środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 14

Mam następny rozdział który pisałam specjalnie żeby dzisiaj nadrobić...
Jeśli nie przeczytałaś/eś 13 rozdziału to kliknij TUTAJ !!

Miłego czytania!

Rozdział 14
[ Clary [

   Obudziłam się sama w sypialni… Zaraz! Przecież to nie jest moja sypialnia!
   Przypomniałam sobie wszystko co się wczoraj działo, najbardziej zdenerwowało mnie wspomnienie Jace’a wrzucającego mnie do wody. Wstałam i owinęłam się prześcieradłem, sięgnęłam do walizki. W co się ubrać? Jesteśmy na morzu w Hiszpanii… Już mam!
   Wyjęłam z walizki dwuczęściowy, kolorowy kostium i założyłam go na siebie. Wygrzebałam też japonki i okulary przeciwsłoneczne. Czegoś jeszcze brakuje? Hm… Wiem! Włożyłam jeszcze kapelusz.
na jacht!












   Dopiero teraz rozglądnęłam się po sypialni. Prawie całą przestrzeń zajmowało łóżko, pod dachem były szafeczki a pod nimi okna za żaluzjami. Otworzyłam je tak że teraz cała sypialnia była w świetle. Na wąskich półeczkach stały małe figurki przedstawiające różnych bożków, ale największa przedstawiała Anioła Razjela. Przyglądałam się jej przez chwilę ale puszyłam na górę przyciągnięta zapachem tostów.
   Kochania była urządzona w tym samym odcieniu drewna do sypialnia. Była tam jedna kanapa pod oknami i jedna na środku, wiele szafek, kuchenka, lodówka, itp. Na stole stał talerz z tostami z dżemem i karteczka:

Jak zjesz to poszukaj mnie poza pokładem.
Kocham

   Uśmiechnęłam się i ze smakiem schrupałam tosty. Tak jak napisał Jace wyszłam i zaczęłam się rozglądać. Pierwsze co zauważyłam, z przerażeniem, to że wszędzie dookoła jest woda. Zniknęło molo i plaża, wszędzie woda!
- Jace? – zaczęłam niepewnie wołać męża – Jace?! – spróbowałam głośniej ale dalej nic – Clary, uspokój się. Wszystko będzie dobrze. – mruknęłam i wzięłam parę głębokich oddechów – Raz, dwa… Jace zaraz się pojawi… Trzy. – ktoś złapał mnie od tyłu i podniósł.  Przerażona wrzasnęłam i zaczęłam się wyrywać, nagle zniknęły ramiona a pojawiła się zielononiebieska woda. Byłą wszędzie! Byłam jeszcze bardziej przerażona! Po chwili widziałam tylko ciemność a czułam tylko lekkie kołysanie…

[ Isabelle [

   Obudziłam się w ramionach mojego narzeczonego, ostrożnie wstałam i ubrałam szlafrok. Nie chciało mi się przebierać tylko po to żeby iść do kuchni. Cicho zamknęłam za sobą drzwi i poszłam w stronę wyżej wymienionego pokoju. Gdy byłam już przy drzwiach usłyszałam głos Adama i Helen, nie przejmując się weszłam do środka. Popatrzyli na mnie po czym wrócili do wcześniejszej rozmowy. Wyjęłam z lodówki sałatkę którą mama przygotowała specjalnie dla mnie mówiąc że „powinnaś się dobre odżywiać”, oczywiście Markus poparł ją i teraz byłam skazana na warzywka i owocki. Usiadłam na krześle i zaczęłam jeść. Po chwili talerz był pusty więc postanowiłam iść do salonu, brudne naczynie wstawiłam do zlewu.
   W salonie siedział Markus i Kamila. Usiadłam koło narzeczonego i zagadnęłam Kami:
- Jak się udał wczorajszy trening w deszczu?
- Lesli strasznie się cieszyła… Ja trochę mniej. – słysząc to roześmiałam się.
- Ale to będzie dla niej przygotowanie. A jak z przynależnością do stada Lucka? – zapytał Markus.
- Już dawno to załatwiłyśmy, jeszcze przed przyjściem listu do Clary.
   Siedzieliśmy tak jeszcze dłuższy czas aż mama zawołała nas na śniadanie. Usiadłam między Aline i Markusem, zjadłam wszystko co mi zaproponowali a jeszcze byłam głodna. Powiedziałam że już skończyłam i wstałam, w połowie drogi do drzwi zaczęło brakować mi powietrza. To było jakieś dziwne, czułam jakbym się topiła i dopiero po chwili uświadomiłam sobie że to nie ja się topie. Klęknęłam na podłodze, Maryse i Markus nachylali się nade mną.
- Clary. – wyjąkałam.
   Jeszcze chwile to trwało a później… nic. Nie czułam już nic, wiedziałam że Clary żyje ale chyba była bezpieczna.
- Izzy? Już ok.? – zapytała Aline.
- Tak. – pokiwałam głową wstając.
- Nie odbierając. – powiedział ze złością brat Clary – Miał ją pilnować! A jak coś się jej stało… - zaczął panikować, położyłam mu ręce na policzkach i zmusiłam do patrzenia na mnie.
- Wszystko jest dobrze, czuje to. – wskazałam na runę parabatai – Nic jej nie jest.

