sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 11

Na Anioła! Nareszcie! Mam nowy rozdzialik! Mam nadzieje że się spodoba!

Miłego czytania!

Rozdział 11
[ Clary [

   W salonie przywitała mnie Marys, uśmiechała się od ucha do ucha.
- Coś się stało? – zapytała gdy mnie zauważyła.
- Nie znalazłam brata i coś mnie zaatakowało. – odpowiedziałam sięgając po jabłko.
- Na Anioła! Dziecko, co cię zaatakowało? Jak je pokonałaś? Miałaś ze sobą broń? – zasypała mnie gradem pytań.
- Spokojnie… - opowiedziałam jej o pierwszym spotkaniu, tym z rana i tym z przed chwili.
- Dlaczego wcześniej nie powiedziałaś? Nie powinnaś iść sama. – stwierdziła.
- Musiałam znaleźć brata! – krzyknęłam oburzona, dopiero po chwili zdałam sobie sprawę że podniosłam głos – Przepraszam, nie powinnam się unosić.
- Rozumiem, jesteś zdenerwowana. – powiedziała a po chwili dodała – Markus jest u Isabelle.
- Co? Jest w Instytucie? – zapytałam zszokowana.
- Tak… - przerwał jej Markus wchodzący do salonu.
- Markus! – krzyknęłam szczęśliwa, podbiegłam do niego i przytuliłam. Na początku zszokowany nie poruszył się ale po chwili oddał uścisk – Tak się cieszę że nic ci nie jest. – wyszeptałam.
- Coś się stało? – zapytał gdy odsunęliśmy się od siebie.
- Clarissę zaatakowano dzisiaj już drugi raz. – powiedziała mama Iz.
- Co? – zapytał Markus, widziałam jak jego oczy zmieniają wyraz na troskę – Co się stało?
- Maryse, możesz mu opowiedzieć? – kiwnęła głową – Idę spakować się na wyjazd. – powiedziałam wychodząc.
- Jaki wyjazd?! – krzyknął Markus.
- Maryse ci wszystko wytłumaczy! – krzyknęłam wchodząc po schodach.

   Weszłam do pokoju, zdziwiły mnie dwie walizki stojące tuż koło drzwi.
- Jace? – zawołałam w głąb pokoju – Jesteś tu?!
- Zaraz wyjdę! – odkrzyknął zza drzwi łazienki.
   Westchnęłam i podeszłam do szafy, przecież muszę się przebrać.
- Jace?!
- Tak?! – znów odezwał się zza drzwi – O co chodzi?
- Gdzie my jedziemy?
- Niespodzianka!
- Ale muszę wiedzieć jak się ubrać. – jęknęła zrezygnowana.
- Mogę powiedzieć ci tyko tyle że tam jest bardzo ciepło. – powiedział zjawiając się w drzwiach łazienki – Może założyłabyś jakąś sukienkę? – zapytał z łobuzerskim uśmiechem.
- A to niby czemu?
- Wiesz… - mrugnął – Łatwiej mi będzie zdjąć ją z ciebie. – wyszeptał na co się zarumieniłam – Za półgodziny czarownik otworzy portal, ok.?
- Dobrze, teraz idę wziąć prysznic i przebrać się. – powiedziałam przechodząc koło niego.
   Chciałam już zamknąć drzwi kiedy złapał mój nadgarstek i pociągnął. Wpadłam w jego ramiona, nasze usta się zderzyły tak jak przy pierwszym pocałunku. Ale teraz każde z nas zareagowało szybciej, pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny gdy postanowiłam go przerwać.
Clary- Idę się przebrać bo nie zdążymy. – powiedziałam unikając jego ręki, chciałam się z nim trochę podroczyć. Zrobił niezadowoloną minę ale kiwnął głową na zgodę.
   Wzięłam szybki prysznic i ubrałam miętową, zwiewną sukienkę, koturny w kwiaty i, mimo zapewnień Jace’a, czarne bolerko. Usta pomalowałam bladoróżową szminką, pomalowałam rzęsy a powieki musnęłam cieniem. Jeszcze założyłam kolczyki, spryskałam się słodkimi perfumami i spakowałam torebkę.
   Wyszłam uśmiechnięta z łazienki, rozglądnęłam się po całym pokoju ale mojego męża nigdzie nie było. Zeszłam na duł słysząc z salonu głośny śmiech.
- Mówię ci, będzie zachwycona! – pisnął głos, to na pewno Isabelle.
- Myślisz że Hiszpania to dobry pomysł? – zapytał Jace.
   Hiszpania? Zabiera mnie do Hiszpanii?! Chciałam skakać z radości i piszczeć ale musiałam się powstrzymać, udawać że nic nie słyszałam. Uchyliłam drzwi i weszłam do środka.
- Jak pięknie wyglądasz. – pisnęła Izzy, siedziała na kanapie wtulona w Markusa.
- Dale nie powiesz mi, gdzie jedziemy? – zapytałam pełna nadziei.
- Nie. – odparł krótko z uśmiechem – Mam nadzieje że, nie masz choroby morskiej?
- Nie, gdybym miała to przegralibyśmy z… - zatrzymałam się nie chcąc przypominać wszystkim o moim ojcu.
- Jest już portal! – dobiegł nas krzyk Kamili z dworu.
- Już idziemy! – odkrzyknął Jace.
   Pożegnaliśmy się z Izzy i Markusem, zeszliśmy na dół i zrobiliśmy to samo z Maryse, Adamem, Lesli i Kami. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, chyba wiedzieli, w przeciwieństwie o mnie, gdzie się wybieramy. Stanęliśmy przed portalem, popatrzyliśmy sobie w oczy i spletliśmy palce rąk. Następnie razem weszliśmy w niebieskie „światło”, nieznane otworzyło dla nas bramę…

