłem się, ale podeszła do niej czarnowłosa dziewczyna z jakimś chłopakiem i pomogli jej wyjść.
   Po chwili wyszła cała reszta a ja położyłem się do łóżka. I rozmyślałem nad tym co się dzisiaj dowiedziałem.

Clary

   Gdy byłam już w drzwiach zakręciło mi się w głowie i musiałam się oprzeć o drzwi, żeby się nie przewrócić. Podeszła do mnie Izzy z Simonem a ja wsparłam się na jej ramieniu i wyszłam.
- Chodź do salonu. – powiedziała a ja przytaknęłam. Weszłyśmy do salonu i zwinęłam się na kanapie.
- Możesz przynieść mi koc i szklankę wody? – zapytałam a Isabell wyszła z Simonem. Patrzyłam w ogień.
   Nagle bardzo zaczęła mnie boleć głowa, zaczęło mi się robić słabo i ciemno przed oczami.
- Isabell – tyle udało mi się wyszeptać zanim zobaczyłam ciemność…

Isabell

   Ja poszłam po wodę a Simon po koc. Weszłam do kuchni, nalałam wodę do szklanki i wróciłam do salonu. Clary spała w rogu kanapy. Usiałam koło niej i odstawiłam szklankę na stolik.
- Clary, obudź się. Clary. Musisz iść spać do łóżka. – zaczęłam delikatnie szarpać za jej ramie. Ale nic się nie działo. Zaczęłam mocniej i wtedy zobaczyłam jej twarz, miała sine usta i zamknięte oczy – Clary!!! – wrzasnęłam i do salonu wpadł Jace a zaraz za nim Simon i Alec.
- Co jej jest? – zapytał Jace i podbiegł do niej – Jest cała lodowata. – wziął ją na ręce – Alec dzwoń po Magnusa.
- Ale…
- Natychmiast!! – krzyknął, był bardzo spanikowany. Pierwszy raz widziałam go w tym stanie. – Gdzie ją zanieść? – zapytał mnie gdy Alec wyszedł
- Do jej pokoju. Choć. – zaprowadziłam go do pokoju Clary. Położył ją delikatnie na łóżku, przykrył i pocałował w czoło.
   Po paru minutach pojawił się Magnus i wygonił nas z pokoju. Jace zaczął chodzić w kółko z zamyśloną miną.
- Powinieneś się położyć. – powiedziałam zatroskanym głosem.
- Nigdzie nie idę. – powiedział i usiadł pod ścianą. Wzruszyłam ramionami i poszłam coś zjeść bo od kolacji bardzo zgłodniałam.
----------------------------------
Mam nadzieje że się spodoba.
Pozdrawiam Wika

Rozdział 8

Nie wiem czy nie jest za krótki ale mam dla was jeszcze jeden na dzisiaj.

Rozdział 8
Clary

   Biegłam ile sił w nogach. Wreszcie dotarłam do Pandemonium i zaczęłam wypatrywać Jace’ a ale nigdzie go nie było. Postanowiłam sprawdzić zaułek obok. Weszłam w mrok zaułka i wyjęłam świecący kamień. To co tam zobaczyłam zszokowało mnie.
   Jace był przyparty do muru przez dwa demony które trzymały go i cięły pazurami po ramionach. Jace był ledwo przytomny.
- Hej!!! – wrzasnęłam a kiedy zaczęły iść w moją stronę rzuciłam dwoma sztyletami. Jednego trafiłam w głowę i zniknął od razu a drugi dostał w brzuch i jeszcze się chwile wił na ziemi. Ale ja nie zwracałam na nie uwagi, podbiegłam do Jace’ a i narysowałam mu dwa irtaze. Zaczął przytomnieć.
- Clary? Co ty tutaj robisz? Powinnaś być teraz bezpieczna. – ledwo mówił.
- Uratowałam cię. A teraz nic nie mów. – przerzuciłam jego rękę przez ramie i zaczęłam ciągnąć w stronę wyjścia. Przy wyjściu z zaułka zobaczyłam rozglądającą się Izzy w stroju bojowym i z batem w ręce.
- Isabell, tutaj! – krzyknęłam.
- Co się mu stało? – zapytała biorąc go pod ramie.
- Nie wiem, ale musimy zabrać go do izby chorych. Zadzwoń do Magnusa żeby już tam czekał.

[

   Dotarłyśmy do Instytutu szybciej niż myślałam, położyłyśmy Jace’ a w izbie chorych i czekałyśmy na Bane’ a. Po chwili pojawił się nasz „magiczny lekarz” i zamknął się sam na sam w pokoju z Jace’ m. Siedziałam pod drzwiami chyba godzinę aż w końcu usłyszałam głos mojego ukochanego, ale nie zrozumiałam co mówi. Z izby wyszedł Magnus z współczującą miną.
- Clary… - zaczął łagodnie – Przykro mi… - nie rozumiałam o co mu chodzi – On stracił pamięć. – wykrztusił w końcu.
- Magnusie, czy to jakiś okrutny żart? – zapytałam niedowierzając – Przecież to były tyko dwa demony. Jak to możliwe?
- Ktoś rzucił na niego czar. Ale bardzo potężny, nie umiem go zdjąć. – w oczach stanęły mi łzy.
   Po wyjaśnieniu wszystkim innym co się  stało poszłam do Jace’ a. Spał i wyglądał tak bezbronnie… Łzy znowu zaczęły mi płynąć po policzkach ale tym razem ich nie powstrzymałam. Usiadłam koło jego łóżka i ukryłam twarz w dłoniach.