[ Jace [

   Obudziłem się rano koło mojego śpiącego Anioła, uśmiech sam zagościł na mojej twarzy. Wstałem tak żeby jej nie obudzić i ubrałem się po cichu. Założyłem kąpielówki i koszulkę. Najpierw zrobiłem sobie śniadanie i zjadłem je ze smakiem. Co by tu porobić?... Wiem!
   Postanowiłem wypłynąć na pełne morze. Poinformowałem strażnika molo że wypływamy i zasiadłem za sterami.
   Gdy byliśmy już w odpowiedniej odległości od brzegu zarzuciłem kotwicę i sprawdziłem co z Clary, spokojnie spała. Zrobiłem jej tosty i napisałem karteczkę żeby szukała mnie poza pokładem, byłem ciekawy czy zrozumie o co chodzi. Wyszedłem na świeże, morskie powietrze. Zdjąłem koszulkę i rzuciłem ją na najbliższy leżak, jednym susem wskoczyłem do wody. Była idealna do pływania.
   Po jakimś czasie usłyszałem jak ktoś krząta się po kuchni. Wspiąłem się po drabince i schowałem za ścianą. Z kuchni wyszła Clary.
- Jace? – zaczęła mnie niepewnie wołać– Jace?! – spróbowała głośniej – Clary, uspokój się. Wszystko będzie dobrze. – mruknęła do siebie i wzięła parę głębokich oddechów – Raz, dwa… Jace zaraz się pojawi… Trzy. – złapałem ją i podniosłem. Krzyknęła i zaczęła się wyrywać, podszedłem do barierki i bezceremonialnie wyrzuciłem przez nią moją żonę.
   Minęła chwila, dwie, trzy… Dlaczego ona się nie wynurza?!
- Cholera! – wskoczyłem do wody i odszukałam ją.
   Była niedaleko mnie, nieprzytomna. Jeszcze raz zakląłem ale tym razem w myślach. Złapałem ją i wypłynąłem na powierzchnie, delikatnie ułożyłem ją na deskach pokładu i wspiąłem się po drabince. Byłem strasznie spanikowany, nie dość że jest nieprzytomna to jeszcze przeze mnie!
   Chwyciłem Stellę i nakreśliłem na jej ramieniu runę uzdrawiającą. Zaczęła kaszleć dlatego pomogłem jej siąść, wypluła całą wodę i popatrzyła na nie wzrokiem który mógłby zabić. Dziwne że była w stanie tak patrzeć, przecież przed chwilą się topiła! Nic nie mówiąc wstała ale zachwiała się i musiałem ją przytrzymać. Dalej nic nie mówiąc chwyciła swój kapelusz który spadł z jej głowy gdy ją złapałem, weszła do kuchni. Po chwili wyszła w kapeluszu i okularach przeciwsłonecznych, ominęła mnie szybkim krokiem i położyła się na najdalszym leżaku. A ja stałem nie wiedząc co zrobić, błagać o przebaczenie czy zacząć się śmiać z jej obrażonej miny?

------------------------------------------
No i co?
Dzisiaj jeszcze jeden rozdział dzisiaj... Też będzie podobny jeśli chodzi o nudę.
Ps. Coś mi się pomieszało z tymi zdjęciami.
Wika

Rozdział 13

Wiem że tu też jest nudno ale potrzebuje takiej chwili żeby później mogło się dziać.

Miłego czytania!