---------------------------------------
I znowu krótki... Nie wiem ile jeszcze tak będzie ale teraz rozdziały będą częściej (jest w gadżecie wypisane w które dni). Mi osobiście nie podoba się zresztą tak jak większość ostatnio...
Co jeszcze?
Następny rozdział będzie w poniedziałek bo jutro wyjeżdżam nad jezioro i nie będę miała neta.
Pozdrawiam i mam nadzieje że już niedługo będę miała więcej czasu na pisanie!
Wika

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 10

Hej, ho, hej, ho, do pracy by się szło! ☺ Mam nowy rozdzialik i jestem w super humorze (po za tym że jestem chora) bo mam dostać nową książkę na którą czekam już prawie miesiąc (dopiero od dzisiaj jest możliwy jej zakup w empiku).

Miłego czytania!

Rozdział 10
[ Clary [

  Następne pół dnia minęło w miarę normalnie. Isabelle obudziła się ale posłusznie leżała w łóżku, ciągle pytała o Markusa, nikt nie odważył się powiedzieć jej co się stało. Mary przesiadywała w swoim pokoju a Lesli i Kami wyszły potrenować w parku pomimo deszczu. Marys i Adam wrócili i opowiedzieli nam rozmowę z Jią, nie byłam z niej zadowolona.
   Właśnie siedziałam przy biurku w swoim pokoju i wymyślałam nowe prawo. Amanda bawiła się motylkami i anielskim runami przywieszonymi nad jej kołyską, podeszłam do niej i już wyciągałam rękę żeby pobawić się z nią kiedy zadzwoniły dzwony Instytutu. Zostawiłam Ami samą i pobiegłam otworzyć drzwi. Za nimi stała mama i Luke który trzymał nad nią parasol.
- Mama? – zdziwiłam się.
- Przyjechaliśmy po moją wnuczkę. – powiedziała cała rozradowana.
- Jesteście pewni? Wydaje mi się że pogoda nie dopasuje. – stwierdziłam patrząc na chmury.
- Na farmie jest teraz cudowne słońce. – zapewnił Luke.
- No dobrze… - zgodziłam się z ociąganiem – A, kiedy mi ją oddacie?
- W sobotę, równo za tydzień.
- Nie martw się, będzie w dobrych rękach. – dodał wilkołak widząc że się waham.
- Man nadzieje. – mruknęłam.
- Jocelyn, idź po małą a ja przypilnuje Marcela. – powiedział Luke odchodząc.
- Dobrze! – uśmiechnęła się mama.
   Wpuściłam ją do Instytutu i zaprowadziłam do sypialni, otworzyłam drzwi. Od razu podeszłam do łóżeczka małej i wyjęłam ją.
- Masz wszystkie rzeczy potrzebne do opiekowania się nią? – zapytałam oddając córkę mamie.
- Tak, kochanie. Wiem jak opiekować się dziećmi, też taka kiedyś byłaś. – stwierdziła.
- Ma po mnie oczy i włosy, ale po Jace’ie rysy twarzy.
   Nagle drzwi łazienki otworzyły się i wyszedł Jace, w samym ręczniku. Mama odchrząknęła.
- Przepraszam. – powiedział mój mąż speszony – Tylko wezmę ubranie. – chwycił z szafy dżinsy i czarną koszulkę, wszedł z powrotem do łazienki. Czy mi się wydawało czy ON się zaczerwienił?
- Czasami jest słodki. – stwierdziła Jocelyn, zachichotałyśmy.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. – szepnęłam.
   Wyszłyśmy z pokoju i jeszcze pożegnałam się z nimi, wyjechali a ja długo im machałam. Nagle poczułam jak czyjeś ramiona obejmują mnie w talii, oznakowane i tak dobrze mi znane, Jace.
- Kochanie… - zamruczał, odwróciłam się w jego ramionach i dałam mu krótkiego całusa.
- Tak?
- Myślałem o małej wycieczce. – powiedział tajemniczo – Nic więcej nie powiem. – dodał gdy popatrzyłam na niego robiąc słodkie oczka.
- Na pewno? Nie dasz się przekonać? – pokręcił głową, westchnęłam zrezygnowana – Zgadzam się ale… - droczyłam się z nim.
- Ale?
- Pocałuj mnie. – nakazałam a on bardzo sumiennie spełnił polecenie.