Jace

   Obudził mnie szloch, otworzyłem oczy. Na krześle obok mojego łóżka siedziała ruda dziewczyna i płakała. Poczułem że coś mnie do niej ciągnie, chciałem ją przytulić i otrzeć jej łzy. Usiadłem na łóżku.
- Jak się nazywasz? – zapytałem co wywołało u niej większy szloch – Przepraszam, nie chciałem żebyś przeze mnie płakała. – na te słowa popatrzyła na mnie pięknymi, wielkimi, zielonymi i zapłakanymi oczami. Były tak bardzo znane, ale skąd? – Kim jesteś?
- Jestem Clary. Chcesz wiedzieć kim jestem dla ciebie? – pokiwałem głową i uśmiechnąłem się smutno – Jestem twoją… - głos jej się załamał – Narzeczoną. – doznałem szoku, otworzyłem szeroko oczy. Podniosła prawą rękę a ja nie wiedziałem co robi… Pokazała mi pierścień Horondal’ ów. – Ty masz pierścień Morgensternów, czyli mojego rodu, na szyi.
- Ale… Jak… Kiedy… Opowiec, jak się oświadczyłem?
   Opowiadała mi dłuższy czas, byłem szczęśliwy słysząc jej głos i widząc jej twarz. Dowiedziałem się o oświadczynach, o tym że moi rodzice nie żyją i o tym jak pokonaliśmy jej ojca i brata. Potem posmutniała a do jej oczu zaczęły napływać łzy.
- Ja muszę ci powiedzieć o czymś jeszcze, ale… Nie wiem jak to powiedzieć…
- Możesz mi powiedzieć co chcesz. – uśmiechnęła się na te słowa. Ale ja tak naprawdę bałem się tego co może powiedzieć.

- Kocham cię. Ale muszę już iść. Potem przyniosę ci jedzenie albo przyśle kogoś. Porozmawiamy jutro. – powiedziała, pocałowała mnie w policzek i wyszła.
--------------------------------------------------
Mam nadzieje że się spodoba i jeszcze raz przepraszam za to że jest taki krótki.
Wika

piątek, 6 marca 2015

Rozdział 7

Jeszcze raz przepraszam że wczoraj nie było rozdziału ale szkołaaa.

Rozdział 7
Jace

   Obudziły mnie promyki słońca prześwitujące przez zasłony. Clary leżała z głową na moim obojczyku i uśmiechała się przez sen. Zacząłem gładzić jej policzek, powoli otworzyła oczy i popatrzyła na mnie.
- Dzień dobry. – powiedziałem i pocałowałem ją w głowę
- Hej. – wyszeptała. Nagle zbladła, wyplątała się z moich obięć i pobiegła do łazienki zatrzaskując za sobą drzwi. Spojrzałem na zegarek, była 6:53. Wstałem i podszedłem pod drzwi łazienki.
- Wszystko w porządku? – zapytałem i gdy nie odpowiadała już miałem otworzyć drzwi.
- Nie wchodź. Wszystko dobrze. – odpowiedziała. Za chwile usłyszałem dźwięk odkręcanej wody pod prysznicem i uznałem że się kąpie. Poszedłem do swojego pokoju, wziąłem kąpiel i ubrałem się w strój bojowy. Dziś mam w planach kolejne polowanie, tym razem samemu. Poszedłem do kuchni a tam mój aniołek gotował śniadanie. Usiadłem na jednym z wysokich krzeseł i śledziłem każdy jej ruch. W końcu nałożyła jajecznice na dwa talerze i odwróciła się do mnie z uśmiechem.
- Wiedziałam że tu jesteś. – powiedziała stawiając przede mną talerz.
- A ja cię obserwowałem. Nie masz mi tego za złe? – pokręciła głową z uśmiechem i usiadła koło mnie. Zjedliśmy w milczeniu. – Ja posprzątam. – zaoferowałem a ona popatrzyła ma mnie wielkimi oczami.
- Jace Horondal sprząta. – prychnęła – Poczekaj przyniosę kamerę, trzeba to uwiecznić.
- Ha ha, jesteś sarkastyczna, wiesz?
- Wiem. – powiedziała i uśmiechnęła się szeroko. Zeszła ze stołka i się do mnie przytuliła, ja ją objąłem.
- Przekaż wszystkim że poszedłem na polowanie.
- Idziesz sam? – spytała lekko przestraszona
- Spokojnie, idę do Pandemonium. Wezmę dużo broni, nic mi się nie stanie. – powiedziałem spokojnym tonem – A ty masz odpoczywać. – po namyśle dodałem - Jak chcesz mogę zadzwonić do Magnusa żeby dał ci coś na te mdłości.
   Pokręciła przecząco głową.
- Nie. Coś mi mówi że nie powinieneś iść sam. – powiedziała ze smutną minką.
 - Ej, nic mi nie będzie. – pocałowałem ją lekko w usta – A teraz muszę iść. – powiedziałem i wyszedłem. Wziąłem broń ze zbrojowni i poszedłem do klubu.

