środa, 5 sierpnia 2015

Rozdział 31

Dzisiaj mam niespodziankę! Będą dwa rozdziały! Na razie zapraszam na jeden z nich!

Miłego czytania!

Rozdział 31
[ Clary [

   Rano obudziłam się wyjątkowo wcześnie i od razu zabrałam się za pakowanie. Spakowałam moje i Ami rzeczy dość szybko. Zastanawiałam się czy Jace’a też spakować ale postanowiłam że dalej będę na niego zła po wczoraj.
   Zeszłam do kuchni, Maryse już robiła śniadanie. Miała na sobie strój podróżny.
- Dobrze spałaś? – zapytała z uśmiechem.
- Tak. – odpowiedziałam krótko.
- Dalej jesteś zła na Jace’a? – pokiwałam głową na co westchnęła.

[

   Po śniadaniu, na który ani razu nie odezwałam się do Jace’a, zabrałam walizki do biblioteki, tam mieliśmy otworzyć portal. Wzięłam Ami na ręce i poszłam do oranżerii. Musiałam zabrać jeszcze jedną rzecz która była dla mnie bardzo ważna. Podeszłam do kwiatów północy i ostrożnie zerwałam jeden pąk, włożyłam go do szkicownika. Przytuliłam córkę do piersi i ucałowałam w czoło.
- Tutaj tatuś pierwszy raz pocałował mamusie. – szepnęłam – Tutaj się w nim zakochałam.
- A ja kochałem cię już wtedy gdy byliśmy w „Java Johns”. (jeśli gdzieś w książce jest o tym wspomniane i coś się nie zgadza to przepraszam za pomyłkę! – od autorki) – szepnął głos za mną.
- Hmm… - mruknęłam kiedy objął mnie – Kocham cię. – szepnęłam.
- Powinniśmy już iść. – powiedział głaszcząc Ami po główce – Będą się niecierpliwić.
- Dobrze. – ostatni raz popatrzyłam na kwiaty, tak wiele dla mnie znaczyły.

[

   Stanęłam przed pięknym dworkiem. Weszłam po schodkach muskając opuszkami palców kolumnę. Ami w moich ramionach zakwiliła słodko i wyciągnęła rączkę w stronę masywnych, ozdobnych drzwi.
- Tak, malutka. To nasz nowy domek. – szepnęłam.
   Jace i Kami wypakowywali z powozu bagaże a Lesli spała jeszcze w powozie.
   Nagle zmaterializował się przy mnie Jace niosący kilka walizek. Otworzył drzwi ukazując hol urządzony w bieli i ciemnym brązie. Jak się okazało później urządzony tak był cały parter oprócz kuchni i jadalni. Na lewo od głównych drzwi był ogromny salon, znajdował się tam kominek, sofa, kilka foteli, stolik do kawy i ciemnobrązowy fortepian. Z którego strasznie się ucieszyłam. Na ścianach wisiało kilka pięknych obrazów.
- I jak, kochanie? Podoba ci się? – zapytał Jace stając w framudze.
- Na razie widziałam tylko tyle ale bardzo mi się podoba. – uśmiechnęłam się całując go w usta. W tym momencie Ami ziewnęła, zachichotałam.
- Pokaże ci jej pokój. – złapał mnie za wolną rękę i poprowadził po schodach na górę. Przeszliśmy korytarzem urządzonym w tym samy stylu co hol i Jace otworzył ostatnie drzwi na lewo.
   Moim oczom ukazał się piękny pokoik dla naszej córeczki. Jasnobrązowe ściany idealnie komponowały się z różowo-białymi mebelkami. Cały efekt bardzo mi się spodobał.
- Jest piękny. – szepnęłam podchodząc do łóżeczka. Włożyłam do niego naszą córeczkę, po chwili zasnęła spokojnym snem.
- Może zwiedzimy sypialnie? – zaproponował mój mąż.
- Jace. – obruszyłam się – Przecież jeszcze jest Kamila i Lesli. – przypomniałam.
- Zajmę się nimi. – uśmiechnął się łobuzersko.
   Nagle poczułam jego ręce pod plecami i kolanami, zaniósł mnie do pokoju tuż obok pokoju małej. Była to sypialnia w odzieniach popielatego brązu i bieli.
- Zaraz wrócę. – szepnął wychodząc.

[ Kamila [

   Musiałam obudzić Lesli i zabrać ja do środka.
- Lesli, obudź się. – mruknęłam – Wstawaj, dojechaliśmy.
- C… co? – zapytała zdezorientowana rozglądając się – Gdzie jesteśmy?
- Już dojechaliśmy. – powiedziałam z uśmiechem – Chodź.
   Złapałam ją za rękę i pociągnęłam w stronę schodów dając znak żeby służący zaprowadził konie do stajni. Weszliśmy do holu i natknęłyśmy się na mojego brata.
- Tu jesteście! – wykrzyknął z uśmiechem – Chcecie pozwiedzać czy od razu idziecie się odświeżyć? – popatrzyłam na Lesli, doszłyśmy do niemego porozumienia.
- Odświeżymy się a jutro pozwiedzamy. – stwierdziłam.
- Dobrze, na górze są sypialnie. Nie wiedziałem jaki wam urządzić więc możecie wybierać, w każdym macie łazienkę. Poradzicie sobie?
- Tak. – wbiegł już na schody ale przypomniał sobie o czymś i odwrócił się.
- Tylko, proszę, żebyście były w miarę cicho. Mała śpi. – uśmiechnął się z rozmarzeniem, widać było że Ami jest jego oczkiem w głowie.
- Dobra. – powiedziałam ze śmiechem.