[ Markus [

   Tułałem się po mieście, nie wiedziałem ile czasu już minęło ale nie miałem ochoty wracać. Oczywiście chciałem przytulić Izzy i sprawdzić czy wszystko dobrze ale bałem się że mnie odrzuci. Minąłem właśnie kolejny sklep kiedy coś sobie uświadomiłem, muszę przepraszać do skutku!

[

   Po godzinie byłem pod Instytutem. Otworzyłem drzwi i poszedłem do kuchni, była tam Maryse, Adam, Kamila i Lesli.
- Gdzie reszta? – zapytałem.
- Jace pakuje się, Clary chyba wyszła pobiegać, Isabelle dalej leży w swoim pokoju a Mary wyszła gdzieś i powiedziała że wróci późno. – wyjaśniła mama Iz.
- Dziękuje. – gdy wychodziłem coś przykuło moją uwagę – Jak to Jace się pakuje?
- Tak, Jocelyn zabrała Ami na farmę więc młodzi postanowili wykorzystać ten czas wspólnie i wyjeżdżają na tydzień. – poinformował Adam.
- Dobrze. – mruknąłem wychodząc.
   Poszedłem do pokoju i grzecznie zapukałem. Nic nie usłyszałem więc lekko uchyliłem drzwi, moja narzeczona spała zwinięta w kłębek na środku łóżka. Po cichutku wszedłem do środka i zamknąłem drzwi, przykryłem ukochaną kołdrą i usiadłem na krześle. Nawet nie zauważyłem kiedy zasnąłem…

[ Clary [

   Jace powiedział że nas spakuje a ja musiałam dowiedzieć się gdzie jest mój brat. Przebrałam się i wyszłam z Instytutu. Szukałam wszędzie, od parku aż do mostu. Dalej raczej nie poszedł bo nie zna Nowego Jorku. Gdzie on się podział?
   Wróciłam do parku i usiadłam na ławce, nie mogłam odpocząć bo usłyszałam krzyk. Zerwałam się z miejsca i pobiegłam w tamtą stronę. Na ziemi leżała jakaś kobieta, stała nad nią zakapturzona postać i wpatrywała się w jej twarz. Wiał bardzo mocny wiatr, przypomniał mi o moim ostatnim spotkaniu z tym „czymś”. Wyjęłam sztylet zza paska i rzuciłam nim w stwora, odskoczył od kobiety z krzykiem, nie, to nie był krzyk, to był ryk czegoś nienaturalnego. Pomogłam kobiecie wstać i przyjrzałam się czy nie ma żadnego uszczerbku na zdrowiu, nic. W tym czasie czarna postać uciekła.
   Co to jest? Dlaczego atakuje tylko w tym parku? Co chce zrobić? Przecież żaden podziemny by nie zaatakował w ten sposób! – myślałam wracając do domu. Byłam zmartwiona bo nie znalazłam brata a ta poczwara grasuje po mieście.

----------------------------------------
I jak się podoba? Znowu krótki ale przynajmniej jest.
Zgadujcie, kto zaatakował najpierw Clary a później tą kobietę?
Może zgadniecie ale wątpię...
Niestety następny rozdział będzie dopiero w sobotę, też mi przykro ale jakoś tak mi się wszystko zagmatwało.
Kocham was, Nefilim!
Wika

wtorek, 2 czerwca 2015

Rozdział 9

Tak jak pisałam (w gadżecie po lewej na blogu) jest nowy rozdział! Mam nadzieje że się spodoba pomimo długości.