[
Isabell

   Obudził mnie dzwonek telefonu. Leniwie otworzyłam oczy i spojrzałam na komórkę, była 9:20. Odebrałam.
- Mam nadzieje że cię nie obudziłem. – usłyszałam głos Simona i od razu się uśmiechnęłam.
- Obudziłeś. No i co, jest ci przykro?
- Bardzo. Będę u ciebie za 30 minut.
- Dobra, to muszę się ubrać. Pa. – powiedziałam i się rozłączyłam.
   Ubrałam różową, luźną bluzkę i białą spódniczkę która ledwo dosięgała do połowy ud. Do tego jeszcze białe sandałki na szpilkach i łańcuszek z białego złota który dostałam od mojego ukochanego.
   Zeszłam do salonu. On tam już był i rozmawiał z Clary. Podeszłam od tyłu i zakryłam mu oczy. Clary zachichotała i powiedziała że zostawia nas samych, wyszła. Nagle znalazłam się w ramionach Simona który uśmiechał się niewinnie.
- Cześć. – powiedział tym słodkim głosem.
- Cześć, idziemy trenować. – oznajmiłam i pociągnęłam go do sali treningowej.
   Przebraliśmy się w stroje do treningu i zaczęliśmy. Ćwiczyliśmy najpierw wspinaczkę potem rzuty do celu a na końcu skoki. Gdy Simon miał właśnie skoczyć w pozycji anioła rozległ się krzyk Clary. Pobiegliśmy do salonu i zobaczyliśmy Clary klęczącą, z krwią na ramieniu i rozbitym szkłem koło niej.
- Jace!! – krzyczała na cały głos – Nie idź tam!!
   Simon ukląkł koło niej i próbował uspokoić.
- Uspokój się. O co chodzi?
- Jest w niebezpieczeństwie. – powiedziała i wybiegła. Jeszcze dosłyszeliśmy jej krzyk – Poszedł do Pandemonium. Idę po niego.
- Idź po broń a ja się szybko przebiorę. – powiedziałam do Simona i wbiegłam do pokoju. Przebrałam się najszybciej jak mogłam w strój bojowy i po 5 minutach byłam już w windzie gdzie czekał Simon z moim batem i paroma sztyletami. Schowałam broń i szybko narysowałam sobie odpowiednie runy.
- Gdzie idziesz? – spytał a ja popatrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Słyszałeś ją, idę do Pandemonium. – powiedziałam i wybiegłam z Instytutu.
--------------------------------------------------------
Mam nadzieje że się spodoba. ;-)
PS. Jutro postaram się dodać dwa ale nie wiem czy mi się to uda.
Wika

środa, 4 marca 2015

Rozdział 6

Następny rozdzialik dedykuję mojej koleżance która namówiła mnie do założenia tego bloga. Aga to dla ciebie :-]

Rozdział 6
Clary

   Szłam do Instytutu. Gdy doszłam pod drzwi odwróciłam się i ujrzałam rudowłosą dziewczynkę siedzącą na ławce kiło ścieżki. Podeszłam i usiadłam koło niej, przyjrzałam jej się bliżej. Miała rude włosy, złote oczy i rysy twarzy podobne do Jace’ a.
- Cześć. – powiedziałam nieśmiało – Jak się nazywasz?
- Nie wiem, jeszcze nie dałaś mi imienia, mamo. – powiedziała i przytuliła się do mnie a ja ją obięłam i przyciągnęłam bliżej. – Proszę nie denerwuj się aż tak bo ja to czuję.
   Pocałowałam ją jeszcze w czoło zanim wszystko rozpłynęło się.

[

   Obudziły mnie promienie słońca, siadłam na skraju łóżka i zaczęłam myśleć o moim śnie. Gdy nagle poczułam jak żołądek wywraca mi się na drugą stronę. Szybko pobiegłam do łazienki. Kiedy skończyły się mdłości wzięłam szybki prysznic i w samym ręczniku wyszłam do pokoju. Na stoliku pod ścianą stała taca z tostami i sokiem a koło nich biała róża i liścik:

Do przyszłej pani Horondal
Przepraszam za wczoraj i mam nadzieje ze odkupie moje winy tym sniadaniem.
Pozdrowienia,  twój ukochany.