[ Clary [

   Obudziłam się rano sama w nie swojej sypialni. Dopiero po chwili przypomniałam sobie że jesteśmy w Idrisie, willi Herondalów. Teraz także mojej.
   Westchnęłam i zwlekłam się z łóżka. Wzięłam prysznic, wymyłam zęby i związałam włosy w kucyka. Ubrałam czarne legginsy za kolano i koszule w bordowo-czarną kratę. Nie fatygowałam się z nakładaniem makijażu i poszłam do kuchni.
   Dopiero po kilku minutach ją odnalazłam. Była nowoczesna, w srebrnym i czarnym kolorze. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam jogurt. Trochę naszukałam się łyżeczki ale w końcu ze smakiem zjadłam jogurt.
   Postanowiłam pójść do córeczki. Gdy byłam już przed drzwiami usłyszałam dzwonek.
- To w Idrisie mają dzwonki? – zapytałam nikogo szczególnego.
   Szybko otworzyłam drzwi za którymi stała grupka ludzi, ludzi ze wzrokiem. Były tam dwie młode dziewczyny, niewiele młodsze ode mnie, starsza pani i dwóch młodych chłopaków. Wszyscy mieli na sobie czarno-białe uniformy.
- Dzień dobry! – przywitali się chórem.
- Kim… - przerwał mi mój mąż podchodząc do nas z Ami na rękach.
- Jesteście! – wykrzyknął rozpromieniony – Za chwilę wam wszystko pokażę. – popatrzył na mnie z uśmiechem na co zmarszczyłam brwi niemym znaku zapytania.

----------------------------------------
Jak widzicie jest dużo zdjąć... Chciałam wam to jakoś pokazać i tak wyszło.☺
Co ja mogę napisać?
Następny rozdział dodam za chwilkę a jeszcze następny będzie jutro.
Jeśli chodzi o zakończenie bloga to myślę że będzie do 40 rozdziału (zobaczymy może trochę więcej) i zamknę to opowiadanie. Później skupie się na innych blogach i zobaczymy jak to będzie, może założę jeszcze jakiś o DA...
No to chyba już wszystko...
Wika

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 30

Tak ja obiecałam jest nowy rozdział! Przeczytaj notkę pod rozdziałem!

Miłego czytania!

Rozdział 30
[ Clary [

   Do biblioteki wbiegła moja mama i rzuciła mi się na szyję.
- Co… co tu robisz? – ledwo powiedziałam przez ściśniętą w uścisku szyje.
- Dowiedziałam się że był nowy atak… Nic ci się nie stało? – zapytała patrząc na mnie z troską.
- Już wszystko dobrze, miałam tylko bliskie spotkanie ze ścianą. – uśmiechnęłam się blado.
- Dobrze że już w porządku. – usiadła koło mnie. Popatrzyłam zdziwiona najpierw na Maryse a później na rudowłosą.
- Twoja matka pomoże nam podjąć decyzje. – wyjaśniła niebieskooka.
- Acha. – burknęłam i zgrabiałam się lekko na krześle.
   Złapałam Jace’a za dłoń i ścisnęłam lekko. Oddał uścisk dodając mi otuchy.
- Musimy zagłosować ponieważ mamy dwie opcje. – ogłosiła urzędowym tonem matka Iz – Możemy czekać na ich ataki i bronić się lub wyjechać do Idrisu. Kto jest za… - przerwałam jej.
- Nie możemy ich zaatakować? – zapytałam prostując się.
- Chcielibyśmy… - westchnęła – Nie wiemy gdzie się ukrywają, kraina pod wzgórzem jest pusta.
- A nie moglibyśmy ich jakoś śledzić? Zastawić przynętę i poczekać?
- To mogłoby…
- Nie! – zaprotestował ostro Jace – Nie zgadzam się! Już wolę uciec niż wystawić na takie niebezpieczeństwo moją rodzinę! – podczas mówienia tych słów wstał gwałtownie i wpatrywał się gniewnie w oczy Maryse.
- Ale Jace… - chciałam zaprotestować, nie pozwoliła mi na to.
- On ma racje, nie możemy ryzykować. Kto jest za przeniesieniem do Idrisu?
   Ręce podnieśli: Maryse, Adam, Isabelle, Alec, Jace i Jocelyn. Lesli i Kamila były wykluczone z głosowania a ja się nie zgadzałam z ich opinią.
- Więc postanowione. – popatrzyła na mnie z żalem – Jutro wyjeżdżamy.