Miłego czytania

Rozdział 9
[ Clary [

   Na kanapie siedzieli moi rodzice! Podbiegłam do mamy i ją uściskałam ale odsunęłam się zaraz po tym jak przypomniałam sobie o Mary.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?! – wrzasnęłam.
- O co ci chodzi? – zapytała spokojnie – Nie rozumiem.
- Wytłumaczyć ci?! Chodzi o Mary! Mary Marynson!! Dziewczynę ze wzrokiem! – wrzeszczałam, mama podniosła ręce w geście poddania i usiadła – Teraz też mi nie powiesz?!
- Już!! Przestań! – krzyknął Luck wstając – Nie możesz odzywać się tak do matki!
- Ja… Wytłumacz mi to. – szepnęłam – Rozumiem że nie powiedziałaś mi o tym zanim dowiedziałam się o Świecie Cieni ale, dlaczego później o tym nie wspomniałaś?
- Bałam się że nie uwierzysz mi. – powiedziała patrząc na mnie ze łzami w oczach – Myślałam że powiesz mi że to niemożliwe, przepraszam.
- Och, mamo. – wpadłam w jej wyciągnięte ramiona i obydwie zaczęłyśmy szlochać – Kocham cię. – szepnęłam.
- Jocelyn, powinniśmy już iść. – powiedział Luck wstając – Wpadliśmy tylko żeby powiedzieć wam o tym że wróciliśmy i pojutrze zabieramy Ami na farmę.
- Co? – zapytałam zdziwiona.
- Chcemy zabrać małą na tydzień na farmę, żebyście wy mieli czas dla siebie i żeby ona trochę odpoczęła od miasta. – wytłumaczyła mama.
- Ale przecież niedawno wróciliśmy… (jakiś miesiąc temu – od aut.)
- Dobrze, mamy już plany. – powiedział Jace obejmując mnie w pasie, oparł brodę na czubku mojej głowy – Ale mam nadzieje że zwrócicie mojego małego szkraba. – zachichotaliśmy.
   Rozmawialiśmy jeszcze chwilkę a później odprowadziliśmy rodziców do windy i pożegnaliśmy się.

[

Clary    Obudziłam się cała zlana potem. Znów ten sen, czy on już do końca życia będzie mnie dręczył? Z westchnieniem wstałam i podeszłam do łóżeczka mojej córeczki, pięknie spała. Byłam zmęczona ale wiedziałam że nie zasnę, podeszłam do szafy. Wybrałam czarne legginsy, miętową bluzę i buty. Związałam włosy a na rękę włożyłam zegarek ze stoperem i cichutko wyszłam z pokoju.
   Jak najciszej zeszłam po schodach i wyszłam z Instytutu. Pobiegłam w stronę parku, wbiegłam na polane Łowców i zaczęłam robić ćwiczenia rozciągające.

   Ćwiczyłabym dłużej ale nagle zerwał się bardzo silny wiatr i przewróciłam się na trawę. Nade mną stanęła jakaś zakapturzona postać i wymamrotała coś po czym odeszła. To było dziwne.
   Szybko pozbierałam się i zaczęłam biec w stronę wyjścia z parku. Obróciłam się dopiero przy bramie. Nie było nikogo, nawet ducha. Obejrzałam się dokładnie dookoła ale nic dziwnego nie zauważyłam. Naciągnęłam kaptur na głowę i pobiegłam do „domu”.

[ Markus [

   Powoli budziłem się, głowę miałem położoną na kolanach. Siedziałem pod ścianą koło pokoju Izzy, tymczasowo także mojego. Gdy wyprostowałem głowę poczułem że czyjeś ramiona zaciskają się na mojej tali. Natychmiast odskoczyłem od Mary, obudziła się i popatrzyła na mnie zdziwiona.
- Coś się stało, kochanie? – zapytała słodko.
- C… co? Nie mów tak! – krzyknąłem przerażony. Co tu się stało?
- Wczoraj byłeś milszy. – oblizała znacząco usta.
- Co tu się stało? – zapytałem – Masz mi to zaraz wytłumaczyć! – wrzasnąłem.
   Z pokoju kawałek dalej usłyszałem płacz dziecka, obudziłem moją siostrzenice. Drzwi otworzyły się i wyszedł Jace, miał na sobie tylko spodnie od dresu i było mocno zdenerwowany.
- Co ty się dzieje? – zapytał starając się być opanowany, nie wychodziło mu to.
- Markus chce żebym mu wytłumaczyła jak nam było wczoraj dobrze. – powiedziała słodko. Ona jest taka przesłodzona… Ugh! Jace popatrzył na mnie zszokowany.
- Ja… - przerwała mi Mary wpijając się w moje usta. Zaskoczony wrosłem w podłogę, nie mogłem jej odepchnąć pomimo tego że każda moja cząsteczka o to wołała.
- Markus!! – usłyszałem krzyk mojej siostry i coś oderwało ode mnie blondynkę. Clary przewróciła ją na podłogę i stanęła nad nią we władczej pozie. W ręce trzymała sztylet, wpatrywała się z odrazą w oczy Mary. Schyliła się i, gdy myślałem że coś jej zroby, wysyczała jej do ucha – Myślałam że jesteś lepsza. – poderwała się i wbiegła do swojej sypialni.
- Kochanie… - zaczęła Mary kiedy pomogłem podnieść jej się podnieść.
- Zostaw mnie. – warknąłem, odwróciłem się na pięcie i odszedłem.

---------------------------------------
Jak podoba wam się akcja z Mary? Co tak naprawdę stało się w nocy między Markusem i Mary? Co to za "zjawa" którą spotkała Clary?
Przepraszam was za długość tego rozdziału ale tak jakoś wyszło...
Mam nadzieje że się zbytnio nie gniewacie! Postaram się to zrekompensować jutro rozdziałem!
Zapraszam na mojego drugiego bloga!
Wika

Ps. Dziękuje wszystkim za komentarze pod ostatnim postem i przypominam że:

Czytasz + komentujesz = mnie motywujesz!

