czwartek, 9 kwietnia 2015

Rozdział 33

Jest kolejny rozdział! Mam nadzieje że się spodoba!
Jutro niestety nie będzie rozdziału! Chyba że znajdę czas ale, niestety, wątpię. :'-(

Rozdział 33
[ Maia [

   Odprowadziłam Nocnego Łowce do pokoju i sama wynajęłam, trochę większy pokój. Zeszłam do chłopaków żeby się pożegnać.
- Do zobaczenia. – powiedziałam do nich. Pocałowałam Bata w policzek i wyszeptałam – Dzisiaj śpię tutaj. Pokój 73, jak chcesz to możesz przyjść. – Wyszłam.
   Wzięłam prysznic i ubrałam się w rzeczy do spania. Położyłam się ale wiedziałam że bez Bata nie zasnę. Po pół godzinie usłyszałam szczęk otwieranych drzwi i skrzypienie podłogi, poczułam jak mój chłopak kładzie się na łóżku i jak jego ramiona oplatają mnie w talii. Odwróciłam się i przytuliłam do jego torsu, odetchnęłam głęboko i poczułam cudowny zapach. Po chwili obydwoje wpadliśmy w objęcia Morfeusza…

[

   Obudziłam się i uśmiech zagościł na mojej twarzy. Bat leżał koło mnie i spał z lekko otwartymi ustami, wyglądał tak słodko… Cichutko wstałam, ubrałam się i poszłam po Jace’a.
   Zapukałam, po chwili otworzył drzwi. Wyglądał jakby niespaw całą noc.
- W ogóle spałeś? – spytałam z podniesioną brwią.
- Nie.
- Dobra, trzeba iść do Lucka. – trochę się spłoszył ale zabrał resztę swoich rzeczy i wyszliśmy.

[ Isabell [

   Siedziałam przy Clary całą noc, nadal się nie budziła. Bałam się o nią, jest dla mnie jak siostra. Gdyby była taka potrzeba, oddałabym za nią życie! Uzupełniamy się, jesteśmy jak parabatai. Może zgodziła by się…
   Moje rozmyślenia przerwał Alec, wszedł do pokoju i usiadł na krześle koło mnie.
- Idź się przespać. – popatrzył na mnie błagalnie.
- Dobrze, ale będziesz przy niej?
- Markus powiedział że po śniadaniu przyjdzie i trochę z nią posiedzi. – kiwnęłam głową i wyszłam.
   Wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka, natychmiast usnęłam…

[

   Obudziłam się i popatrzyłam na zegarek, 15:00. Wstałam z łóżka i poczłapałam do łazienki, popatrzyłam w lustro i aż się przestraszyłam! Miałam cienie pod oczami, włosy całe skołtunione i byłam bardzo blada. Westchnęłam i umalowałam się lekko żeby zakryć niedoskonałości. Ubrałam… i pomalowałam paznokcie.
   Wyszłam i miałam zamiar iść do rudowłosej ale usłyszałam dziwny głos:
- Choć do mnie. – głos był bardzo przyjemny i miły, wiedziałam że jeśli za nim pójdę to nic mi się nie stanie.
   Poszłam schodami w dół, do jakiegoś ciemnego pomieszczenia. Na ostatnim schodku się potknęłam i złapałam ściany… Nie, to nie była ścina! To była czyjaś ręka! Zeskoczyłam z ostatniego schodka i popatrzyłam na chłopaka który stał za mną, Markus.
- Co ty tu robisz? – syknęłam.
- Zobaczyłem jak tu idziesz i pomyślałem że może być ci potrzebna pomoc. – wzruszył ramionami.
- Idź już sobie.
- Dobra, weź przynajmniej to. – podał mi świecący kamień.
- Dziękuje. – pocałowałam go w policzek. Zarumienił się uroczo i szybko odwrócił, uśmiechnęłam się na ten widok. Jeszcze nigdy nie widziałam jak Markus się rumieni!
- Choć do mnie. – znów usłyszałam ten głos ale teraz bardziej naglący, poszłam dalej.
   Doszłam do okrągłej… komnaty? Miała kamienne ściany i dwa durze okna przez które widać błękitne niebo, niebyło żadnych mebli.  Na środku stał mężczyzna, był ubrany w biały i bardzo szykowny garnitur.
- Witaj Isabell. – usłyszałam jego głos, jego wargi nie poruszyły się.
- Kim jesteś? – zapytałam stając może… metr przed nieznajomym. Jego śmiech rozbrzmiewał w mojej głowie.
- Jestem w śmiertelnej powłoce.
- Ale, kim jesteś? – rozdrażnił mnie.
- Jestem Razjel, twój pan.