[

   W pokoju rzuciłam się z impetem na łóżko. Włożyłam sobie pod plecy poduszkę i zgięłam nogi w kolanach, teraz już prawie siedziałam. Wyjęłam z szafki nocnej mój szkicownik i zaczęłam rysować to co mi przyszło do głowy.
   Na początku narysowałam panoramę mojego miasta. Wiedziałam że jeśli teraz wyjedziemy to już najprawdopodobniej nie wrócimy. Naszkicowałam mój ulubiony park a w nim mnie i Jace’a. Mój stary dom, księgarnie Lucka i nawet Instytut znalazł się w moich szkicach i rysunkach. Parę razy narysowałam moją córeczkę i męża ale nie byłam z tych rysunków zadowolona.
   Właśnie rysowałam kolejną podobiznę Jace’a kiedy otworzyły się drzwi.
- O wilku mowa. – mruknęłam.
- Dalej będziesz obrażona? – nie odpowiedziałam.
   Zamknęłam szkicownik, wyprostowałam nogi i splotłam palce od rąk na brzuchu. Patrzyłam na ścianę przy której stało łóżeczko dla naszej córeczki.
- Oj, no. – usiadł koło mnie i położył moje nogi na swoich kolanach – No przestań. – nic nie zrobiłam.
    Nagle pochylił się nade mną, myślałam że chce mnie pocałować więc odwróciłam głowę. Ale on miał inne plany.
   Poczułam palce wbijające się w moje żebra i momentalnie zaczęłam się śmiać. Zaczęłam wierzgać nogami ale unieruchomił je jedną ręką a drugą nadal mnie łaskotał.
- Przestań! Przestań! – krzyczałam przez śmiech – Już! Już nie będę się złościć! Tylko przestań! – na moje szczęście przestał.
   Otworzyłam oczy które nieświadomie zaciskałam i wpatrzyłam się w płynne złoto oczu mojego męża. Moje ręce spoczywały na jego torsie a nogi nadal miałam unieruchomione. Przybliżył swoją twarz do mojej i…
   Kolejny raz tego dnia drzwi otworzyły się z hukiem i stanęła w nich moja matka.
- Ja… Przepraszam… Nie powinnam… - jąkała się. Jace momentalnie odsunął się spięty i odwrócił wzrok – Chciałam tylko spytać, czy jesteście spakowani?
- Jeszcze nie. – burknęłam siadając poprawnie i obciągając bluzkę w dół.
- Jutro o siódmej śniadanie a o ósmej wyjeżdżamy. – dodała przed zamknięciem drzwi.
- No pięknie. – wymamrotał Jace – Twoja matka nakryła nas w łóżku. – zachichotałam.
- Nie tak do końca. – powiedziałam z uśmiechem – Byliśmy w ubraniu. – przypomniałam.
- No i co? – łypnął na mnie groźnie.
- Przecież mamy córkę, jestem pewna że Jocelyn wie skąd się wzięła Ami. – sięgnęłam do rąbka jego bluzki tylko po to żeby zaraz ją z niego zdjąć – Dobrze że Izzy zajęła się Amandą.
- Bardzo dobrze. – wymruczał zmysłowym głosem po czy się na mnie rzucił.

-----------------------------------------------
Przez ten tydzień trochę pomyślałam nad tym co ma się dziać w następnych rozdziałach i zdecydowałam że (pomimo że była w planach)nie będzie trzeciej księgi. Również chciałabym skończyć tą księgę do końca wakacji ale nie wie czy mi się to uda bo zostało jeszcze trochę do napisania.☺
Myślę że możemy spokojnie wrócić do dodawania rozdziałów w Poniedziałki, Środy i Czwartki - na pewno; a w Piątki - czasami.
Dzisiejszy rozdział trochę nudnawy ale jest i... Wszyscy przeprowadzają się do Idrisu! Co z tego wyniknie?
Nie jestem pewna czy jutro pojawi się rozdział na "Witaj w piekle!" ponieważ mam napisane dopiero 1/3 i do tego wszystko mi się poplątało. Mam nadzieje że jakoś z tego wybrnę i wstawię ten rozdział.
No to następny rozdział powinien być w środę.
Czekam na wasze komentarze!
To chyba już wszystko...
Do napisania!

Wika

Ps. Zmieniłam nazwę na Google+ ale to nadal ja!

poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział 29

Dzisiaj miałam strasznie męczący dzień (o 2,30 [w nocy, oczywiście] obudziła mnie straż pożarna bo na moim podwórku zapaliło się drzewo, później miałam prawie pięć godzin korepetycji z matmy [ja uczyłam] a teraz jeszcze miałam jakąś awarie i nie było przez pół godziny prądu) ale napisałam dla was rozdział, mam nadzieje że się spodoba!

Miłego czytania!

Rozdział 29
[ Clary [

   Obudziłam się we własnej sypialni, koło mnie siedział mój mąż trzymając mnie za rękę. Spał tak słodziej niż nie jedno dziecko… Właśnie!
   Gdzie jest Isabelle? Gdzie jest Ami? Czy wszystko w porządku?
   Zerwałam się z łóżka wyrywając moją rękę z uścisku i  budząc Jace’a. Mroczki zatańczyły mi przed oczami i straciłam równowagę. Osunęłam się w ramiona ukochanego, położył mnie delikatnie na łóżku.
- Spokojnie, masz wstrząśnienie mózgu, na razie nie możesz wstawać. – powiedział z troską wpatrując mi się w oczy.
- Gdzie Izzy? Ami? Wszystko z nimi w porządku? – zasypałam go pytaniami.
- Cii, spokojnie. – pogłaskał mnie po włosach – Wszystko u nich w porządku. – uśmiechnął się lekko.
- To dobrze. – nagle poczułam wszechogarniające mnie zmęczenie – Chyba jeszcze się prześpię. – mruknęłam.
- Może jeszcze… - dalej nie usłyszałam bo zasnęłam.