Rozdział 13
[ Isabelle [

   Siedziałam z Markusem w salonie czekając na Aline i Helen. Powinny już być a ty… Nic! Zaraz mieliśmy zasiadać do obiadu…
   Nagle usłyszałam jakieś kroki w korytarzu, poprosiłam Markusa żeby poszedł sprawdzić.
- Jak Obrze że już jesteście! – usłyszałam głos mojej mamy – Zaraz będzie obiad. – poinformowała.
- Dziękujemy ale najpierw chciałyśmy zobaczyć się z Isabelle. – to był na pewno głos Aline.
- Ja was zaprowadzę, a tak w ogóle to jestem Markus. – przedstawił się mój narzeczony.
- Alin.
- Helen.
- Chodźcie już bo zaraz będziemy nakrywać a znając was, dziewczyny, to chcecie poplotkować. – zaśmiał się Markus.
- Adam! Zabierz ich bagaże! – krzyknęła Maryse.
- Dobrze, kochanie! – odkrzyknął.
   Parę minut później w rogu salonu stanęła Aline, Helen i Markus.
- Izzy! – pisnęły obydwie i rzuciły mi się na szyje, później usiadły po obydwóch mich stronach na kanapie.
- Co tam u was? – zapytałam.
- Po staremu. – odparła Helen.
- A, jak twoja rodzina?
- Emma i Julian mieli już ceremonie, na zdjęciach wyglądają ślicznie. – zachwycała się – Zresztą mam jedno… - podała mi kartkę.
   Na zdjęciu Julian obejmował Emmę i z uśmiechem wskazywali na swoje nowe runy.
- Naprawdę tworzyliby piękną parę… - westchnęła Aline – Ale teraz już nie mogą.
- Zobaczysz jak będą starsi i będą chcieli być razem to wymyślą sposób. – pocieszyła ją Helen.
- Będą mogli nawet szybciej niż przypuszczacie. – mruknęłam.
- Co? – zapytały zdziwione, jak często mówią w tym samym czasie?
- Clary ostała zlecenie od twojej matki… - zwróciłam się do Aline – Ma napisać nowy kodeks.
- To przecież super! – pisnęły – Możemy pomóc.
- Jak chcecie. – wzruszyłam ramionami.
- A gdzie ona jest? – zapytała blondynka.
- W Hiszpanii. – wtrącił Markus.
- Naprawdę? Nie powiedziała mi gdzie jednie. – mówiłam tonem obrażonego dziecka.
- Sama nie wiedziała, Jace ją spakował, załatwił czarownika i załatwił inne rzeczy z tym związane. – wytłumaczył – Dowiedziała się dopiero na miejscu.
- Acha… Jace wykorzystał to że Jocelyn zabrała Ami. – pokiwałam głową z aprobatą.
- Kto to Ami? – zdziwiła się czarnowłosa.
- Ach, przecież wy nic nie wiecie! Zaraz wam wszystko opowiem! – opowiedziałam im wszystko, o tym Jak Clary zaszła w ciążę, jak przyjechał Markus, jak Jace został wilkołakiem i Clary go odmieniła, o Adamie, o tym jak Alec i Magnus wyjechali do Włoch, o córce i ślubie Herondala, o tym jak Markus mi się oświadczył i o mojej ciąży – A teraz Amandę zabrała Jocelyn z Luckiem na farmę a Jace postanowił to wykorzystać. – zaśmiałam się.
- Dzieci, obiad!

[ Clary [

   Zanim weszliśmy na molo Jace porozmawiał z jakimś mężczyznom który dał mu kluczę. Gdy szliśmy między łódkami obserwowałam lekkie falę i światło odbijające się w tafli. Woda była dla mnie z jednej strony piękna i fascynująca, a z drugiej… zawsze się jej bałam. Nie to ze bałam się jakieś durnej kałuży albo wody w wannie, ale gdy widziałam otwarte morze od razu tchórzyłam.
   Jace przystanął przed pięknym jachtem i powiedział że to nasz. Byłam trochę zaskoczona bo spodziewałam się czegoś skromniejszego a tu… proszę! Jace wytłumaczył mi że jacht należał kiedyś do jego ojca i był przycumowany we Włoszech ale mój mą uznał ze Hiszpania będzie lepszym wyborem.
- Możemy wypłynąć na pełne morze i zacumować, co ty na to? – zapytał kiedy byliśmy już na pokładzie, pokiwałam tylko głową – Podoba ci się?
- Tak. – szepnęłam złączając nasze usta w namiętnym pocałunku.
- Czyli koniec mojej kary za wrzucenie cię do wody? – zapytał gdy trochę się od siebie odsunęliśmy.
- Dzięki za przypomnienie… na dzisiaj koniec ale jutro znowu będę zła. – obiecałam – A teraz pocałuj mnie. – spełnił mój rozkaz aż za dobrze…

[ Helen [

   Obudziłam się wtulona w moją ukochaną. Spała tak słodko że postanowiłam jej nie budzić i cicho wstałam. Wzięłam ubrania, weszłam do łazienki i pierwsze o czym pomyślałam to „prysznic”. Zdjęłam koszulę nocną i zamknęłam się za przeźroczystymi ściankami kabiny, zimna woda rozbudziła mnie do tego stopnia że poczułam głód.
Helen   Westchnęłam wycierając ciało.  Ubrałam dżinsowe rurki, luźną bluzkę z nadrukowanymi ustami i czarne trampki. Rozczesałam i  włosy, zostawiłam je rozpuszczone. Wyszłam z łazienki i zauważyłam że Aline jeszcze śpi, założyłam jej bluzę. Przez chwilę upajałam się jej morelowym zapachem a później postanowiłam iść do kuchni.
   Wyjęłam z lodówki serek z leśnymi owocami, otworzyłam go i zatopiłam w nim łyżeczkę.
- Dzień dobry. – usłyszałam głos za sobą – Adam. – przedstawił się mężczyzna podając mi rękę, uścisnęłam ją wcześniej odkładając jedzenie.
- Helen. – uśmiechnęłam się – Pan jest…
- Narzeczonym Maryse. – powiedział z uśmiechem.
- A co z panem Robertem? – zapytałam nieco zdziwiona.
- Były mąż mojej narzeczonej. – westchnął a ja wzięłam kolejną łyżeczkę do ust – To długa historia ale przynajmniej cieszę się że mam kontakt a Alekiem, moim synem. – zakrztusiłam się.
- C… co?