[ Maia [

   Doszliśmy do księgarni Lucka, weszliśmy do środka. Za ladą stała Jocelyn.
- Jest może Luck? – zapytałam z nadzieją.
- Niema, mogę w czymś pomóc? – dopiero teraz zauważyła Jace’a – Och, cześć Jace.
- Dzień dobry. – mruknął.
- Musimy porozmawiać z Luckiem, kiedy będzie? – zapytałam zniecierpliwiona.
- Już jestem! – krzyknął Luck wchodząc przez drzwi.
- Jace chce wstąpić do stada. – oświadczyłam kiedy znaleźliśmy się w mieszkaniu i miałam pewność że Jocelyn mnie nie słyszy.

[ Isabell [

- C… co? – zapytałam zszokowana.
-To co słyszałaś. – był bardzo zniecierpliwiony – Jestem tu w bardzo ważnej sprawie.
- O co chodzi? – teraz byłam zmartwiona.
- Przyszedłem w sprawie Clarissy. – zatkało mnie.
- Clary wiedziałaby co zrobić. – mruknęłam, zdziwiłam się że dostałam odpowiedź.
- Wiem. – Clary wyszła zza Anioła.
- Clary! Ty żyjesz! – podbiegłam i uściskałam przyjaciółkę.
- Nie będę czekał wieczność.
- Więc czego od nas chcesz, Razjelu? – zapytała poważnie Clary.
- Chce was połączyć ale bez waszego pozwolenia nie mogę tego zrobić.
- W jakim sensie „połączyć”? – zapytałam choć znałam już odpowiedź.
- Isabell Sophie Lightwood, czy chcesz wziąć Clarissę Adele Morgenstern za swoją parabatai?
- Tak. – odpowiedziałam bez zastanowienia.
- Czy ty Clarisso…
- Tak, tak, tak! – przerwała mu Clary.
- Niech każda z was będzie w stanie oddać życie za tą drugą, bądźcie zawsze razem. Pomagajcie sobie w walce i w życiu. Od teraz jesteście związane najsilniejszą przysięgą daną kiedykolwiek przez Anioły, nie złamcie jej i pielęgnujcie ją z każdym dniem. – po tych słowach zniknął razem z Clary.
   Wracając na górę poczułam pieczenie na przedramieniu, uśmiechnęłam się kiedy zobaczyłam świeżą runę parabatai.

[ Markus [

   Po tym jak spotkałem Isabell poszedłem do siostry. Wszedłem do pokoju i wygoniłem Aleca. Usiadłem koło rudowłosej i złapałem ją za rękę.
- Dlaczego się nie budzisz? Czego ci brakuje? – zadawałem te pytania ale wiedziałem jaka jest odpowiedź, Jace.
   Nagle poczułem jakby jej ręka przestawała być materialna. Popatrzyłem na Clary, cała stawał się przeźroczysta i po chwil zniknęła.
- Magnus!  - krzyknąłem bo nie wiedziałem co robić. Wszedł do pokoju powolnym, leniwym krokiem co mnie zdenerwowało jeszcze bardziej – Clary zniknęła!
- To znaczy że się obudziła, mogę iść do domu. – rzucił nonszalanckim tonem.
- Ona rozpłynęła się w powietrzu!!!
- Co?! Niemożliwe! Takie rzeczy potrafią tylko Anioły!! Bardzo potężne Anioły!! – podszedł do łóżka i położył na nim ręce. Po chwili z jego palców zaczęły wyłaniać się różnobarwne iskry.
- Co robisz? – spytałem zmartwiony.
- Przeniosła się do Limbo. – powiedział, w jego głosie słychać było strach i troskę.
-----------------------------------
Wiem, przysięga parabatai brzmi trochę jak przysięga małżeńska. Do ślubu brakuje tylko sukienek i pocałunku! ☻ Niewyszła mi ta przysięga ale musicie mi wybaczyć, nie jestem dobra w takich sprawach!
Czy mi się tylko wydaje czy ten rozdział jest długi? 
Skończyłam czytać książkę którą wczoraj zaczęłam, ciągnęła mi się że masakra (czytać książkę która ma 300 stron przez dwa dni, śmieszne). Przyznam się że trochę mnie zawiodła (no w końcu nikt nie pobije Cassandry!).
Wracając do rozdziału, piszcie czy wam się spodobał!
Wika

środa, 8 kwietnia 2015

Rozdział 32

Przepraszam że tak późni i krótki ale dostałam nową książkę i nie mogłam się powstrzymać przed zaglądnięciem, później już mnie wciągnęła i dopiero teraz się od niej oderwałam. ☺
Miłego czytania!