   Zjadłam i ubrałam się w strój treningowy. Po wyjściu z pokoju poszłam do Sali treningowej. Najpierw ćwiczyłam rzucanie sztyletami potem walczyłam z manekinem a na koniec wybrałam wspinaczkę. Wyjątkowo zapięłam linki asekuracyjne. Gdy byłam już na samym szczycie usłyszałam odgłos otwieranych drzwi, oczywiście rozproszyłam się i spadłam z samego szczytu. Leciałam w dół i myślałam jak upaść żeby dziecku nie stała się krzywda….
   Nagle 10 centymetrów nad ziemią zatrzymałam się i przypomniałam sobie że założyłam linki, odetchnęłam z ulgą. Stanęłam na nogi i popatrzyłam na intruza. To był chłopak miej więcej w moim wieku miał białe włosy i czekoladowe oczy. Coś było w nim znajomego, tylko co? Podszedł do szafki ze sztyletami i zaczął się w nią wpatrywać. Był ubrany w strój bojowy ale na nogach miał czarne trampki zamiast tych ciężkich butów, których nigdy nie lubiłam.
- Przepraszam – odezwał się w końcu. Jego głos był tak znajomy, ale skąd?
- Za co? – spytałam zdezorientowana – Kim jesteś?
   Odwrócił się i zmierzył mnie wzrokiem.
- Jestem nowym trenerem, specjalistą od runów i nazywam się Markus. A przepraszam za rozproszenie cię, bo gdybym nie wszedł to byś nie spadła. – nie mogłam sobie przypomnieć skąd znam ten głos.
- Nic nie szkodzi. A więc ty mnie masz uczyć. – powiedziałam marszcząc brwi – Myślałam że będziesz… - szukałam odpowiedniego słowa.
- Starszy? – przerwał mi i zachichotał – To ty jesteś Clary, nie wiedziałem że jesteś ruda.
- Mam to po mamie a ty po kim masz takie włosy? – zapytałam powstrzymując śmiech
- Po ojcu. Który zostawił mnie zanim się urodziłam. – zrzedła mi mina i zaczęłam rozplątywać się z linek.
- Przykro mi, nie wiedziałam. – powiedziałam skruszona – Choć pokażę ci Instytut.
   Wyszliśmy z Sali, pokazałam mu kuchnie, jadalnie, zbrojownie i powiedziałam gdzie iść do oranżerii. Na koniec zaprowadziłam go do salony i usiadłam na kanapie a on na fotelu naprzeciwko.
- Znasz już wszystkich? – zapytałam żeby podtrzymać rozmowę.
- Znam tylko Roberta i Marys Lightwood i wiem że mają córkę i syna.
- Przedstawię ci ich. – powiedziałam i krzyknęłam – Mamy gościa!!! – Isabell, Alec i Jace natychmiast zeszli i zaczęli mi się przyglądać. Dalej siedziałam ale teraz podkuliłam nogi pod siebie. – To jest Markus, mój nowy trener. A to jest Isabell i Alec Lightwood’owie. – podeszli i się przywitali z Markusem. Jace natomiast usiadł koło mnie, objął opiekuńczo ramieniem i pocałował we włosy – To jest mój narzeczony Jace Horondal. – kiwnęli sobie głowami. Wszyscy usiedli, Isabell na fotelu koło kanapy a Alec na parapecie.
- To już wszyscy? – odezwał się po chwili Nasz nowy mieszkaniec. Gdy pokiwałam głową powiedział – Jeszcze ma przyjechać moja siostra, Natalia.
- Kiedy? – zapytała Izzy
- Chyba za miesiąc, ale nie jestem pewien.
- Kiedy będziesz mnie „uczył”? – przy słowie uczył zrobiłam słowny cudzysłów.
- Marys mówiła że codziennie po 30 minut. Więc jak? Zgadzasz się?
- Jasne myślę że dzisiaj możemy zacząć za jakieś 15 minut. Dobra?
- Tylko gdzie? – zamyślił się – Może w sali treningowej?
   Pokiwałam głową i wyszłam. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w rurki w czerwoną
kratę, bluzkę z nadrukiem i czarne balerinki.
   Wyszłam z pokoju z dwiema stellami, poszłam do Sali.

[

   Na środku sali siedział Markus i rysował coś na kartce. Podeszłam do niego i siadłam na podłodze.
- Co to jest Pandemonium? – zapytał
- Klub do którego często chodzą demony. A co?
- Nic, kazali ci przekazać że tam idą. Dobra zaczynamy. Po pierwsze powiedz jakie runy już znasz.
   I tak spędziliśmy następne pół godziny, rozmawialiśmy o nowych i starych runach. Od czasu do czasu wybuchaliśmy śmiechem.
- Dzieci, kolacja! – krzyk Roberta wyrwał nas z rozmowy
- Idziemy? – zapytałam wstając
- Pewnie. – podał mi ramie a gdy je przyjęłam zachichotaliśmy.
   Zeszliśmy do jadalni, ja usiadłam między Jace’ em a Alekiem. Cmoknęłam mojego narzeczonego w policzek i zaczęłam jeść.
- No i jak tam lekcje? – spytała Marys – Dowiedziałaś się czegoś nowego?
- Bardzo fajne, na razie studiujemy znane runy i próbujemy rozszyfrować te które stworzyłam. – powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Clary bardzo dobrze się uczy. – powiedział Markus i również szeroko się uśmiechnął.
- To dobrze. Siostra Markusa przyjeżdża za dwa miesiące.
- A dlaczego tak późno? – zapytał zdziwiony Markus
- Bo ma parę spraw w Idrisie. – powiedział Robert
- Acha, dobrze że mi powiedziała. – mruknął pod nosem
   Resztę kolacji dokończyliśmy w ciszy. Gdy wszyscy skończyli i się rozeszli zaczęłam sprzątać ze stołu, wszystkie naczynia były już w zlewie kiedy poczułam się bardzo zmęczona.
   Może moja córka chce porozmawiać. – pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Czemu się tak uśmiechasz? – usłyszałam pytanie mojego anioła.
- Myślałam o naszej córce. – obiął mnie od tyłu i położył ręce na moim brzuchu.
- Skąd wiesz że to będzie dziewczynka? A może jednak chłopiec. – droczył się ze mną.
- Mam przeczucie. – szepnęłam i odwróciłam się w jego objęciach. Pocałowałam go w policzek i lekko odepchnęłam – A teraz idę spać, jestem bardzo zmęczona.
- Mogę iść z tobą? – zapytał z tym swoim psotnym uśmiechem
- Oczywiście mój kochany.
   Poszłam do mojego pokoju, wzięłam prysznic i ubrałam piżamę. Jace leżał już na moim łóżku, położyłam się w jego objęciach i zasnęliśmy, pasowaliśmy do siebie jak dwie łyżeczki.
--------------------------------------------
Mam nadzieje że wam się spodoba.
Pozdrawiam Wika