---------------------------------------------------
Tak, tak... wiem że jest nudno ale tak jak pisałam wyżej potrzebuje paru rozdziałów spokojnych żeby później mogło się dziać.
Wika

Jestem i LBA !!

Nareszcie wszystko jest naprawione!
Wróciłam i od razu dostałam dwie nominacje!


Bardzo dziękuje MartynaR (jej blog) i Veronica Hunter (jej blog) za nominacje.
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Pytania od Martyny:

1. Pierwsza przeczytana książka?
- Jeśli taka która rzeczywiście mi się podobała to... DA.

2. Gdybyś mogła wybrać jeden świat z książki, to który?
- Niektóre światy w książkach są super ale wydaje mi się że gdyby coś takiego istniało na prawdę to trochę by mnie to przerosło.

3. Zgubiłaś się w ciemnym lesie. Nagle zauważasz światło, więc biegniesz w jego kierunku. Kiedy już tam docierasz, widzisz swojego książkowego męża. Jak reagujesz?
- Uszczypnęłabym się i obudziła. ☺

4. Ulubiony cytat/motto z książki?
- Mam jeden cytat i jest o dla mnie szczególny ale gdy moja koleżanka go usłyszała stwierdziła że jestem walnięta, brzmi on:
"A ty patrzysz na mnie tymi zielonymi oczami, podczas gdy życie wycieka między moimi palami."

5. Zemdlałaś. Budzisz się w białym pomieszczeniu. Na przeciwko ciebie stoi wysoki mężczyzna w poplamionym krwią fartuchu. Rozmawiacie. Jako, że rozmowa była nieprzyjemna odchodzisz, nic nie mówiąc mężczyźnie. Wychodzisz z pokoju, a gdy wracasz, tajemniczej osoby nie ma. Znajdujesz tylko kilka martwych ciał, które tworzą koło. W jego środku stoi jeden z twoich książkowych mężów. Cieszysz się, że go widzisz, czy może boisz się go, bo myślisz, że jest mordercą i może zrobić ci krzywdę?
- Stwierdzam że to nie dzieje się na prawdę i wychodzę z pokoju. ☺

6. Masz świadomy sen, którego jesteś główną bohaterką. Towarzyszy ci <imię twojego ulubionego fikcyjnego męża>. Nagle się budzisz, a dookoła ciebie jest ta sama okolica, co we śnie, a obok ciebie leży twój mąż. Jak reagujesz?
- Zaczynam wrzeszczeć na niego i pytać co on sobie wyobraża. ☺☺☺☺

7. Wymyśl nazwę dla swojego klubu książek.
- Zwariowany klub wariatki!

8. Twoje największe marzenie (możliwe do spełnienia).
- Zostać weterynarzem i umieć świetnie jeździć konno.

9. Właśnie napisałaś książkę. Jaki ona ma tytuł? O czym jest? Do jakiego rodzaju należy (fantastyka, romantyka, akcja, kryminał...)?
- Fantastyka, może trochę romans. Na pewno będzie o jakimś świecie w którym występują wilkołaki. A tytuł bym musiała wymyślić już jak bym ją napisała. ☺

10. Jak byś zareagowała, gdybyś nagle spotkała na ulicy chłopaka podobnego wyglądem do twojego fikcyjnego męża, lecz różniącego się od niego cechami charakteru?
- W zależności, jeśli jego charakter byłby lepszy to skakałabym z radości (☺♥☺) a jeśli byłby gorszy to zostawiłaby go w spokoju i dalej żyła swoim życiem. Dla mnie nie jest najważniejszy wygląd, nawet bohatera w książce.

Pytania od Veroniki:

1. Którą książkową postać chciałabyś ożywić i poznać? Dlaczego?
- Imogen (babcia Jace'a) Herondale, chciałabym ją zapytać jak to jest oddać za kogoś życie bo wątpię żebym kiedyś się dowiedziała.

2. Zgubiłaś szklany pantofelek, kto jest twoim księciem (postać książkowa)?
- Nie mam, już tak dużo ich poznałam że wole wymyślić sobie swojego własnego.

3. Owoce czy warzywa?
- Z owoców tylko jabłka a warzywa wszystkie.

4. Wysoki czy płaski obcas?
- Średni, najlepiej koturny.

5. Filmy czy seriale?
- Filmy.

6. Gdzie najczęściej kupujesz książki?
- Empik.

7. Ile czasu już prowadzisz bloga?
- Ok. 3,5 miesiąca.

8. Ile czasu (mniej więcej) zajmuje ci pisanie rozdziału z przerwami?
- Raczej przerw nie robię... Jak porządnie się skupię i w moim pobliżu nie będzie mojego tatusia to jakieś... półgodziny? Może, do końca nie wiem. To też zależy od tego jaki jest ten rozdział i ile mam weny.