[

   Obudziłam się sama w pokoju. Powoli podniosłam się otwierając oczy. W pokoju, tak samo jak za oknem, było ciemno. Spojrzałam na zegarek na szafce nocnej, 1:37. Westchnęłam opuszając stopy na podłogę, chwiejnie wstałam ale zawroty głowy już ustały. Dopiero teraz zobaczyłam że jestem ubrana w czerwoną, bawełnianą koszulkę nocną.
   Wzięłam z szafy czyste ubrania bo wiedziałam że i tak nie zasnę. Odkręciłam wodę pod prysznicem, zimna i orzeźwiająca, idealna. Szybko wymyłam ciało i włosy, wytarłam się ręcznikiem. Dalej nim opatulona podeszłam do lustra.

   Już przyzwyczaiłam się że zawsze widzę w tafli lustra bliznę, jeszcze się nie odzwyczaiłam. Wysuszyłam i rozczesałam włosy, spięłam je w niechlujny kok. Ubrałam białą, luźną bokserkę, czarne rurki i rozpiętą koszulę w kratę. Do tego moje ukochane, czarne trampki. Ze szkatułki wyjęłam łańcuszek z dwoma serduszkami, jedno było czarne a drugie srebrne z napisem. Wzięłam jeszcze komplet trzech pierścionków i kolczyki, czarne serduszka.
   Wychodząc z pokoju chciałam iść do mojej córeczki ale nie wiedziałam gdzie jest. Więc wybrałam kuchnie. Była pusta, zrobiłam sobie kanapkę, zjadłam i poszłam na poszukiwania męża.
   Starałam się chodzić jak najciszej, przecież było już po północy. Lekko uchyliłam drzwi do pokoju Isabelle, pusto. Zdziwiona zamknęłam drzwi i postanowiłam szukać dalej.
   Nikogo nie znalazłam i zrezygnowana poszłam do biblioteki. Otworzyłam masywne drzwi ze skrzypnięciem i ujrzałam wszystkich, no prawie, siedzących przy stole. Rozmawiali o czymś bardzo żywiołowo. Brakowało tylko Aline i Helen, nawet moja córeczka była w ramionach Izzy.
   Podeszłam bliżej, dopiero teraz mnie zauważyli.
- Czy może mi ktoś powiedzieć, co tu się stało? – zapytałam cicho.
- Jak to? Nie pamiętasz? – zmarszczyła brwi Maryse.
- Co mam pamiętać? – usiadłam koło Jace’a łapiąc go za rękę – Ostatnie co pamiętam to jak chodziłam po belkach, trening. – wytłumaczyłam – Gdzie Aline i Helen? – milczeli – Powiecie, co tu się stało?
- Zaatakowały nas Ferie, znowu. – powiedział gorzko Adam.
- Straciłaś przytomność zanim się zjawili. – dodała Isabelle.
- Helen i Aline z nimi walczyły. – dopowiedział Alec… Skoro jest tu Alec to gdzie Magnus?
- Ale dlaczego ich tu nie ma? – nie rozumiałam, chyba że… Nie! Niemożliwe!
- Helen została rana, dość poważnie. Są razem z Magnusem w Izbie Chorych. – wytłumaczyła Iz.
- Ale wyjdzie z tego? – chciałam się upewnić.
- Nie wiemy. Na strzale była jakaś dziwna trucizna, mam nadziej że Magnus sobie z nią poradzi. – powiedziała zmartwionym tonem Maryse.
- Och. – tylko tyle udała mi się wydusić.
- Obmyślamy jakiś plan, zawiadomiliśmy już Clave i teraz czekamy na ich decyzje. – powiedział, do tond milczący Jace.
- I co? Wymyśliliście coś? – zapytałam z nadzieją.
- Niestety… - nie dokończył Alec bo drzwi otworzyły się z hukiem i stanęła w nich…

----------------------------------------
Oj! Ja zła! Zakończyłam w takim momencie!
No niestety poczekacie sobie trochę na rozdział. Zdecydowałam że zrobię sobie tydzień przerwy (nowy rozdział przewidziany na 03.08.2015r) później wrócę do was (mam nadzieje) pełna weny.
Jutro powinien pojawić się rozdział na "Witaj w piekle!" ale jeszcze nie wiem o której godzinie.
Niestety rozdział na blog o Trylogii Czasu jest jeszcze w "proszku", przyczyna: nie miałam czasu. Nawet weekend miałam zajęty, chodź w końcu spędziłam go przyjemnie.
No więc do napisania!
Wika

czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 28

Jest nowy rozdział... mam nadzieje że się spodoba!

Miłego czytania!