wtorek, 3 marca 2015

Rozdział 5

Rozdział 5
Jace

- No to gdzie idziemy? Wiesz że nie lubię niespodzianek. – powiedziała Clary gdy wyszliśmy z Instytutu
- Do parku.
   Moja rudowłosa odetchnęła z ulgą gdy weszliśmy do parku. Pociągnąłem ją w stronę polany Nocnych Łowców, gdzie już wcześniej przygotowałem piknik. Kiedy dotarliśmy do koca ja siadłem a Clary stała z otwartymi ustami i patrzyła na mnie i wszystko co przygotowałem.
- No siadaj. Chyba że, nie podoba ci się? – spytałem marszcząc brwi
- Bardzo mi się podoba. – usiadła tyłem do mnie i wtuliła się w mój tors – Jest doskonale.
   Pocałowałem jej włosy i siedzieliśmy tak dłuższą chwile a potem zaczęliśmy jeść.
- Kiedy idziemy znowu do Pandemonium? – spytała Clary a ja o mało nie upuściłem noża którym kroiłem jabłka.
- Jak to kiedy?
- Na następne polowanie. Nie chcesz iść?
- Nie ważne co ja chcę, ty nigdzie nie pójdziesz. – powiedziałem zbyt ostro i tym ją zdenerwowałem.
- Dlaczego? Chodzi o to że jestem w ciąży?
- No…
- Jace, ogarnij się. Ciąża to nie choroba. – wstała i zaczęła przechadzać się nerwowo po brzegu lasu. Też wstałem i stanąłem przed nią.
- Przepraszam, nie to miałem na myśli. Po prostu się martwię o ciebie i nasze dziecko. Nie chcę żeby stała się wam krzywda. – na te słowa zatrzymała się i popatrzyła na mnie smutno
- Przepraszam, nie chciałam się na ciebie denerwować. Możemy już wracać? Trochę mi zimno. – powiedziała i obięła się rękami. Narzuciłem jej moją kurtkę na ramiona i objąłem. Wróciliśmy do Instytutu.

[
Clary

   Gdy wróciliśmy byłam bardzo zmęczona. Jace musiał iść wcześniej do Magnusa więc wzięłam kubek mojej ulubionej ziołowej herbaty i usiadłam na kanapie w salonie. Wpatrywałam się w ogień i piłam. Po pewnym czasie kubek był już pusty więc odłożyłam go na stoik i ułożyłam się do snu…

[
Isabell

   Szukałam Clary po całym instytucie, nigdzie jej nie było. W końcu znalazłam ją śpiącą na kanapie przed kominkiem.
- Clary, obudź się muszę cię ubrać. – szeptałam gdy ona otworzyła oczy. Była wyraźnie zaspana.
- Co? O co chodzi? – wymamrotała sennym tonem
- Choć muszę cię ubrać.
   Po godzinie była prawie gotowa. Miała na sobie czarną sukienkę do połowy uda i czarne zamszowe szpilki. Delikatnie ją pomalowałam tylko po to by wydobyć z niej piękno „prawdziwej kobiety”. Brakowało jeszcze tyko biżuterii.
- Jace kazał ci to przekazać. – powiedziałam i podałam jej szkatułkę którą wcześniej dał mi Jace. Otworzyła ją i do jej oczu zaczęły napływać łzy. – Tylko się nie rozpłacz bo rozmażesz makijaż. – powiedziałam i podałam jej chusteczkę. Zaczęłam zakładać jej biżuterie, był to delikatny komplet składający się z wisiorka, kolczyków i bransoletki, w kształcie łez. Wszystko było ze srebra a kamienie to diamenty i szmaragdy, które doskonale podkreślają kolor jej oczu. Nieźle się wykosztował. Ale on robi dla niej wszystko.
  