Rozdział 32
[ Alec [

   Po rozmowie z Kamilą i Isabell poszedłem do swojego pokoju. Przebrałem się w strój do treningów, szedłem do Sali treningowej kiedy usłyszałem krzyk Clary:
- Pomocy!! – pobiegłem do jej pokoju.
   Przy drzwiach natknąłem się na Markusa, otworzyliśmy drzwi. To co tam zobaczyłem zszokowało mnie.
   Markus podbiegł do nieprzytomnej Clary, ja stałem jak wryty i wpatrywałem się w Jace’a. Wyglądał jakby chciał zniknąć, stał w wciśnięty w kąt i patrzył się przerażony na Clary.
- Jace! Co tu się stało? – nie popatrzył na mnie. Podszedł do Clary, pocałował ją w czoło i wyszeptał:
- Przepraszam. – wyskoczył przez okno.
- Jace!! – popatrzyłem w dół ale widziałem tylko jak wbiega za róg – Co z nią? – zapytałem Markusa.
- Nieprzytomna ale puls stabilny. – ułożył siostrę na łóżku – Zadzwoń po Magnusa. – już miałem wyjść kiedy drzwi się otworzyły i stanął w nich czarownik.
- Magnusie, potrzebujemy twojej pomocy. – popatrzyłem na niego błagalnie.
- Dobrze ale ty zajmiesz się dzisiaj w nocy Prezesem Miał.
- Dlaczego? – zdziwiłem się.
- Bo w nocy zrobiła sobie różowe pasemka. Tak w ogóle, to dziewczynka. – zszokowało mnie to. Od zawsze myślałem że to kot, a teraz dowiaduje się że kot z którym mieszkam około roku jest kotką!
- Markus, idziemy. – wyciągnąłem brata Clary z pokoju, żeby Magnus mógł pracować.
   Poszliśmy do kuchni i usiedliśmy przy stole.
- Zabije Jace’a! – Markus był bardzo zdenerwowany.
- Spokojnie, jeszcze nie wiemy co tam się stało. Najbardziej martwi mnie to że Jace uciekł, on nigdy nie ucieka. – powiedziałem zmartwiony.
- To jest dowód na to że coś jej zrobił! Znajdę go i tak pokiereszuje że się nie pozbiera! – wstał. Niemiałem innego wyjścia.
- Isabell!! – zjawiła się w drzwiach.
- Co się stało? – usiadła koło mnie.
- Markus chce się bić z Jace’em. – wpatrywała się w niego zszokowana.
- Dlaczego? – udało jej się wydukać.
- Coś się stało z Clary a Jace uciekł. Co tam się stało, wiedzą tylko Jace i Clary.
- Dlaczego nie zapytaliście Clary?
- Jest nieprzytomna. – mruknął Markus.
- Co? Gdzie ona jest? – wstała i wpatrywała się w nas wyczekująco.
- W jej pokoju. – wybiegła, krzyknąłem za nią – Magnus ją bada!
- Nie posłucha. – powiedział Markus i znowu usiadł koło mnie.
- Wiem. – mruknąłem.

[ Jace [

   Nie mogłem uwierzyć, jak ja się zachowałem! Clary miała racje! Zmieniam się w wilka! Mam nadzieje że nic jej się niestanie… Nie, Jace nie. Nic jej nie będzie!
   Biegłem najszybciej jak mogłem. Zatrzymałem się dopiero przed drzwiami baru. Otworzyłem je i wszedłem do środka. Wszystkie głowy zwróciły się w moją stronę, usiadłem przy barze i zamówiłem drinka. Zacząłem rozmyślać, do kogo mam pójść?
- Łowco! – z transu wyrwał mnie głos barmana, Freakyla. Sięgnąłem po drinka i wypiłem go za jednym razem. Załwarzyłam Maię i podszedłem do niej.
- Możemy porozmawiać? – zapytałem, pokiwała głową.
- A co chodzi? – zapytała gdy znaleźliśmy się w odosobnionym kącie.
- Zastałem pogryziony przez jednego z was.
- Z mojego stada? – zapytała zszokowana.
- Nie, ona niema stada.
- To po co przyszedłeś? – warknęła.
- Chcę was prosić o pomoc, żebyście pomogli mi to kontrolować.
- Dlaczego mam ci pomóc? – zmrużyła oczy. Odwróciła się, złapałem ją za ramie.
- Dzisiaj o mało nie zabiłem swojej narzeczonej i dziecka! Nie wiem co jestem w stanie zrobić. Nie chcę być niebezpieczny, chce umieć to kontrolować. Błagam o pomoc. – mój ton zszedł z krzyku do szeptu.
- Jace Horondale prosi o pomoc. – zaśmiała się – Dobrze, pomogę ci. Najpierw musisz stać się częścią stada, jutro pójdziemy do Lucka. Wstawie się za tobą. Teraz idź spać, załatwię ci pokój nad barem. – tak jak powiedziała tak zrobiła.
   Po pół godzinie kładłem się do snu w jednoosobowym pokoiku na górze.
-------------------------------
I jak wam się podoba taki zwrot akcji? Sama się dziwie że wpadłam na taki pomysł! ☻
Piszcie jak wam się podoba!
Wika