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział 8

Tak jak napisałam jest nowy rozdział! Przypominam o zakładce "Kodeks!".

Miłego czytani!

Rozdział 8
[ Clary [

   Otworzyłam drzwi a za nimi stała Mary. Szok. Szok. Szok. Szok. Szok. Szok.
- Wpuścisz mnie czy mam tak moknąć? – zapytała gdy wpatrywałam się w nią dłuższą chwile.
- Markus!! – wydarłam się, Mary weszła przez drzwi a ja cofnęłam się przed nią jak przed upiorem – Markus!! – krzyknęłam jeszcze raz, tym razem bardziej rozpaczliwie.
- Co się stało, Clary? – zapytał podchodząc do mnie – Kim jest ta dziewczyna?
- Mary, koleżanka ze szkoły. – przedstawiła się podając mu rękę.
- Markus Morgenstern, brat Clary. – powiedział gdy uścisnęli sobie dłonie – Co cię do nas sprowadza?
- Śledziłam Clary i tego przystojniaka, dotarłam tutaj. Najpierw nie chciałam wchodzić ale rozpadało się. – wzruszyła ramionami.
- Ale jak ty widzisz Instytut? – zapytałam.
- Mam oczy to chyba widzę. – mruknęła zirytowana – Co to jest? – wskazała na mój policzek, pewnie czar przestał działać – O Boże! Ty masz Blizne na twarzy!
- Jakbym nie zauważyła. – mruknęłam odchodząc – Markus, zrób coś z nią! – krzyknęłam przez ramie.
- Ale co ja mam…
- Jesteś najstarszy! To twoja robota! – krzyknęłam wbiegając po schodach.

[ Markus [

   Clary zostawiła mnie samego z tą Mary, co mogę jej powiedzieć? Nie wiedziałem.
- Zaprosisz mnie do środka czy będziemy tak stali? – zapytała wpychając się do środka – Tu wygląda jak w średniowieczu. – prychnęła.
- Gdybyś była choć trochę mądra to wiedziałabyś że to nie…
- Daruj sobie. – weszła na schody i ruszyła na górę. Stałem jak skamieniały, jeszcze żadna dziewczyna nie odezwała się do mnie w ten sposób – Idziesz? – zapytała wyrywając mnie z zamyślenia.
   Weszliśmy na górę, do kuchni. Jace siedział na krześle i całował Clary która siedziała na jego kolanach. Mary prychnęła, zmieszana Clary oderwała się od Jace’a i wstała, oczywiście zarumieniła się.
- Czemu ją tutaj przyprowadziłeś? – naskoczyła na mnie siostra – Przecież ona niema tu wstępu! – krzyknęła. Jace złapał ją za rękę i zmusił żeby na niego spojrzała, uspokoiła się.
   Czasami dziwie się jak on może ją tak szybko uspokoić. Ja zwykle potrzebuje na to trzech godzin!
- Oprowadzi mnie ktoś? – zapytała Mary robiąc błagające oczka w moją stronę.
- Nie. – warknęła groźnie moja siostra, cofnąłem się tak samo jak Mary – Nikt cię nie oprowadzi, nie powinno cię tu być! – krzyknęła.
- Przyszłam tutaj bo po raz pierwszy zobaczyłam ten budynek, pomimo tego że przechodzę tędy codziennie! – teraz Mary krzyczała – Chcę prosić o pomoc, wiem kim jesteście.
- Co? – zapytaliśmy zszokowani, Mary zaśmiała się.
- Myślisz że twoja matka nie powiedziała komuś kto ma wzrok i widział na jej ciele runy? Mylisz się. Powiedziała mi wszystko ale nie wspomniała o tym że w Nowym Jorku jest Instytut, pewnie nie chciała żebym ci powiedziała. – znowu się zaśmiała.
- Ale dlaczego dopiero teraz… - Clary krzyknęła i upadła na ziemie.
   Znów usłyszałem krzyk ale teraz nie mojej siostry tylko… Isabelle! Wybiegłem z kuchni i pobiegłem do naszego pokoju, wpadłem tam jak burza. Izzy stała oparta o ścianę a z jej nóg spływały strugi szmaragdowej krwi. Podbiegłem do niej.
- Izzy! Isabelle! – nie odpowiedziała, wpatrywała się jak zahipnotyzowana w coraz większą kałuże krwi. Wziąłem ją na ręce i już miałem wychodzić kiedy w drzwiach pojawiła się Clary i Jace, za nimi biegła Mary.
- Połóż ją na łóżku. – nakazała moja siostra – Wiem co jej jest, zawiadomcie Cichych Braci! – położyłem sens mojego życia na łóżku – Wyjdź, ja się nią zajmę. – szepnęła Clary popychając mnie w stronę drzwi.
   Drzwi zamknęły się za mną, usiadłem na podłodze i schowałem twarz w dłoniach.