[
Clary

   Bałam się że przewrócę się w tych szpilkach i kiedy tylko mogłam podtrzymywałam się na Izzy. Wyszłyśmy z „domu” i ruszyłyśmy do Magnusa. Parę razy zaczęłam się przewracać ale Isabell zawsze mnie łapała. Zadzwoniłam do drzwi które same się otworzyły i weszłyśmy do środka.
   W holu były wieszaki na kurtki i płaszcze, gdy weszłam dalej usłyszałam głośną muzykę i zobaczyłam coś zupełnie innego niż się spodziewałam. Przy lewej ścianie stał bar obsługiwany przez dwóch kelnerów, po prawej kanapy i stoliki, na środku ogromny parkiet a za nim scena. Jeszcze nikt nie grał ale muzyka wydobywała się z wierzy ustawionej w rogu obok sceny. Poszukałam wzrokiem Jace’ a ale nigdzie go nie znalazłam.
- Musimy poczekać na niego. – powiedziała Isabell gdy zobaczyła że się rozglądam – Choć, usiądziemy bo się zaraz przewrócisz na tych szpilkach. – wyszeptała i pociągnęła mnie na jedną z kanap.
   Siedziałyśmy tak dłuższy czas, ja piłam sok a Izzy kolejnego drinka. Niestety gdy wstała i chciała iść po następnego lekko się zachwiała i opadła na kanapę obok mnie.
- Chyba tam nie dojdę. Przyniesiesz mi drinka? – zapytała robiąc słodkie oczka. Westchnęłam.
- Dobra ale będę mogła zdjąć te głupie szpilki.
- Spoko, gdy oni przyjdą – zamyśliła się chwile – będziesz mogła zdjąć buty. – powiedziała a ja od razu zdjęłam szpilki i podeszłam do baru.
- „Sex on the beach” poproszę. – siadłam na krzesełku przy barze. Długo nie musiałam czekać, po chwili dostałam kieliszek z drinkiem. Wstałam i już byłam w połowie drogi gdy usłyszałam gniewny krzyk:
- Clary, co ty robisz? – tak się wystraszyłam że podskoczyłam i upuściłam kieliszek. Gdy odwróciłam głowę okazało się że w stał Jace i wpatrywał się we mnie miażdżącym spojrzeniem. Podszedł do mnie i stanął naprzeciwko – Dlaczego?
- Co, dlaczego? – spytałam zdezorientowana.
- Dlaczego uwzięłaś się na nasze dziecko?
- Jace, nie rozumiem. Możesz mówić jaśniej?
- Dlaczego chcesz się go pozbyć?
- Kogo? Naszego dziecka? – spytałam z niedowierzaniem.
- A niby dlaczego byś piła, może zechcesz powiedzieć?
- Ja nie piłam żadnego alkoholu. – nie wiedziałam co mam zrobić. Do oczu zaczęły napływać mi łzy – Jak mogłeś coś takiego pomyśleć. Ja ryzykuję życiem dla naszego dziecka a ty oskarżasz mnie że piję alkohol?!!! – ostatnie zdanie wykrzyczałam tak głośno że Alec i Magnus zeszli z góry.
- Co się stało? – zapytał Alec
- Twój parabatai oskarżył mnie o to że chce się pozbyć naszego dziecka… tylko dlatego że zobaczył jak niosłam drinka dla Izzy. – powiedziałam i pobiegłam do jednej z gościnnych sypialni Magnusa. Zamknęłam drzwi runą i usiadłam na łóżku.
- Clary, nie chcę na ciebie naciskać, ale za 30 minut przychodzą goście. – powiedział Magnus zza drzwi, po namyśle dodał – Jeśli chcesz mogę ich odwołać.
- Nie. Zaraz się uspokoję i wyjdę. Potrzebuje tylko trochę czasu. – odkrzyknęłam i weszłam do łazienki. Szybko zmyłam resztki makijażu i nałożyłam nowy.
   Isabell już tyle wypiła że nie powinna zaważyć. – pomyślałam i wyszłam z pokoju. Przed drzwiami stał Jace. Dopiero teraz zagwarzyłam w co jest ubrany czyli: czarny podkoszulek, czarne dżinsy i eleganckie buty. Włosy oczywiście zmierzwione. Podszedł do mnie, przytulił i szepnął.
- Przepraszam. Powinienem bardziej ci ufać. – pocałował mnie w policzek – Czuje się jak ostatni dupek.
- Też bym się tak czuła na twoim miejscu. – mruknęłam i pocałowałam go delikatnie w policzek – Rozumiem że Isabell ci wszystko wytłumaczyła. – szepnęłam i pociągnęłam go w stronę salonu. On jeszcze powiedział że Izzy jest zbyt pijana żeby cokolwiek mówić.
   Reszta imprezy przebiegła bardzo spokojnie. Trochę tańczyliśmy, trochę piliśmy (ja sok) i rozmawialiśmy. Przez cały czas Jace nie opuszczał mnie na krok, ale mi to nie przeszkadzało. Teraz siedzieliśmy i rozmawialiśmy z Moniką, która jest wampirem i starą przyjaciółką Magnusa.
- Która godzina? – zapytałam już sennym tonem
- Jest 1:30. Chyba powinniśmy się zbierać. – stwierdził Jace a gdy ja pokiwałam głową, wstał i wyciągnął do mnie rękę którą przyjęłam.

   Wyszliśmy na dwór, było mi trochę zimno bo byłam tylko w płaszczu. Szliśmy przez puste ulice, Jace się lekko chwiał ale doszliśmy do Instytutu bez problemu. Zaprowadziłam go do jego pokoju i pocałowałam na dobranoc. Później wzięłam kąpiel i przebrałam się w piżamę. Ułożyłam się w łóżku ale sen nie przychodził. Myślałam jak będzie wyglądać nasze dziecko i po kim odziedziczy charakter. Zasnęłam dopiero nad ranem…
-----------------------------------------
Mam nadzieje że się wam spodoba.
Wika

poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział 4

Mam nadzieję że nowe tło się spodoba.

Rozdział 4
Jace

  Gdy Magnus wszedł z Clary do pokoju wszyscy poszliśmy do biblioteki.
- Mogłyby zostać tylko Isabell i Marys? Proszę. – powiedziałem i popatrzyłem błagalnie na Aleca i Simona
- Dobra i tak się dowiemy o co chodzi. – prychnął Simon i wyszli. Siadłem na fotelu i ukryłem twarz w dłoniach. Po chwili wszedł Magnus i ogłosił poważnym tonem:
- Clary jest w ciąży, ale nie zwyczajnej.
- Co to znaczy? – zapytała zdezorientowana Isabell
- Chodzi o to że będzie się czuć coraz gorzej a przy porodzie może nawet umrzeć. – na te słowa zerwałem się z fotela a Bane popatrzył na mnie współczująco
- Dlaczego? - zapytałem
– Ponieważ dziecko będzie miało w sobie więcej krwi anioła niż ona. Przykro mi Jace.
- A jest jakiś sposób żeby temu zapobiec? – spytała Marys
-  Ona nie chce usunąć dziecka, a to jest jedyne wyjście. – powiedział przepraszającym tonem – Będę do niej przychodził i sprawdzał czy wszystko w porządku. Niech ktoś do niej pójdzie, bo gdy wspomniałem o usunięciu dziecka wpadła w totalny szał… - reszty już nie usłyszałem bo wypadłem z biblioteki i pobiegłem do Clary.