Rozdział 28
[ Isabelle [

   Narysowałam Clary dwie runy uzdrawiające i próbowałam ją ocucić, niestety dalej była nieprzytomna.
   Cały Instytut trząsł się pod wpływem jakiegoś dziwnego zaklęcia, czułam to, ale nie wiedziałam co to za zaklęcie i kto je rzucił.
   Wyjęłam z kieszeni komórkę i wykręciłam numer Jace’a, po pięciu sygnałach włączyła się sekretarka. Spróbowałam skontaktować się a bratem, też nie odbierał. Markus, to samo. Czy oni nie wiedzą po co są komórki?! Następną miałam Aline, zadzwoniłam. Odebrała po minucie.
- Dziewczyny, gdzie jesteście? – zapytałam lekko spanikowanym tonem.
- Już wracamy, co się dzieje? – odezwała się Helen, widocznie czarnowłosa włączyła na głośnomówiący.
- Pośpieszcie się! – krzyknęłam kiedy podłoga i ściany po raz kolejny zafalowały – Jakieś zaklęcie… - upadłam na kolana i zajęczałam z bólu.
- Co? Co tam się dzieje?! – wrzasnęły.
- Musicie szybko tu przyjść…
   Drzwi otworzyły się z hukiem i do środka wpadło przynajmniej pięćdziesiąt Ferie, ustawili się przede mną.
- Na Anioła… - szepnęłam czując jak pot przerażenia spływa po moim ciele – Oni… - strzała przeleciała tuż koło mojego ucha i wbiła się w telefon rozłączając rozmowę.
- Oddasz nam Morgernsternówne (czytaj: Clary – od autorki) i jej córkę albo cię zabijemy!! – zagrzmiał jeden z pierwszego rzędu.
- Nigdy. – powiedziałam groźnie.
- Zastanów się jeszcze. Jeśli zginiesz to twoje dzieci również. – zauważył.
   O Boże, on ma racje. – pomyślałam z przerażeniem.
- Trudno, nie dam się tak łatwo zabić. – szepnęłam do siebie.
- Więc? Co wybierasz?
- Wole zginąć broniąc parabatai niż żebyście zabili mnie później! Bo nie uwierzę że zostawicie mnie przy życiu! – wrzasnęłam, jeden Ferie wystąpił z szeregu a ja z przerażeniem go poznałam…
   Meliorn.

[ Jace [

   Zbadaliśmy wszystkie zakamarki polany na której wczoraj miało miejsce „wydarzenie”.  Wracaliśmy już do Instytutu kiedy postanowiłem zadzwonić do Clary. Włączyłem telefon i odebrałem wiadomości.
- Ej, chłopaki. Izzy dzwoniła do mnie cztery razy, do was też? – odezwał się Alec.
- Do mnie dwa. – powiedział Markus.
- Do mnie też cztery. – dodałem zaskoczony.
- Musiało coś się stać. – zdecydował Alec – Ale dlaczego nie zadzwoniła Clary? – zastanowił się.
   No właśnie, dlaczego? Jedyna odpowiedź była prosta i zarazem przerażająca dla mnie…
- Bo Clary się coś stało.

[

   Biegliśmy najszybciej jak mogliśmy. Miecze, sztylety i inna broń głośno obijały się o siebie ale nie zwracaliśmy na to uwagi. Jak najszybciej podbiegliśmy do drzwi… których nie było.
- Cholera, co jest? – odezwał się Alec.
- Nie wiem i to mnie przeraża. – przyznałem, chłopcy popatrzyli na nie dziwnie. No tak! Jeszcze nigdy na głos nie przyznałem że coś mnie przeraża!
- Wow, zmieniłeś się. – wymamrotał czarnowłosy.
- Chodźcie już! – zawołał Markus ze środka, wzruszyłem ramionami i wszedłem do Instytutu.
   Już na ostatnich stopniach było słychać czyjś szloch i jakieś krzyki. Wszystko było zdemolowane, wszystko poprzewracane i zniszczone. Korytarz wyglądał jakby przebiegło po nim stado… W sumie to nie wiedziałem czego.
- Dziewczyny?! Isabelle?! Clary?! – zaczął wołać Alec.
   Jeszcze parę razy wołaliśmy i poszliśmy w stronę z której dochodził szloch. Sala treningowa wyglądała… A właściwie to wcale nie wyglądała. Wszystko było poprzewracane, zniszczone. Na ziemi leżały ciała Ferie i ich broń, na ścianach plamy krwi i jakieś zielonej mazi.
   Aline klęczała nad ciałem Helen, chyba była żywa bo czarnowłosa rysowała na jej ramieniu Irtaze. Szukaliśmy dalej aż w końcu znaleźliśmy Isabelle klęczącą nad Clary za belką która musiała spaść w sufitu.
- Clary… - szepnąłem upadając na kolana, zauważyłem na jej ciele dwie nowie runy leczące – Co jej się stało? – zapytałem lekko roztrzęsionej Iz płaczącej w ramionach Markusa.
- Ćwiczyła… Później wszystko działo się tak szybko… Wszystko zaczęło się trząść… Spadając złapała się belki ale druga w nią uderzyła… Uderzyła o ścianę… Później przyszły te diabelne Ferie… Meliorn, żyje.