[ Clary [

   Po krótkim czasie przyszli Cisi Bracia, pochwalili mnie za szybką reakcje i pomoc. Później wyprosili mnie z pokoju, pomimo tego że chciałam zostać z Izzy wyszłam.
- Co z nią? - naskoczył na mnie Markus – Co z dziećmi? Mogę do niej wejść?
-Nie, na razie żadnych wizyt. – powiedziałam – Teraz badają ją Bracia ale jest w porządku.
- To dobrze. – usiadł pod ścianą, już chciałam odchodzić kiedy jego głos mnie zatrzymał – Clary?
- Tak? – odwróciłam się.
- Dziękuje. – szepnął – A tak poza tym to Jace kazał ci przekazać żebyś zeszła do salonu. – dodał.
- Ok., nie siedź tu długo! – krzyknęłam jeszcze i pobiegłam do salonu – Po co miałam… - urwałam kiedy zobaczyłam kto siedzi na kanapie…

-------------------------------------

Wiem że znowu kończę w takim momencie ale jakoś lubię tak robić. Pewnie uważacie mnie za świnie. ☺
Rozdział jest znowu krótki ale postaram się to nadrobić, teraz rozdziały powinny być częściej.
Jak wam się podoba powrót Mery? Mam nadzieje że się z tego ucieszyliście bo jeszcze trochę namiesza w mojej historii.
Jeśli znacie jakieś blogi o temacie Fantazy (i podobają się wam) to napiszcie w komentarzu, proszę!
Przypominam że jest nowy gadżet w którym piszę o następnym rozdziale!
Wika

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 7

Tak jak obiecałam, jest nowy rozdział!

Miłego czytania!

Rozdział 7
[ Clary [

   Wracaliśmy z Jace’em do „domu”, na podwórku wpadła na mnie biegnąca Lesli.
- Schowajcie mnie, proszę. – popatrzyła na mnie błagalnie.
- Co się stało? – zapytałam bo przestraszyłam się – Kto cię goni?
- Kamila. – szepnęła – Prooooszę. – przylgnęła do mojego boku rozglądając się dookoła.
- Powiem ci gdzie jest idealne miejsce. – szepnęłam kucając obok niej – Musisz przedostać się do oranżerii, za ławką krzaki rosną rzadziej. Wejdź tam i schowaj się w koncie, szybko cię nie znajdzie. – uśmiechnęła się szeroko i pobiegła do drzwi.
   Zanim doszliśmy do drzwi dopadła nas siostra Jace’a, była bardzo zdyszana.
- Widzieliście Lesli? – zapytała.
- Może. – odpowiedziałam krótko.
- Wiecie gdzie jest? – zapytała pełna nadziei, wzruszyłam ramionami.
- Powinnaś zacząć biegać, masz strasznie słabą formę. – zaśmiał się mój mąż.
- Daj już spokój, biegam za nią od porannego treningu. – powiedziała obrażona – Maryse wróci jutro rano, więc dzisiaj Clary gotuje obiad. – stwierdziła z uśmieszkiem – Już czekam na smakowitości! – krzyknęła wchodząc do Instytutu. Zaśmialiśmy się i weszliśmy do środka.

[ Isabelle [

   O 16.00 stwierdziłam że już mogę z tond wyjść. Markus siedział u mnie przez prawie cały dzień ale później kazałam mu pójść na trening i posłuchał. Powoli usiadłam, poczułam lekki ból ale przynajmniej mogłam się ruszać. Rano mogłam tylko leżeć i za bardzo się nie ruszać, teraz jest trochę lepiej a przecież nie mogę siedzieć przez cały czas.
   Powoli stanęłam na nogach i ruszyłam w stronę drzwi, gdy dotknęłam klamki drzwi się nagle otworzyły. Stanęła w nich Clary z tacą.
- O, hej. – powiedziałam – Co przyniosłaś? – zapytałam sztucznie zaciekawiona.
- Obiad ale myślę że ty nie jesteś zainteresowana. – mruknęła stawiając tace na szafce – Dobrze się czujesz? – zapytała siadając na moim rozkopanym łóżku.
- Raczej tak. – odpowiedziałam siadając koło niej.
- Raczej? – podniosła brew w pytającym geście – Czyli tak czy nie?
- Tak, tylko trochę boli jak się podnoszę. – wytłumaczyłam.
- Zgaduje że chcesz się przebrać i pomóc w robieniu kolacji?
- Tak, proooszę. – zrobiłam błagającą minkę – Będę grzeczna, nie będę się przemęczać i będę wszystkich słuchać ale pozwól mi stąd wyjść.
- Dobrze, ale…
- Tak! – wykrzyknęłam ucieszona i wstałam.
- Ale musisz się mnie słuchać i zawsze z kimś być. – upomniała mnie – Jak zjesz to pójdziemy do twojego pokoju i się przebierzesz. – pokiwałam zadowolona głową.