Rozdział 31

Jednak nie udało mi się wczoraj wstawić ale może dzisiaj się uda. Zobaczę.
Mam nadzieje że wam się spodoba!

Rozdział 31
[ Clary [

   Weszłyśmy do kuchni i zobaczyłyśmy Magnusa całującego się z Alekiem. Odchrząknęłam, chłopak odskoczył od czarodzieja jakby się oparzył i popatrzyła na mnie skrępowany.
- Yyy… - wydukał. Magnus położył mu rękę na ramieniu.
- Alexandrze, spokojnie. – nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem, zaraz za mną zaśmiała się Kamila.
- Idźcie gdzieś indziej, zamierzam zrobić śniadanie. – podeszłam do lodówki.
- Śniadanie na stole! – dobiegł nas krzyk Isabell. Popatrzyliśmy a siebie przerażeni.
- Mi wystarczą kiszone ogórki! – odkrzyknęłam.
- Mi chyba też! – krzyknął Alec. Izzy wpadła do kuchni z groźną miną.
- Ty też braciszku? – zapytała z podniesioną brwią.
- Co? – zapytał zdezorientowany.
- Jesteś w ciąży, czy co? Ale żebyś już miał zachcianki? – wszyscy wybuchliśmy śmiechem oprócz Aleca który spłonął rumieńcem.
- Dobra, to ja idę do Oranżerii. – powiedziałam do Izzy i wzięłam jogurt.
- O nie, musisz zjeść porządne śniadanie!
- Ale, Izzy… - nie dokończyłam bo mi przerwała.
- Markus zrobił śniadanie.
- Co? To on umie gotować? – zdziwiłam się.
- Tak, umiem. Chodźcie już bo wszystko wystygnie! – zawołał z jadalni. Weszliśmy do jadalni i zobaczyłam stół zastawiony po brzegi. Usiedliśmy i nałożyliśmy sobie jedzenie na talerze.
- Bułki też sam upiekłeś? – zapytał Alec ale mój brat nie zdążył odpowiedzieć do rozległ się głośny pisk.
- Kamila! – krzyknęła jakaś dziewczynka i podbiegła do Kami – Jak ja za tobą tęskniłam! – przytulały się nawzajem.
- Skąd się tu wzięłaś? – zapytała Kamila lodowatym tonem.
- Ja… Ja… To znaczy… Taki chłopak mnie przyprowadził. – tłumaczyła się dziewczynka. Wiedziała już o jakiego chłopaka chodzi, Jace.
- Gdzie on jest? – popatrzyła na mnie i nasze spojrzenia się spotkały – Tylko nie ten sen! – krzyknęłam.
- Co się stało? – zapytała zmartwiona Isabell.
- Te sny znowu wróciły! Gdzie jest chłopak który cię tu przyprowadził? – zapytałam spokojnie.
- Nie wiem. – wyszeptała i wtuliła się w Kami.
- Clary, o czy ty mówisz? Jakie sny? – dopytywali się inni.
- Prorocze. – szepnęłam – Ugryzłaś go, prawda? – zwróciłam się do dziewczynki.
- Tak. – powiedziała niepewnie. Wybuchłam płaczem, Izzy uklękła koło mnie.
- Ciii, nie płacz. Powiesz nam co się stało?
- Ona jest Likantropem, on też się nim stanie. – zaniosłam się szlochem.