9. Dlaczego ta tematyka bloga?
- Bo kocham DA!

10. Pisianie to twoja pasja czy bardziej hobby?
- Bardziej Hobby.

----------------------------------------------------
Wiem że dawno nikoo nie nominowałam ale dzisiaj też nie będę nominować bo wolę się skupić na pisaniu rozdziału i wstawić go jak najszybciej skoro już mogę.
-----------------------------------------------------
Wika

czwartek, 11 czerwca 2015

Przepraszam!!!!!!

Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! 

Przepraszam że nie było rozdziału ale coś stało się z moim internetem, niestety nie wiem kiedy wróci do normy ale mam nadzieje że jak najszybciej.

Jak tylko będę mogła to nadrobię zaległe rozdziały (teraz piszę je na kompie a później wstawię na bloga).
Mam nadzieje że ten post będzie widoczny bo wstawiam go już ok 7 raz.

Mam nadzieje że poczekacie.

Wika


poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 12

Dedykuje ten rozdział Danucie Piłce za uświadomienie mnie o pewnym mieście w Hiszpanii, przydała mi się ta informacja w tym rozdziale. ☺

Miłego czytania!

Rozdział 12
[ Aline [

- Helen!!
- Tak?! – odezwała się moje ukochana zza drzwi łazienki.
- Gdzie moja kosmetyczka?!
- Jest w tej bordowej walizce! – zaczęłam grzebać między ubraniami, nic.
- Nie ma! – krzyknęłam lekko zdenerwowana. Za dwadzieścia minut ma być gotowy portal a my jeszcze niegotowe.
- Zobacz w tej z niebieskimi kwiatkami! – zaczęłam szukać i jest.
- Dobra, już mam! – krzyknęłam szczęśliwa.
   Heli właśnie wyszła z łazienki w stroju bojowym, też byłam w nim ale ja upięłam włosy a ona zostawiła rozpuszczone.
- Musimy już iść. – stwierdziła chowając do walizki szczoteczkę do zębów – Je wezmę te dwie a ty tamtą. – powiedziała wskazując na walizki.
- Dobra. – po chwili byłyśmy już z całym bagażem na dole. Podeszła do nas Nina. Była kobietą w podeszłym wieku, opiekowała się nami i innymi którzy przyjechali się „uczyć”.
- Będzie mi was brakować. – powiedziała ze łzami w oczach, przytuliła nas.
- Nam ciebie też. – odpowiedziałyśmy chórem, zachichotałyśmy.
- Byłyście najfajniejszymi dziewczynami jakie tu gościłam. – powiedziała z uśmiechem – Odwiedzicie mnie kiedyś?
- Oczywiście! – krzyknęłam i jeszcze raz przytuliłyśmy się – Musimy już iść, zaraz będzie portal. – Heli pokiwała głową na zgodę.
   Po chwili na ścianie otworzył się niebieski portal przez który przeszłyśmy myśląc o Nowym Jorku…

[ Clary [

   Znaleźliśmy się na dachu jakieś wierzy, widok był oszałamiający. Na dole było pięknie oświetlone miasto… po prostu cudowne!
- Jace! Tu jest pięknie! – krzyknęłam rzucając się na niego – Ale, gdzie my w ogóle jesteśmy?
- W Alicante. – odpowiedział z uśmiechem przyciągając mnie jeszcze mocniej.
- Ale przecież… - zaczęłam ale przerwał mi pocałunkiem.
- W Hiszpanii. – dodał.
- Tu jest naprawdę pięknie! – westchnęłam podchodząc do murku – Kocham cię. – przytulił się do moich pleców obejmując mnie w pasie.
- Ja ciebie też.

[

   Po jakimś czasie zeszliśmy z wierzy i udaliśmy się do miasta. Wszędzie były klampy i wszystko było w takich żywych barwach, nie mogłam się nacieszyć. Spacerowaliśmy tak jakąś godzinę aż w końcu Jace zaproponował:
- Może chodźmy już bo jestem zmęczony. – powiedział, zgodziłam się kiwnięciem głową i ruszyłam na nim w stronę plaży.
- Jace? – zapytałam wtulając się w jego ramie.
- Hmm? – spojrzał na mnie tymi swoimi złotymi oczami w których od razu chciałam się zatopić.
- Dlaczego idziemy w stronę plaży? – zaśmiał się lekko.
- Zobaczysz. – mruknął.
- Ale chyba nie będziemy spać na piasku, prawda? – teraz już śmiał się otwarcie.
- Nie… nie będziemy. – wydukał między śmiechem.
- To dobrze. – mruknęłam.
   Doszliśmy na plażę, o dziwo była ona prawie pusta. Tylko  jedna kobieta siedziała na murku i wpatrywała się w morze. Zdjęłam buty i ruszyłam dalej za Jace’em. Przeszłam kawałek po wodzie wpływającej na plażę i uśmiechnęłam się czując ulgę od gorącego piasku. Gdy mój mąż zauważył co robię podszedł do mnie z łobuzerskim uśmiechem, wiedziałam co to oznacza.
- Nie, nie, nie, nie. – mówiłam kręcąc głową, mimo moich słów wziął mnie na ręce – Jace! Puść! Nie chcesz tego zrobić!! Wyciągnę konsekwencje!
- Jakie konsekwencje, kochanie? – uśmiechnął się całując mnie – Myślę że przeżyje. – mruknął i wypuścił mnie ze swoich ramion.
- Jace! – pisnęłam – Masz przechlapane!
   Naburmuszona wstałam i wyszłam z wody, ruszyłam brzegiem z założonymi rękami.
- Claaary! – usłyszałam jak przeciąga słodko moje imię i już miałam się odwrócić ale przypomniałam sobie że muszę być na niego zła – No chodź, jacht czeka. – tym zdaniem nakłonił mnie do powrotu.
   Podbiegłam do niego i ucałowałam w policzek.
- Wspaniale! Chce mi się już spać, więc chodź! – zrobił trochę niezadowoloną minę ale pociągnął mnie w stronę molo.