----------------------------------------------

No i chyba rzeczywiście zdecyduje na zawieszenie bloga na jakiś tydzień, może trochę więcej. Nie wiem co się stało. Mogę pisać każde inne moje opowiadanie ale to idzie mi wyjątkowo trudno. Do tego rozdziału miałam trzy podejścia i wyszło nawet fajnie... Ale, ludzie! Spędziłam nad tym pół dnia!
Mam nadzieje że następny rozdział będzie w poniedziałek!
No to już chyba wszystko...
Wika

środa, 22 lipca 2015

Rozdział 27

Przepraszam za długą nieobecność! Rozdział miał być w poniedziałek ale byłą ma spacerze (który trwał jakieś 7 godzin) i jak wróciłam to byłam padnięta i nie myślałam o niczym inny niż łóżeczko i sen.♥

Miłego czytania!

Rozdział 27
[ Clary [

- Iz, spokojnie. – powiedziałam uspokajająco gładząc plecy parabatai – Co tam widzieliście?
- Kaelie była ciągnięta przez strażników… - chlipnęła – Wszędzie były pochodnie i tak… jakoś bardzo ciemno… Przypięli ją pasami do jakiegoś… kamienia. Krzyczała… Wyrywała się... Bała się…
- Już spokojnie, jesteś bezpieczna. – wytarłam jej kolejne łzy.
- Nie… - pokręciła głową – Nikt nie jest bezpieczny.
- Jesteś wstanie powiedzieć co było dalej? – kiwnęła głową.
- Królowa Ferie… Mówiła coś w jakimś dziwnym języku… Wyjęła sztylet… Nigdy takiego nie widziałam… Wyglądał jak sierp… był cały złoty… ale musiał być bardzo mocny. Królowa wbiła go w klatkę piersiową Kaelie… ona się wyrywała… krzyczała… ale Królowa nic sobie z tego nie robiła… Wycięła jej serce… dopiero tuż przed wyjęciem serca Kaelie przestała oddychać… - zalała się łzami.
   Nawet nie próbowałam sobie tego wyobrazić… Przytuliłam Isabelle i pogłaskałam po plecach, nie wiedziałam co mam robić. Otarłam jej łzy i powiedziałam że powinna się położyć.
- Nie zasnę. – sprzeciwiła się.
- Pójdę po Markusa…
- To nic nie da. – pokręciła głową – Zostań ze mną, proszę. – zgodziłam się kiwnięciem głowy i położyłam koło mojej parabatai.

[ Jace [

   Markus wszystko opowiedział Maryse, widok tego musiał być straszny…
- Ale dlaczego ona to zrobiła? – zapytałem – Po co tak męczyła swojego poddanego?
- Potrzebowała jej serca do czaru. – odpowiedział Magnus – Skoro wycinała jej serce gdy żyła to jest tylko jeden taki czar.
- Jaki? Po co on im? – wtrącił Marus.
- Do zrobienia trucizny która zabija wszystkich którzy nie mają w sobie krwi Ferie. Wystarczy kropelka zmieszana w twoim krwioobiegu a umierasz. – wytłumaczył.
- Ile trwa przygotowanie tej substancji?
- Jeśli ma już serce to około dwa dni.
- Trzeba zawiadomić Clave. – zdecydowała Maryse – Teraz wiemy że na pewno przyjdą po Clary.

[ Isabelle [

   Obudziłam się sama w łóżku, lekko rozprostowałam ciało i wstałam. Miałam na sobie wczorajsze ciuchy… Zaczęły do mnie wracać wspomnienia poprzedniej nocy.

   Otarłam łzę spływającą po policzku i postanowiłam że będę silna. Wzięłam orzeźwiający prysznic i wybrałam sobie ubrania na dzisiaj. Ubrałam jasno różową bluzeczkę, jasno różowe sandałki na szpilkach i jasne rurki. Do tego wisiorek z napisem „Love” i lekki makijaż. Włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone, użyłam odrobinę morelowych perfum i wyszłam z pokoju.
   W salonie nikogo nie było, a w kuchni spotkałam moją parabatai.
- Głodna? – zapytała z uśmiechem, miała na sobie strój do treningów – Robię sałatkę, chcesz?
- Poproszę. – po chwili przede mną wylądował talerz z sałatką, jajecznicą i pieczywem. Popatrzyłam z powątpiewaniem na jajka które były trochę za bardzo, jak na mój gust, przypieczone i wzięłam trochę do ust – Clary! To jest… To jest… Przepyszne!
- Dziękuje. – uśmiechnęła się – Zawsze dodaje tej przypraw do jajek bo nienawidzę ich smaku, wprawdzie wyglądają trochę gorzej ale smakują. – wytłumaczyła.
- Trenowałaś? – zmieniłam temat zapychając się kolejną porcją białka.
- Nie, zaraz idę do Sali. – popatrzyła na mnie niepewnie – Pójdziesz ze mną? Chłopaki kazali mi ciebie pilnować a ja muszę trochę poćwiczyć… Nie robiłam tego od… prawie dwóch miesięcy, od walki z Lilith.
- Pójdę. – wybełkotałam z pełnymi ustami, przełknęłam i zadałam pytanie które nurtowało mnie od kiedy weszłam do kuchni – Gdzie chłopcy?
- Poszli sprawdzić park z Aline i Helen, Maryse pojechała do Idrisu a Adam zabrał Lesli i Kamilę do stada Lucka, Magnus idziesz wyszedł. – wzruszyła ramionami.
- Acha.
   Skoczyłam jeść i włożyłam talerz do zlewu mówiąc że było pyszne i od dziś Clary może robić śniadania. Chciałam pozmywać ale rudowłosa pociągnęła mnie za ramię do Sali mówiąc że chce jak najdłużej trenować.
   Trenowała już dłuższy czas, chodziła po ściance wspinaczkowej, walczyła z manekinami i wszystko inne… Teraz właśnie miała przejść po belkach, uparłam się żeby założyła linki i wygrałam. Weszła na tą najwyższą i zaczęła po niej iść. Gdy była już w połowie drogi wszystko się zatrzęsło… Podłoga drżała a belki latały na wszystkie strony! Clary spadła zatrzymując się dość wysoko nad ziemią ale mogła skoczyć. Właśnie odpinała linkę kiedy druga belka uderzyła w nią z impetem, ruda poleciała na ścianę po której się osunęła. Podbiegłam do niej jak najszybciej.
   Co tu się dzieje?! – krzyczałam w myślach kiedy podłoga znów się zatrzęsła.