[

   Po godzinie byłam już ubrana w czerwone rurki, kremową bluzkę i balerinki. Zrobiłam sobie lekki makijaż, włosy spięłam w niechlujnego koka i spryskałam się delikatnymi perfumami.

   Gdy wyszłam z łazienki podeszła do mnie Clary.
- Isabelle, masz gorączkę? Coś ci jest? – zapytała zmartwiona.
- Nie, dlaczego pytasz? – zapytałam podchodząc do szkatułki.
- Wyglądasz jak nie ty. – stwierdziła – Pierwszy raz widzę cię bez obcasów i w takich ciuchach.
- Obcasów nie mogę nosić, można się przewrócić a to mogłoby źle wpłynąć na dzieci. Chociaż u mnie to niemożliwe. – wybrałam kolczyki w kształcie srebrnych serduszek z małymi diamencikami.
- Dobrze, już się nie chwal, nie każdy umie chodzić na piętnasto centymetrowych szpilkach bez jednego potknięcia.
- To co z tą kolacją? – zapytałam wychodząc z pokoju.
- Już zgłodniałaś? – zaśmiała się.

[ Clary [

   Izzy usiadła na blacie w kuchni a ja wyjęłam produkty z lodówki. Zaczęłam robić obiad gdy nagle ciszę przerwał krzyk Markusa.
- Isabelle!! – obydwie z zaskoczenia podskoczyłyśmy.
- Chyba cię szuka. – powiedziałam odwracając się przodem do przyjaciółki.
- I jest wściekły. – stwierdziła.
- Clary, nie wiesz… - zaczął Markus wchodząc do kuchni ale przerwał kiedy zobaczył moją parabatai, całą i zdrową – Izzy!! – zagrzmiał podchodząc do niej – Dlaczego wyszłaś z izby?!
- Po pierwsze: nie krzycz na nią, a po drugie: ja jej pozwoliłam. – wtrąciłam.
- Dlaczego, przecież miała odpoczywać! – krzyknął na mnie – Przecież Bracia powiedzieli wyraźnie!
- Przestań krzyczeć na moją żonę!! – zagrzmiał Jace który niewiadomo skąd stał koło mnie – Pragnę ci przypomnieć że to twoja siostra!
- Dobra… - zaczął spłoszony Markus ale przerwał mu dzwonek Instytutu.
- Pójdę otworzyć. – mruknęłam. Windą zjechałam na dół i otworzyłam wielkie drzwi, stała w nich…

-----------------------------------
Wiem!! Znowu krótki i niejaki. Przepraszam ale nie wiem co się ze mną dzieje.
Może to przez te testy i kartkówki... Nie wiem, po prostu nie wiem ale postaram się poprawić.
Za niedługo powinien pojawić się nowy gadżet. Będę tam pisała kiedy będzie nowy rozdział. Mam nadzieje że będzie wam to odpowiadać.
Wiecie kto przyszedł do Instytutu? Domyślacie się, po co przyszedł?
Mam do was prośbę, niech każdy kto przeczyta ten rozdział napiszę komentarz. Może to być cała opinia albo jedna głupia literka. Po prostu chcę żebyście zaakcentowali że mnie nie opuściliście po mojej przerwie, wiem że zostaliście bo widzę statystyki. I pamiętajcie:

Czytasz + komentujesz = mnie motywujesz!

Wika

piątek, 29 maja 2015

Rozdział 6

Witam po długiej (dla mnie) przerwie! Mam nadzieje że teraz będę częściej dodawała rozdziały.
Rozdział dedykuje Agusi! Dziękuje za pomysły i za to że wspierasz mnie.
Zawsze, siostro!

Miłego czytania!