[ Kamila [

   Gdy zobaczyłam moją przybraną siostrę poczułam troskę ale też wściekłość. Byłam na nią wściekła za to że mnie śledziła. Kiedy Clary powiedziała że Lesli jest Wilkołakiem zamarłam. Nie mogłam w to uwierzyć. Moja młodsza siostra zmienia się w wilka, o Boże.
- Co tu się dzieje?! – do jadalni wpadł Jace, był wyraźnie zaniepokojony tym że Clary płacze. Podbiegł do niej i przytulił – Co jej się stało? – wszyscy popatrzyli na niego zdenerwowani.
- Zabiorę Lesli do mojego pokoju. – powiedziałam i pociągnęłam siostrę w stronę drzwi.
   Gdy tylko weszłyśmy do pokoju krzyknęłam:
- Co ty sobie myślałaś?! – usiadłam na łóżku.
- Ja… To znaczy mama… - jąkała się. Widziałam jak w jej oczach zbierają się łzy, posadziłam ją na moich kolanach i przytuliłam.
- Kocham cię. – wyszeptałam a ona zaczęła łkać chowając twarz w mojej bluzce – Co się stało?
- Po tym jak wyszłaś, przyszli jacyś ludzie. Kłócili się z mamą, rozmawiali o jakiś demonach i tobie. Nie wiedziałam o co chodzi. Potem mama wyjęła miecz i ci ludzie też, chroniła mnie… Kazała mi uciekać a gdy wychodziłam zobaczyłam jeszcze jak jeden z nich wbija mamie miecz… w serce. – szlochała chyba pół godziny, w końcu zasnęła. Położyłam ją na moim łóżku i opatuliłam kołdrą.
   Wyszłam najciszej jak mogłam i poszłam do kuchni. Zastałam tam Aleca i Izzy. Nalałam sobie soku i usiadłam koło nich.
- Czyli, to jest twoja siostra? – kiwnęłam głową.
- Wiedziałaś że ona jest Likantropem? – zapytał chłopak.
- Nie, musiała się dopiero teraz zarazić.
- A, dlaczego poszła za tobą?
- Ktoś mnie szukał w domu, moja matka z nimi rozmawiała i kazała jej uciekać. Ostatnie co widziała toto jak ginie mama… - głos mi się załamał.
- Tak mi przykro. – Izzy podeszła do mnie i przytuliła.
- Pójdę do niej, nie chcę żeby była sama kiedy się obudzi. – wstałam, wychodząc jeszcze usłyszałam jak Isabell mówi do Aleca:
- Ta dziewczynka naprawdę dużo przeszła.
   Wróciłam do pokoju i przebrałam się w piżamę. Położyłam się koło Lesli i przytuliłam ją. Gdy już zasypiałam poczułam że wtula się we mnie.

[ Clary [

   Siedziałam na łóżku w sypialni a Jace opowiadał mi jak znalazł dziewczynkę.
- Później przyprowadziłem do Instytutu. – zakończył.
- Kiedy cię ugryzła? – nie wspomniał o tym.
- Rzuciła się na mnie w Dortmund.
- Ona jest niebezpieczna. Trzeba ją odesłać do stada. – zdecydowałam.
- Niema mowy!! – krzyknął.
- C… co? – zapytałam zszokowana.
- Jak to „co”? – warknął, wyglądał na naprawdę wściekłego. Podszedł do mnie szybkim krokiem i brutalnie złapał za podbródek – Ja jej nigdzie nie oddam. – wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Jace, puść! To boli! Jace, nie jesteś sobą! – podniósł mnie, byłam pewna że zostaną mi siniaki po jego palcach – Zmieniasz się w wilkołaka! Błagam, puść. Proszę, dla dobra naszego dziecka. Puść. – ostatnie słowa były ledwo dosłyszalnym szeptem. Zaczynało brakować mi tchu, widziałam jak zbliża się ciemność. Ostatkami sił krzyknęłam – Pomocy!! – później pamiętam tylko ciemność…
---------------------------------------
Czy ktoś się spodziewał takiego zwrotu akcji? Powiem szczerze że nawet ja się nie spodziewałam!
Mam nadzieje że spodobała się wam historia Lesli. ☺
Postaram się napisać dzisiaj jeszcze jeden rozdział!
Wika

wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 30

Nareszcie jestem w domu!!
Przepraszam że nie było rozdziału! Ale nie miałam internetu i czasu.
Przepraszam i miłego czytania!

Rozdział 30
[ Jace [

   Wyszedłem z kuchni. Słyszałem jak Clary woła za mną, jak płacze i myślałem że moje serce się zaraz rozpadnie.
   Postanowiłem iść do Dortmund. Zabrałem broń ze zbrojowni i wyszedłem.

[

   Przed hotelem czekały na mnie dwa wampiry, otworzyły mi drzwi i poprowadziły do piwnicy. Wszedłem w ciemność i oświetliłem sobie drogę świecącym kamieniem. Nagle jakiś cień skoczył na mnie i przewróciliśmy się na podłogę, nie zdążyłem wyjąć miecza więc odepchnąłem wilkołaka.
- Jestem tu bo chcę ci pomóc! – krzyknąłem w ciemność
- Boję się. – usłyszałem dziewczęcy głosik – Nie wiem co się ze mną dzieje.