---------------------------------------
Szczerze powiedziawszy to nie wiem co się stało. Ostatnio brakuje mi pomysłów do tego opowiadania... I to jest smutne!
Postaram się jutro dodać rozdział a później to dopiero w poniedziałek. Wiem, i też naprawdę smutno ale nie wiem co zrobić... Zastanawiała się nawet czy nie zawiesić tego bloga, w sumie to dalej się nad tym zastanawiam. Na razie chcę spróbować pisać z większymi odstępami a jak przejdę "okres bez weny" to postaram się pisać normalnie (a może i nawet częściej). A poza tym wszystkim to mam jeszcze swoje życie i chcę spędzić te wakacje w miarę wesoło a nie siedzieć tyko w domu i ubolewać nad tym że niem mam weny.
Wczoraj dodałam rozdział na "Witaj w piekle!" więc tam zapraszam!
W sumie to już wszystko napisałam...
Do napisania!
Wika

LBA !!


Z całego serduszka dziękuje Veronice Hunter (jej blog) i Manii Miji (jej blog) za nominacje!
Dam po pięć pytań od każdej.
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Pytania od Veronici:

1) Jakich dwóch języków chciałabyś się w pełni nauczyć?
- Rosyjskiego i... nie wiem.

2) Jaka kuchnia najbardziej przypadła ci do gustu?
- Rosyjska.

3) Jakie są twoje trzy ulubione lody?
- Pistacjowy, bakaliowy i porzeczkowy.

4) Pikantne czy łagodne?
- Łagodne.

5) Trzy cechy, które ma twój wymarzony partner?
- Miły, szczery i żeby nie przeszkadzały mu moje wady.

Pytania od Manii:

1. Przyjaciele, czy rodzina?
- Ważniejsza jest rodzina ale z przyjaciółmi też lubię spędzać czas.

2. Czarny, czy biały?
- Czarny.

3. Ulubiona piosenka?
- Aktualnie "Give Me Love" Ed Sheeran.

4. Czekolada, czy żelki?
- Czekolada.

5. Wolisz lato, czy zimę?
- Zimę.

------------------------------
Nominuje:


---------------------------
Moje pytania:

1. Kiedy masz urodziny?
2. Chciałbyś/abyś mieć rodzeństwo? Dlaczego?
3. Ile masz bogów?
4. Czy planujesz jeszcze zakładanie innych blogów?
5. Jaką istotą fikcyjną (wampir, wilkołak, Nocny Łowca, podróżnik w czasie, itp.) chciałbyś/abyś być?
6. Jaki rodzaj książek najbardziej lubisz?
7. Jeśli mogłabyś dać trzem autorom różnych książek nagrodę za ich napisanie, komu byś ją przyznał/a i za jaką książkę?
8. Dlaczego zacząłeś/zaczęłaś pisać?
9. Jak nazywało się twoje pierwsze opowiadanie (nawet takie gdy byłeś/łaś bardzo mała)?
10. Co robisz w wolne dni?
11. Kiedy najlepiej ci się skupić?


Wika

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 26

Powiem wam że jakoś mi smutno bez kanimy.☺

Miłego czytania!