Clary

   Klęczałam ma podłodze i rysowałam kolorowe kreski. Nagle drzwi się otworzyły i trzasnęły z takim hukiem że aż podskoczyłam. Ktoś do mnie podszedł i przytulił od tyłu, po chwili rozpoznałam te ręce. To był Jace, oparłam się o niego plecami a on mnie podniósł i zaniósł do łóżka.
- Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć. I przeprasza za to że jesteś w ciąży. – wyszeptał kładąc się koło mnie
- Nie obwiniaj się. To po prostu się stało. A teraz nie chce o tym rozmawiać, ale mam jedno pytanie.
- Jakie?
- Czy dalej chcesz… ze mną być? Jeśli nie… To zrozumiem. – powiedziałam a łzy spłynęły mi po policzkach.
   Jace otarł je i przytrzymał moją twarz dłońmi
- Nigdy cię nie zostawię. Ciebie ani naszego dziecka. – powiedział z uśmiechem i pocałował mnie w głowę
- Kocham cię. – szepnęłam i wtuliłam się w niego.
- Ja ciebie bardziej. – odszepnął i zasnęliśmy przytuleni do siebie.

[

   Gdy się obudziłam zobaczyłam że Jace jeszcze śpi więc wymknęłam się do łazienki i wzięłam kąpiel. Nie wiem jak długo siedziałam w wannie gdy rozległo się pukanie.
- Clary, wszystko w porządku? – to była zatroskany głos Jace’ a
- Tak, wiesz że lubię się długo kąpać. – odkrzyknęłam, wyszłam z wanny i owinęłam się ręcznikiem. Gdy przeczesałam włosy i wyszłam, zamarłam…
   Na zaścielonym łóżku siedział mój anioł, wszystko co jeszcze wczoraj było na podłodze teraz było pięknie poukładane na biurku. Podeszłam do niego i usiadłam na jego kolanach.
- Ty to posprzątałeś?
- Ja, a kto inny? Znasz jeszcze kogoś z instytutu kto mógłby posprzątać twój pokój? – powiedział głaskając mnie po włosach.
- Nie, nie znam. I nie znam nikogo kogo bardziej bym kochała, niż ciebie. – wymruczałam i pocałowałam go, delikatnie ale i namiętnie.
- Ubierz się i idziemy na śniadanie. – po tych słowach wyszedł a ja szybko ubrałam się w szmaragdową tunikę, czarne rurki i czarne trampki. Włosy jeszcze raz rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone.
   Gdy wyszłam na korytarz, Jace zmaterializował się koło mnie i objął opiekuńczo ramieniem. Weszliśmy do jadalni i wszyscy zaczęli bić brawo.
- O co chodzi? – spytałam szeptem Jace’ a
- Zapomniałaś?
- O czym? – w tym momencie  zaczęły spadać na mnie kolorowe gwiazdki i rozległo się głośne „sto lat”. – Moje urodziny. – mruknęłam pod nosem ale uśmiechnęła się do innych.
   Jak już zjedliśmy poszliśmy do salonu i tam zaczęłam dostawać prezenty. Od Aleca i Magnusa dostałam kule ze sztucznym śniegiem i figurkami przedstawiającymi mnie i Jace’ a. Dowiedziałam się że gdy nasza rodzina się powiększy to w kuli pojawi się figurka naszego dziecka. Od Isabell dostałam zieloną bransoletkę z małymi diamencikami które ( jak powiedziała Izzy ) są idealne na demony. Simon dał mi zawieszkę. Był to owal ze wzorem z moich ulubionych kwiatów, czyli lilii. Zawieszka była otwierana więc postanowiłam że włożę do niej zdjęcia najbliższych. Następna była kolej Marys i Roberta.
- Udało nam się sprowadzić uczonego od runów, przyjedzie za dwa dni. A tym czasem mamy coś co ci się przyda. – Robert podszedł do mnie i podał mi podłużne, czarne pudełko – Otwórz. – zachęcił.
   Więc otworzyłam, w środku znajdowała się piękna Stella, była zielona ale, tak jakby, po niej wspinał się złoty wąż.
- Dziękuje, jest piękna. – powiedziałam i przytuliłam Marys. A łzy zaczęły napływać mi do oczu.
- Dobrze, jest już 13, więc ja cię porywam. – powiedział Jace i pociągnął mnie w stronę drzwi.

- Tylko nie zapomnijcie że o 20 jest impreza. – krzyknęła za nami Izzy
---------------------------------------------------
Wiem że trochę nudne i mało się dzieje ale postaram się poprawić w następnym rozdziale.
Wika

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 3

Widzę że poprzedni rozdziała się podobał więc mam następny ;-)