[ Clary [

   Stałam na ulicy i wpatrywałam się w Lucka, był w wilczej postaci. Nagle za nim zaczęły pojawiać się inne wilkołaki, w samym środku stał Jace. Koło mojego narzeczonego stała dziewczynka, miała czarne długie włosy i kasztanowe włosy.
- Jace, co ty robisz? – zapytałam i chciałam do niego podejść ale inne Likantropy zastawiły mi drogę groźnie warcząc. Cofnęłam się kilka kroków – Choć do mnie, proszę.
- Już za późno. – powiedział i zaczął zmieniać się w wilka.
- Nie! Nie!! – krzyczałam ale nikt mnie nie słyszał.
- Obudź się, Clary. Obudź się. – usłyszałam głos Kamili i wszystko zaczęło się rozmywać.

[ Jace [

- Ja ci pomogę, choć do mnie. – powiedziałem łagodnie. Z ciemności wyszła mała dziewczynka, miała czarne włosy i duże kasztanowe oczy – Jak  się nazywasz?
- Lesli. – podeszła jeszcze bliżej.
- A ile masz lat?
- Jedenaście, nie chcesz mnie zabić? – popatrzyła na mnie podejrzliwie.
- Nie. – uśmiechnąłem się ciepło – Gdzie są twoi rodzice?
- Nie mam rodziców. – zasmucona spuściła głowę. Przytuliłem ją.
- Zabiorę cię do mojej rodziny, dobrze? – pokiwała głową.
   Wyszliśmy z hotelu i poszliśmy do Instytutu. Dopiero gdy byliśmy dwie przecznice dalej zobaczyłem jak Lesli się trzęsie. Zdjąłem kurtkę i założyłem na jej ramiona, popatrzyła na mnie z uśmiechem.
- Dziękuje. – szepnęła – Przepraszam. – rozpłakała się. Stanąłem i złapałem ją za ramie.
- O co chodzi?
- O to! – powiedziała wskazując moje przedramię. Wciągnąłem z sykiem powietrze gdy  zobaczyłem ranę, tuż nad zagięciem łokcia widniały ślady zębów.
- Ciii, nie panowałaś nad instynktem. To nie twoja wina, a poza tym, to zaraz się zagoi. – wyjąłem Stelle i narysowałem sobie na ramieniu dwa irtaze. Rana zrosła się zostawiając po sobie tylko ledwo widoczne blizny – Widzisz?
- Jak…? – popatrzyła na mnie przerażona – Nocny Łowca. – wysyczała.
- Nic ci nie zrobię. Chcę się tylko tobą zaopiekować. – pokiwała głową i poszliśmy dalej. Po dłuższej chwili powiedziałem – Masz jakieś stado?
- A co to jest? – opatrzyła na mnie zaintrygowana.
- Od kiedy jesteś Likantropem? – zmarszczyłem brwi.
- Czym? – była zdezorientowana.
- Wilkołakiem. Urodziłaś się taka czy zostałaś pogryziona?
- Dwa dni temu ugryzł mnie jakiś duży pies, może to był wilk. – powiedziała po chwili zastanowienia.
- Będziemy musieli porozmawiać z Luckiem. – mruknąłem do siebie.
- A kto to?
- Przywódca tutejszego stada i mój teść.
- A fajny jest?
- Luck? – pokiwała głową – Tak, polubisz go. – doszliśmy do Instytutu w ciszy. Gdy otworzyłem drzwi Lesli zrobiła wielkie oczy i zapytała:
- To tu mieszkasz?
- Tak, choć znajdziemy ci jakiś pokój. – wyjrzałem przez okno i zauważyłem że świeci słońce.

[ Clary [

   Otrząsnęłam się z koszmarnego snu, Kami siedziała koło mnie i głaskała po włosach.
- Już dobrze, cii. – schowałam twarz w jej szyi i odetchnęłam głęboko, poczułam zapach róży.
- Gdzie Jace? – zapytałam odsuwając się od niej.
- Jeszcze nie wrócił. – powiedziała ze spuszczoną głową. Sięgnęłam po komórkę i wykręciłam numer mojego narzeczonego, po pięciu sygnałach włączył się sekretarka.
- Cholera, nie odbiera. – rzuciłam telefon na łóżko i opadłam na poduszki. Spojrzałam na zegarek, 6:02 – Czas się ubrać. – mruknęłam i wstałam, sięgnęłam po ciuchy które wczoraj przygotowałam – Jak chcesz to możesz wybrać sobie coś z mojej szafy. – powiedziałam i zamknęłam drzwi.
   Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się a mokre włosy zaplotłam w warkocz. Gdy wróciłam do pokoju Kamila siedziała na łóżku w… 

- Zrobię śniadanie, choć. – przepuściłam ją w
 drzwiach i poszłyśmy do kuchni.