Rozdział 6
[ Clary [

Clary    Obudziłam się i wiedziałam że jestem w pokoju sama, pewnie Jace zabrał Ami na śniadanie. Z westchnieniem wstałam i podeszłam do szafy, wybrałam białe „poszarpane” rurki i czarną bluzkę z nadrukiem. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się, założyłam jeszcze czarne balerinki i kolczyki przedstawiające czarne kotki. Włosy spięłam w koka, usta pociągnęłam błyszczykiem a do torebki wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy takie jak telefon, portfel, kilka ołówków i mały szkicownik. Na koniec nałożyłam runę na Blizne żeby tylko Nefilim mogli ją widzieć.
   Zeszłam na dół z uśmiechem. Przy stole siedział Jace, na rękach miał Ami i karmił ją z butelki.
- Hej, gdzie wszyscy? – zwróciłam się do męża.
- Markus jest u Isabelle, Kamila ćwiczy z Lesli a Maryse i Adam pojechali do Idrisu powiadomić o wczorajszym ataku. – wytłumaczył – Chyba przyjedzie ktoś nowy. – dodał.
- Kto? – zainteresowałam się sięgając po zimnego tosta.
- Jeszcze niewiadomo ale chyba przyjedzie się uczyć.
- Acha. – zajęłam się jedzeniem. Tosty nieprzyjemnie chrzęściły ale i tak były bardzo dobre, popiłam jeszcze kawą i odezwałam się: - Co byś powiedział na spacer?
- Czemu nie, ale zabierzemy Ami. – powiedział wpatrując się w dziewczynkę.
- Dobrze, idź się przebierz. – powiedziałam – Chyba nie chcesz paradować w stroju na łowy? – zaśmiałam się.
- Zaraz przyjdę. – pocałował mnie w policzek podając mi Amandę, wbiegł na górę.
   Spojrzałam w oczy mojej córeczki, takie same jak moje. Uśmiechnęłam się a mała uroczo parsknęła, była przezabawna.
- Już jestem! – krzyknął Jace wchodząc do kuchni. Miał na sobie dżinsy i czarną koszulkę a w ręce niósł nosidełko dla Ami.

[

- Jak myślisz kto to może być? – siedziałam na ławce w parku z Jace’em i rozmawialiśmy o nowym Nocnym Łowcy w Instytucie, Ami spała w nosidełku na ławce koło mnie.
- Nie wiem, może jakaś ładna dziewczyna. – powiedział z uśmiechem, dałam mu sójkę w bok – Ale nie może być ładniejsza od ciebie. – zreflektował się więc dałam mu szybkiego całusa.
- O mój Boże! – usłyszałam pisk po drugiej stronie. Odwróciłam się instynktownie zasłaniając śpiącą Ami – Nasza mała Clary! Proszę, proszę. – koło ławki stała Mary, dziewczyna która należała do „elity” w mojej dawnej szkole.
   Miała blond włosy, talie osy i brązowe oczy. Dziewczyny zawsze chciały wyglądać tak jak ona, ja też, do czasu aż w moim życiu pojawił się Jace.
- Czego chcesz? – warknęłam.
- Nie widziałam cię od półtorej roku! – obruszyła się – Chcę się przywitać. Cześć jestem Mary. – zwróciła się do Jace’a.
- Jace. – odpowiedział beznamiętnym tonem.
- Taki ładny a taki głupi. – mruknęła – Naciągnęła cię na dziecko?
- Że co proszę? – wkurzyła mnie że nie ręczę za siebie.
- Takie biedaczysko z ciebie. – powiedziała podchodząc do mojego męża – Pewnie powiedziała ci że jest twoje ale muszę cię zmartwić, Clary jest puszczalska. – ostatnie słowa wyszeptała mu do ucha. Jace wstał spokojnie, ale głos miał ostry jak kawałki szkła wbijające się w skórę.
- Przestań obrażać moją żonę bo zrobi się niewesoło. – Mary rozdziawiła usta, spojrzała na mnie, na Jace’a i jeszcze raz na mnie. Kilka razy zamykała usta i otwierała po czym odeszła bez słowa.
- Zabiłeś ją tym zdaniem. – zachichotałam wtulając się w jego ramie.
- Przecież to prawda. – powiedział, również się śmiał.

[ Maryse [

   Z rana pojechałam z Adamem do Alicante, do Jii. Czekaliśmy na nią dobre półgodziny ale w końcu się zjawiła.
- Mam niewiele czasu. – powiedziała – O co chodzi?
- W nocy był atak na nasz Instytut. – powiedziałam pewnie.
- Komuś coś się stało? Kto na was napadł? – pyta zdenerwowana, zaczyna przechadzać się po gabinecie.
- Ucierpiała tylko moja córka, Isabelle. Ale trochę po odpoczywa i będzie wszystko w porządku. Napadły nas Ferie, chcą ukarać Clary za to co zrobił jej brat.
- Jeśli to się powtórzy to natychmiast dajcie mi znać. – powiedziała – A tak na marginesie to za tydzień wprowadzą się do was Aline i Helen. – uśmiechnęła się delikatnie – Rada zdecydowała że Helen nie jest zagrożeniem i może wprowadzić się do Instytutu na naukę.
- Dziękujemy za informacje, z chęcią przyjmiemy je pod nasz dach. – powiedział Adam.
- Dziękuje, muszę już iść. – powiedziała i wyszła pośpiesznie.

----------------------------------------------
I jak? Wiem, znowu krótki i taki nijaki. Ostatnio w ogóle nie podobają mi się rozdziały które piszę ale chcę dowiedzieć się, co o tym myślicie?
Od razu chcę powiedzieć że spotkanie z Mary planowałam już od jakiegoś czasu i jeszcze wystąpi w opowiadaniu, odegra dość ważną role. Mary także jest już (od dawna) dodana do zakładki.
Ps. Następny rozdział będzie jutro!
Wika