---------------------------------------------------
Rozdział znowu o niczym... Ale przynajmniej Helen i Aline się wprowadzają.
Hmm...
Co mam jeszcze powiedzieć?
Aaa, już znalazłam odpowiednią nazwę dla tego czegoś (w ostatnim poście zadałam pytanie). Bardzo dziękuje wszystkim którzy chcieli pomóc!
To chyba wszystko...
Tak! Pozdrawiam!
Wika

sobota, 6 czerwca 2015

Pytanie!


Mam do was takie małe pytanie.
W sumie sama powinnam to wymyślić ale jakoś nie umiem na nic wpaść.

Jak nazwać tego stwora?
Tzn. to coś co zaatakowało Clary i tą kobietę.
Wymyśliłam już wszystko związane z tym oprócz nazwy... wszystkie które wymyślam jakoś mi się nie podobają.
POMOCY!!

Piszcie w komentarzach, jak to coś można nazwać?
Imogen Herondale

Rozdział 11

Na Anioła! Nareszcie! Mam nowy rozdzialik! Mam nadzieje że się spodoba!

Miłego czytania!

Rozdział 11
[ Clary [

   W salonie przywitała mnie Marys, uśmiechała się od ucha do ucha.
- Coś się stało? – zapytała gdy mnie zauważyła.
- Nie znalazłam brata i coś mnie zaatakowało. – odpowiedziałam sięgając po jabłko.
- Na Anioła! Dziecko, co cię zaatakowało? Jak je pokonałaś? Miałaś ze sobą broń? – zasypała mnie gradem pytań.
- Spokojnie… - opowiedziałam jej o pierwszym spotkaniu, tym z rana i tym z przed chwili.
- Dlaczego wcześniej nie powiedziałaś? Nie powinnaś iść sama. – stwierdziła.
- Musiałam znaleźć brata! – krzyknęłam oburzona, dopiero po chwili zdałam sobie sprawę że podniosłam głos – Przepraszam, nie powinnam się unosić.
- Rozumiem, jesteś zdenerwowana. – powiedziała a po chwili dodała – Markus jest u Isabelle.
- Co? Jest w Instytucie? – zapytałam zszokowana.
- Tak… - przerwał jej Markus wchodzący do salonu.
- Markus! – krzyknęłam szczęśliwa, podbiegłam do niego i przytuliłam. Na początku zszokowany nie poruszył się ale po chwili oddał uścisk – Tak się cieszę że nic ci nie jest. – wyszeptałam.
- Coś się stało? – zapytał gdy odsunęliśmy się od siebie.
- Clarissę zaatakowano dzisiaj już drugi raz. – powiedziała mama Iz.
- Co? – zapytał Markus, widziałam jak jego oczy zmieniają wyraz na troskę – Co się stało?
- Maryse, możesz mu opowiedzieć? – kiwnęła głową – Idę spakować się na wyjazd. – powiedziałam wychodząc.
- Jaki wyjazd?! – krzyknął Markus.
- Maryse ci wszystko wytłumaczy! – krzyknęłam wchodząc po schodach.