---------------------------------
Nie jestem dobra w opisywaniu ubrań więc jak będę miała jakieś komplety to dodam zdjęcia, ok? Mam nadzieje że to wam nie przeszkadza.
Postaram się dzisiaj dodać dwa rozdziały, nie wiem czy mi się uda!
Wika

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 29

Nareszcie! Mam nowy rozdział, jest trochę nudny ale zawsze coś! Niestety nie wiem kiedy będę miała czas napisać następny ale postaram się jak najszybciej!
Miłego czytania!

Rozdział 29
[ Clary [

   Isabell powiedziała że chodzi o Markusa więc zgodziłam się z nią porozmawiać. Wygoniłyśmy Jace’a z pokoju, gdy wychodził miał bardzo niezadowoloną minę. Usiadłam na łóżku, koło Izzy.
- No więc, o co chodzi? – zapytałam spokojnie.
- Nie wiem! – wypaliła bez zastanowienia.
- Nie rozumiem.
- No właśnie! Ja też nie rozumiem! – wstała i zaczęła nerwowo przechadzać się po pokoju.
- Izzy, uspokój się!  - znowu usiadła koło mnie – Opowiec, co się stało? – opowiedziała mi jak ją uspokajał i jak zasnęła w jego ramionach.
- No i jak już zasypiałam to powiedział że mnie kocha! – wybuchła płaczem, przytuliłam ją i starałam uspokoić. Na marne.
- Shhh, już spokojnie. A ty go kochasz? – popatrzyła na mnie zapłakanymi oczami.
- Nie wiem. Jak go widzę to robi mi się tak jakoś cieplej, tutaj. – pokazała na miejsce gdzie ma serce – Uwielbiam jego uśmiech, żarty i jego głos. On jest cały idealny! A te oczy… - rozmarzyła się.
- Izzy, skup się! Lubisz go?
- Nawet za bardzo. – spuściła głowę.
- To w czym problem? – nie rozumiałam.
- Że ja nie chcę kolejnej przygody. Chciałabym żeby kiedyś się ze mną ożenił, żebyśmy mieli dzieci i żebym miała na nazwisko Morgenstern! – znów wybuchła płaczem.
- Zrobimy tak, ja z nim jutro porozmawiam a ty idź spać, ok? – zaproponowałam, dalej ją przytulałam.
- Ale on śpi w moim łóżku.
- Nie chcesz z nim spać? – teraz już nic mi nie pasowało.
- Chcę, ale…
- Nie ma żadnego „ale”. Idź do swojego pokoju, przebierz się i połóż do łóżka. – pokiwała głową i wstała. Przy drzwiach obróciła się i posłała mi wymuszony uśmiech.
   Zostałam sama, położyłam się ale wiedziałam że nie zasnę. Ubrałam szlafrok i poszłam szukać mojego Anioła. Sprawdziłam jego dawny pokuj, pusto. Poszłam sprawdzić w kuchni. Przy stole, na krześle siedziała Kamila, usiadłam koło niej.
- Hej, czemu nie śpisz? – zapytałam przyjaźnie.
- Boję się. – wyszeptała.
- Czego? My ci nic nie zrobimy, nie musisz się nas bać. – położyłam jej rękę na ramieniu.
- Nie was. – zaśmiała się gorzko - Wy jesteście spoko.
- To kogo?
- Ostatnio jak zasnęłam… - pociągnęła nosem a po jej policzku spłynęła łza – Oni mnie znaleźli.
- Ale ja dalej nie wiem, kto cię znalazł? – otarłam kolejną łzę która spływała po jej policzku. Bałam się o nią. Dla mnie była jak młodsza siostra, niestety Jace jej nie polubił.
- Ludzie z runami. – szepnęła.
- Opisz mi ich. – poprosiłam.
- Najpierw myślałam że to jedni z was, Nocni Łowcy. Później odkryłam że śmierdzą demonami i wszędzie zostawiają krew, no i że nie mówią.
- To wyklęci, ale czego od ciebie chcieli? – zaczynałam się denerwować.
- Chcieli mnie zabrać do ich pani. Ale oni nie są z wami, prawda? – popatrzyła na mnie lekko przestraszona, przytuliłam ją.
- Przy mnie nic ci nie grozi. My zabijamy wyklętych, nie musisz się bać. – uśmiechnęłam się do niej, chciała odwzajemnić gest ale wyszedł z tego grymas. Usłyszałam warkot motoru i chciałam podejść do okna, nagle poczułam potworny ból. Zgięłam się w pół przykładając rękę do brzucha, kolana się pode mną ugięły ale zanim upadłam złapała mnie Kamila.
- Clary, co ci jest? – zapytała przestraszona. Pokręciłam głową – Co mogę zrobić? – położyła mnie delikatnie na podłodze.
- Zioła. – wymamrotałam.
- Gdzie są? – wstała.
- Na szafce nocnej w moim pokoju. – wybiegła. Zamknęłam oczy żeby spróbować odegnać ból.