Rozdział 26
[ Jace [

   Usiedliśmy przy stole zastawionym pysznymi potrawami.
- Czyli jednak gotowała Maryse. – mruknąłem.
- Coś mówiłeś? – zapytała mnie siedząca obok Isabelle, Clary uśmiechnęła się.
- Nic, nic. – szybko wybrnąłem i nałożyłem sobie kawałek pieczeni.
   Jedliśmy w przyjemnej ciszy gdy nagle odezwał się Magnus.
- Zadajecie tyle pytań! – powiedział z sarkazmem wstając – No już dobrze, dobrze.
- Zacznijmy od tego, na jak długo zostajecie? – spytała Maryse wpatrując się w swojego syna.
- Możemy już na zawsze. – westchnął czarnowłosy – Do Paryża przyjechali nowi Nocni Łowcy więc poprosiłem o przydzielenie mnie gdzieś indziej, Clave zdecydowało że na razie jest spokój więc nie jestem potrzebny. Wróciłem…
- Gdzie będziecie mieszkali? – przerwała mu. Czarownik i Alec wymienili spojżenia.
- Chyba najlepiej u mnie w mieszkaniu. – powiedział Magnus – U was już zrobiło się trochę tłoczno…
- Dobra, ja się chciałbym dowiedzieć, co się stało z moją żoną? – zapytałem. Złapałem ją za rękę i pogładziłem po kostkach dodając jej… Chwila! Raczej sobie… sobie otuchy przed tym co usłyszymy.
- Ach! No tak! – westchnął pocierając czoło – Najpierw zostałem jej panem, panem Kanimy. Mogłem nią sterować więc kazałem już przemienić się, nieodwracanie. – wzruszył ramionami.
- Chyba nie chcę wiedzieć, dlaczego zemdlałem? – mruknąłem.
- Nie chcesz. – potwierdził skinieniem głowy.

[ Clary [

   Po obiedzie poszłam do pokoju, pobawiłam się chwile z Ami, rozmyślałam nad moją przemianą. Wszystko dzięki Magnusowi. Dlaczego wcześniej nie miałam pana?
   Włożyłam Ami do łóżeczka, pocałowałam w policzek i zaśpiewałam cicho kołysankę którą mama nauczyła mnie dawno temu. Gdy mała zasnęła wyjęłam z szafy koszulkę Jace’a i już miałam się iść przebrać, otworzyły się drzwi z cichym skrzypnięciem.
- Już idziesz spać? – Zapytał niezadowolony Jace – A może posiedzimy chwile w salonie. – Zaproponował, popatrzyłam na niego zdziwiona.
- Izzy wyszła z Markusem na spacer, Adam i Marys zaszyli się w pokoju a Alec i Magnus wrócili do starego mieszkania. – wytłumaczył.
- Szkoda że się nie pożegnali. – mruknęłam – A Kamila i Lesli?
- Ćwiczą przed Instytutem.
- To możemy iść. – westchnęłam. Mój mąż objął mnie ramieniem i poprowadził do salonu.
   Usiedliśmy na kanapie, oparłam głowę na ramieniu Jace’a i złapałam go za rękę. Blondyn miał jednak inne plany, wciągnął mnie na swoje kolana i zaczął całować moje ramie.
- Co myślisz o zamieszkaniu w przyziemnym domu? – zapytałam czując jak topnieje pod dotykiem jego ust.
- Hmm, jakbyś bardzo chciała to się zgadzam ale nie zerwę z polowaniem na demony. – ostrzegł, mój śmiech przeszedł w cichy jęk kiedy zassał skórę na mojej szyi.
- Wiem, zabijanie to twoja pasja. – powiedziałam naśladując jego głos, nie wyszło mi to za dobrze.
- Dlaczego pytasz? – oderwał się od mojej skóry przez co popatrzyłam na niego z nieukrywanym niezadowoleniem.
- Myślałam nad tym ostatnio. – wyjaśniłam.
- Chciałabyś się przeprowadzić do…
- Clary!! – przerwał mu krzyk Izzy. Wbiegła spanikowana do salonu i rzuciła mi się na szyje.
- Co się stało? – zapytał Jace.
- Byliśmy w parku na spacerze i zauważyliśmy… - przełknął głośno ślinę - …Ferie.
   Otworzyłam szeroko oczy wstając, Izzy uwiesiła się na mnie. Przytuliłam moją parabatai chcąc ją uspokoić.
- Ale dlaczego ona jest w takim stanie? – zapytałam zmartwiona – Przecież zwykłe spotkanie z Feriami nie sprawiłoby u niej takiego wstrząsu.
- Nie było zwykłe. – mruknął mój brat a potem dodał głośniej – One odprawiały jakiś rytuał. Była tam królowa koło jakby ołtarza i inni, czterech strażników wniosło nieprzytomną Kaelie.
- Co?! – krzyknęłam przerażona – Co z nią zrobili?
- Położyli ją na tym „stole” i królowa zaczęła mówić jakieś dziwne słowa. Później… - głos mu się załamał – To wyglądało strasznie.

- Dobrze. – powiedziałam – Zabiorę Izzy a wy powiedźcie o tym Marys. – powiedziałam i wyszłam razem z Isabelle.

--------------------------------------------
No i jak się podoba? Jak myślicie, dlaczego Królowa Ferie zrobiła ten cały rytuał?
Następny rozdział powinien być w środę.
Ostatnio było tylko trzy komentarze! Ja już się przyzwyczaiłam że jest 5 lub więcej, teraz trochę mi smutno. :'-(
Jutro zapraszam na mojego innego bloga "Witaj w piekle!". Już mam prawie napisany rozdział ale muszę dopisać kilak rzeczy.
Zapraszam do komentowania!
Wika