   Weszłam do pokoju, zdziwiły mnie dwie walizki stojące tuż koło drzwi.
- Jace? – zawołałam w głąb pokoju – Jesteś tu?!
- Zaraz wyjdę! – odkrzyknął zza drzwi łazienki.
   Westchnęłam i podeszłam do szafy, przecież muszę się przebrać.
- Jace?!
- Tak?! – znów odezwał się zza drzwi – O co chodzi?
- Gdzie my jedziemy?
- Niespodzianka!
- Ale muszę wiedzieć jak się ubrać. – jęknęła zrezygnowana.
- Mogę powiedzieć ci tyko tyle że tam jest bardzo ciepło. – powiedział zjawiając się w drzwiach łazienki – Może założyłabyś jakąś sukienkę? – zapytał z łobuzerskim uśmiechem.
- A to niby czemu?
- Wiesz… - mrugnął – Łatwiej mi będzie zdjąć ją z ciebie. – wyszeptał na co się zarumieniłam – Za półgodziny czarownik otworzy portal, ok.?
- Dobrze, teraz idę wziąć prysznic i przebrać się. – powiedziałam przechodząc koło niego.
   Chciałam już zamknąć drzwi kiedy złapał mój nadgarstek i pociągnął. Wpadłam w jego ramiona, nasze usta się zderzyły tak jak przy pierwszym pocałunku. Ale teraz każde z nas zareagowało szybciej, pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny gdy postanowiłam go przerwać.
Clary- Idę się przebrać bo nie zdążymy. – powiedziałam unikając jego ręki, chciałam się z nim trochę podroczyć. Zrobił niezadowoloną minę ale kiwnął głową na zgodę.
   Wzięłam szybki prysznic i ubrałam miętową, zwiewną sukienkę, koturny w kwiaty i, mimo zapewnień Jace’a, czarne bolerko. Usta pomalowałam bladoróżową szminką, pomalowałam rzęsy a powieki musnęłam cieniem. Jeszcze założyłam kolczyki, spryskałam się słodkimi perfumami i spakowałam torebkę.
   Wyszłam uśmiechnięta z łazienki, rozglądnęłam się po całym pokoju ale mojego męża nigdzie nie było. Zeszłam na duł słysząc z salonu głośny śmiech.
- Mówię ci, będzie zachwycona! – pisnął głos, to na pewno Isabelle.
- Myślisz że Hiszpania to dobry pomysł? – zapytał Jace.
   Hiszpania? Zabiera mnie do Hiszpanii?! Chciałam skakać z radości i piszczeć ale musiałam się powstrzymać, udawać że nic nie słyszałam. Uchyliłam drzwi i weszłam do środka.
- Jak pięknie wyglądasz. – pisnęła Izzy, siedziała na kanapie wtulona w Markusa.
- Dale nie powiesz mi, gdzie jedziemy? – zapytałam pełna nadziei.
- Nie. – odparł krótko z uśmiechem – Mam nadzieje że, nie masz choroby morskiej?
- Nie, gdybym miała to przegralibyśmy z… - zatrzymałam się nie chcąc przypominać wszystkim o moim ojcu.
- Jest już portal! – dobiegł nas krzyk Kamili z dworu.
- Już idziemy! – odkrzyknął Jace.
   Pożegnaliśmy się z Izzy i Markusem, zeszliśmy na dół i zrobiliśmy to samo z Maryse, Adamem, Lesli i Kami. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, chyba wiedzieli, w przeciwieństwie o mnie, gdzie się wybieramy. Stanęliśmy przed portalem, popatrzyliśmy sobie w oczy i spletliśmy palce rąk. Następnie razem weszliśmy w niebieskie „światło”, nieznane otworzyło dla nas bramę…

---------------------------------------
I znowu krótki... Nie wiem ile jeszcze tak będzie ale teraz rozdziały będą częściej (jest w gadżecie wypisane w które dni). Mi osobiście nie podoba się zresztą tak jak większość ostatnio...
Co jeszcze?
Następny rozdział będzie w poniedziałek bo jutro wyjeżdżam nad jezioro i nie będę miała neta.
Pozdrawiam i mam nadzieje że już niedługo będę miała więcej czasu na pisanie!
Wika

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 10

Hej, ho, hej, ho, do pracy by się szło! ☺ Mam nowy rozdzialik i jestem w super humorze (po za tym że jestem chora) bo mam dostać nową książkę na którą czekam już prawie miesiąc (dopiero od dzisiaj jest możliwy jej zakup w empiku).

Miłego czytania!