[ Jace [

   Błądziłem po instytucie, nie wiem czego szukałem. Gdy usłyszałem warkot motoru wyszedłem na dwór, przed bramą stał jakiś wampir. Podszedłem do niego wyjmując sztylet.
- Moja pani nie przysyła. – oświadczył.
- Po co? – zapytałem z groźbą wypisaną na twarzy.
- Do hotelu zakradł się Likantrop, nie chcieliśmy go zabijać więc królowa kazała zawiadomić was.
- Dobrze, zajmiemy się tym. – wampir pokiwał głową i odjechał.
   Szukałem Marys ale nigdzie jej nie było więc poszedłem do kuchni. Zobaczyłem Clary leżącą na podłodze z zamkniętymi oczami.

[ Clary [

- Clary!! – usłyszałam spanikowany głos Jace’a, otworzyłam oczy. Podbiegł do mnie i złapał za rękę.
- Kamila poszła już po zioła, spokojnie. – w tym momęcie do pokoju wbiegła Kami.
- Zaparzyć je? – zapytała i sięgnęła po kubek.
- Daj to! – Jace podszedł do niej i wyrwał jej czajnik z rąk. Po chwili podszedł do mnie i pomógł usiąść – Wypij. – podał mi kubek. Wypiłam wszystko.
- Dziękuje. – szepnęłam. Kamila chciała pomóc mi wstać ale Jace ją odepchnął.
- Nie dotykaj jej. – warknął.
- Jace. – syknęłam – O co ci chodzi?
- Ona jest demonem! Nie pozwolę żeby się do ciebie zbliżała! – popatrzył na nią groźnie.
- Ty nie masz nic do gadania! To moja przyjaciółka i ja jej ufam! – zmroziłam go wzrokiem.
- Nie mogę tu być, przepraszam. – wyszedł.
- Jasne, nie rozmawiajmy. Idź sobie! – zawołałam za nim – Zostaw mnie i sobie idź. – łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Dlaczego ja tak często płacze?
   Kami uklęknęła i przytuliła mnie.
- Shhh, wszystko będzie dobrze. Jeśli chcesz to mogę wrócić do przyziemnych.
- Co? Nie, nie możesz! – oderwałam się od niej i spróbowałam wstać. Złapała mnie w ostatniej chwili, pomogła mi stać.
- Nigdzie się nie wybieram, spokojnie. Pomogę ci dojść do pokoju. – doszłyśmy do drzwi w milczeniu.
- Skoro boisz się spać sama to może zechcesz w moim pokoju? – zaproponowałam.
- Ale ty powinnaś się wyspać. – spuściła głowę, znowu była niepewna.
- Przecież możemy spać razem, chyba że ci to przeszkadza.
- Nie, nie przeszkadza. A wobec ciebie to będzie w porządku? A co jak wróci Jace?
- Przecież spałam wiele razy z Izzy, ty jesteś moją przyjaciółką więc spokojnie możemy spać w jednym łóżku. Jakby wrócił Jace, w co wątpię, to zastanie zamknięte drzwi i niech robi co chce. – otworzyłam drzwi i weszłam do środka – Idziesz? – weszła do pokoju i usiadła na brzegu łóżka. Zamknęłam drzwi na runę i zdjęłam szlafrok, zostałam w czarnej koszulce Jace’a i bieliźnie – Chcesz coś do przebrania?
- Nie, możemy się już położyć? – znowu ta niepewność, to zaczyna mi działać na nerwy. Położyłam się po lewej stronie łóżka i zgasiłam światło. Po chwili Kamila położyła się koło mnie i usłyszałam jej równomierny oddech, zasnęła. Po chwili ja również wpadłam w objęcia Morfeusza…
-----------------------------------
Mam nadzieje że się spodoba!
Wika