Rozdział 3
Clary

   Przy stole siedzieli już Simon, Izzy, Alec i Magnus a Marys niosła pieczone kurczaki. Podeszłam i wzięłam od niej tace. Postawiłam ją na stole i usiadłam koło Jace’ a. Jedliśmy w ciszy ale przez cały czas czułam na sobie wzrok Magnusa. Po pewnym czasie Isabell zapytała Aleca:
- No to kiedy bierzecie ślub? – Alec się zakrztusił i zaczął kaszleć jak najęty.
- Kto? – zapytał Magnus poklepując po plecach Aleca.
- No, wy. Chyba nie chcesz mi powiedzieć że o tym nie myśleliście.
- Isabell, nie myśleliśmy o ślubie. – powiedział Alec ostrym tonem.
- Jestem zmęczona i nie chcę  słyszeć waszej kłótni, więc pójdę się zdrzemnąć. – powiedziałam, pocałowałam Jace’ a w policzek i wyszłam.
   Gdy szłam korytarzem usłyszałam że ktoś mnie woła, odwróciłam się i zobaczyłam Magnusa który szedł w moją stronę.
- Clary, czy nie czujesz się dziwnie? – zapytał
- Nie, a o co chodzi? – spytałam podejrzliwie
- Nic… Tylko… Twoja aura wygląda jak aura ciężarnej. – powiedział a ja popatrzyłam na niego przerażona i do oczu zaczęły napływać mi łzy. Odwróciłam się i pobiegłam do swojego pokoju. Wskoczyłam pod kołdrę i zaczęłam szlochać.

Jace

   Po tym jak Clary wyszła Magnus zerwał się z miejsca i wyszedł bez słowa. Izzy dalej  kłóciła się z Alekiem a Simon pomagał Marys sprzątać. Wstałem i chciałem iść do pokoju kiedy usłyszałem głosy, schowałem się za rogiem.
- … a o co chodzi? – spytała, to była Clary
- Nic… Tylko… Twoja aura wygląda jak aura ciężarnej. – powiedział Magnus. Stałem jak wryty. Po chwili usłyszałem jej cichy płacz i trzaśnięcie drzwiami. – Możesz wyjść Jace, wiem że tam jesteś. – podszedłem do niego.
- Czy ty… Czy ona… jest w ciąży? – spytałem lekko przestraszony.
- Tak mi się wydaje, ale jeśli tak to od dzisiaj lub wczoraj. – przyjrzał mi się uważnie – Idź do niej, ona cię potrzebuje. – pokiwałem głową a on odszedł. Podszedłem od drzwi jej pokoju.
   Nadal  nie mogłem uwierzyć że będę miał dziecko. Jak ja sobie poradzę jako ojciec? – przeraziłem się.

Clary

   Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Clary, mogę wejść? – jego głos wydawał się przejęty
- Nie… Już wiesz? – spytałam choć wiedziałam jaka będzie odpowiedź
- Tak. Wpuść mnie. Chce żebyśmy porozmawiali. – nacisnął klamkę ale ja nałożyłam run który wpuści tylko Isabell
- Będę rozmawiać tylko z Izzy. Zostaw mnie. – ostatnie zdanie wykrzyczałam.
   Jak mogłam na niego nakrzyczeć. Co ja zrobiłam? - Jeszcze bardziej zaczęłam płakać kiedy drzwi się otworzyły i weszła Isabell.
- Clary, co się stało? Jace mówił że chcesz rozmawiać tylko ze mną. – gdy Isabell zobaczyła moją twarz wykrzyknęła – O co chodzi, Clary?
- Jestem w ciąży. – wyszeptałam i rzuciłam się jej na szyję. Stałyśmy tak chyba z godzinę a moje łzy wsiąkały w jej sukienkę.
- Isabell, co się stało? I dlaczego nikt oprócz ciebie nie może otworzyć tych drzwi? – usłyszałam zatroskany głos Marys
- Bo Clary nałożyła specjalny run który wpuszcza tylko mnie. – odkrzyknęła moja przyjaciółka
- Już zdjęłam ten czar, możecie wejść. – otarłam łzy i otworzyłam drzwi. Za nimi zebrali się wszyscy nawet Magnus i Alec, a także Jace który podbiegł do mnie, przytulił i pocałował w głowę.
- Nic się nie martw. Wszystko będzie dobrze. Jestem przy tobie i nie pozwolę cię skrzywdzić. – szepnął i przytulił mnie jeszcze mocniej.
- Jace, zgnieciesz ją. – powiedziała Marys karcącym tonem – A teraz proszę mi powiedzieć, o co tu chodzi?
- Zbadam Clary a potem przyjdę do biblioteki i wszystko wam wyjaśnię. – powiedział Magnus i wciągną mnie do pokoju zamykając drzwi. – Połóż się na łóżku. – gdy tak zrobiłam, machnął nade mną ręką z której posypały się kolorowe iskry – Jesteś w ciąży od dzisiaj… i na razie jest dobrze ale im później tym będzie gorzej. Boje się że możesz nie przeżyć porodu.
- Dla czego? Czy to przez eksperymenty Valentina? – spytałam przestraszona
- Myślę że wasze dziecko będzie miało jeszcze więcej krwi anioła niż wy i będzie silniejsze od ciebie. Właśnie dlatego możesz nie przeżyć ale jest rozwiązanie, można usunąć dziecko.
- Co? Nie, nigdy. Nie oddam mojego dziecka. – wydarłam się na niego – Wyjdź.
- Posłuchaj…
- Nie. Wyjdź.
- Ale…
- Już. – wrzasnęłam i zaczęłam się podnosić żeby go wygonić. Magnus wyszedł i zamknął drzwi.

   Wstałam, podeszłam do biurka i zrzuciłam z niego wszystko na podłogę z płaczliwym okrzykiem który przemienił się w szloch. Uklęknęłam i zaczęłam rysować po rozsypanych kartkach, nie umiałam powstrzymać łez.
--------------------------------------------------
Mam nadzieje że wam się spodobał. Nie mogłam się powstrzymać od tej zapowiedzi śmierci. :-"
Piszcie w komentarzach czy wam się podobało.
Wika