Rozdział 10
[ Clary [

  Następne pół dnia minęło w miarę normalnie. Isabelle obudziła się ale posłusznie leżała w łóżku, ciągle pytała o Markusa, nikt nie odważył się powiedzieć jej co się stało. Mary przesiadywała w swoim pokoju a Lesli i Kami wyszły potrenować w parku pomimo deszczu. Marys i Adam wrócili i opowiedzieli nam rozmowę z Jią, nie byłam z niej zadowolona.
   Właśnie siedziałam przy biurku w swoim pokoju i wymyślałam nowe prawo. Amanda bawiła się motylkami i anielskim runami przywieszonymi nad jej kołyską, podeszłam do niej i już wyciągałam rękę żeby pobawić się z nią kiedy zadzwoniły dzwony Instytutu. Zostawiłam Ami samą i pobiegłam otworzyć drzwi. Za nimi stała mama i Luke który trzymał nad nią parasol.
- Mama? – zdziwiłam się.
- Przyjechaliśmy po moją wnuczkę. – powiedziała cała rozradowana.
- Jesteście pewni? Wydaje mi się że pogoda nie dopasuje. – stwierdziłam patrząc na chmury.
- Na farmie jest teraz cudowne słońce. – zapewnił Luke.
- No dobrze… - zgodziłam się z ociąganiem – A, kiedy mi ją oddacie?
- W sobotę, równo za tydzień.
- Nie martw się, będzie w dobrych rękach. – dodał wilkołak widząc że się waham.
- Man nadzieje. – mruknęłam.
- Jocelyn, idź po małą a ja przypilnuje Marcela. – powiedział Luke odchodząc.
- Dobrze! – uśmiechnęła się mama.
   Wpuściłam ją do Instytutu i zaprowadziłam do sypialni, otworzyłam drzwi. Od razu podeszłam do łóżeczka małej i wyjęłam ją.
- Masz wszystkie rzeczy potrzebne do opiekowania się nią? – zapytałam oddając córkę mamie.
- Tak, kochanie. Wiem jak opiekować się dziećmi, też taka kiedyś byłaś. – stwierdziła.
- Ma po mnie oczy i włosy, ale po Jace’ie rysy twarzy.
   Nagle drzwi łazienki otworzyły się i wyszedł Jace, w samym ręczniku. Mama odchrząknęła.
- Przepraszam. – powiedział mój mąż speszony – Tylko wezmę ubranie. – chwycił z szafy dżinsy i czarną koszulkę, wszedł z powrotem do łazienki. Czy mi się wydawało czy ON się zaczerwienił?
- Czasami jest słodki. – stwierdziła Jocelyn, zachichotałyśmy.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. – szepnęłam.
   Wyszłyśmy z pokoju i jeszcze pożegnałam się z nimi, wyjechali a ja długo im machałam. Nagle poczułam jak czyjeś ramiona obejmują mnie w talii, oznakowane i tak dobrze mi znane, Jace.
- Kochanie… - zamruczał, odwróciłam się w jego ramionach i dałam mu krótkiego całusa.
- Tak?
- Myślałem o małej wycieczce. – powiedział tajemniczo – Nic więcej nie powiem. – dodał gdy popatrzyłam na niego robiąc słodkie oczka.
- Na pewno? Nie dasz się przekonać? – pokręcił głową, westchnęłam zrezygnowana – Zgadzam się ale… - droczyłam się z nim.
- Ale?
- Pocałuj mnie. – nakazałam a on bardzo sumiennie spełnił polecenie.

[ Markus [

   Tułałem się po mieście, nie wiedziałem ile czasu już minęło ale nie miałem ochoty wracać. Oczywiście chciałem przytulić Izzy i sprawdzić czy wszystko dobrze ale bałem się że mnie odrzuci. Minąłem właśnie kolejny sklep kiedy coś sobie uświadomiłem, muszę przepraszać do skutku!

[

   Po godzinie byłem pod Instytutem. Otworzyłem drzwi i poszedłem do kuchni, była tam Maryse, Adam, Kamila i Lesli.
- Gdzie reszta? – zapytałem.
- Jace pakuje się, Clary chyba wyszła pobiegać, Isabelle dalej leży w swoim pokoju a Mary wyszła gdzieś i powiedziała że wróci późno. – wyjaśniła mama Iz.
- Dziękuje. – gdy wychodziłem coś przykuło moją uwagę – Jak to Jace się pakuje?
- Tak, Jocelyn zabrała Ami na farmę więc młodzi postanowili wykorzystać ten czas wspólnie i wyjeżdżają na tydzień. – poinformował Adam.
- Dobrze. – mruknąłem wychodząc.
   Poszedłem do pokoju i grzecznie zapukałem. Nic nie usłyszałem więc lekko uchyliłem drzwi, moja narzeczona spała zwinięta w kłębek na środku łóżka. Po cichutku wszedłem do środka i zamknąłem drzwi, przykryłem ukochaną kołdrą i usiadłem na krześle. Nawet nie zauważyłem kiedy zasnąłem…

[ Clary [

   Jace powiedział że nas spakuje a ja musiałam dowiedzieć się gdzie jest mój brat. Przebrałam się i wyszłam z Instytutu. Szukałam wszędzie, od parku aż do mostu. Dalej raczej nie poszedł bo nie zna Nowego Jorku. Gdzie on się podział?
   Wróciłam do parku i usiadłam na ławce, nie mogłam odpocząć bo usłyszałam krzyk. Zerwałam się z miejsca i pobiegłam w tamtą stronę. Na ziemi leżała jakaś kobieta, stała nad nią zakapturzona postać i wpatrywała się w jej twarz. Wiał bardzo mocny wiatr, przypomniał mi o moim ostatnim spotkaniu z tym „czymś”. Wyjęłam sztylet zza paska i rzuciłam nim w stwora, odskoczył od kobiety z krzykiem, nie, to nie był krzyk, to był ryk czegoś nienaturalnego. Pomogłam kobiecie wstać i przyjrzałam się czy nie ma żadnego uszczerbku na zdrowiu, nic. W tym czasie czarna postać uciekła.
   Co to jest? Dlaczego atakuje tylko w tym parku? Co chce zrobić? Przecież żaden podziemny by nie zaatakował w ten sposób! – myślałam wracając do domu. Byłam zmartwiona bo nie znalazłam brata a ta poczwara grasuje po mieście.

----------------------------------------
I jak się podoba? Znowu krótki ale przynajmniej jest.
Zgadujcie, kto zaatakował najpierw Clary a później tą kobietę?
Może zgadniecie ale wątpię...
Niestety następny rozdział będzie dopiero w sobotę, też mi przykro ale jakoś tak mi się wszystko zagmatwało.
Kocham was, Nefilim!
Wika